środa, 23 września 2015

Od Lynnayre

Otworzyłam szybko drzwiczki szafy i wrzuciłem do środka walizkę uważając, żeby nie zniszczyć laptopa na dnie. "Rozpakowana" - uśmiechnęłam się triumfalnie do siebie. Pierwsza pożyteczna rzecz, jaką tu zrobiłam. Pokój, który mi przydzielono, nie był jakoś specjalnie ładny. Beżowe ściany, meble z ciemnego drewna, łazienka w tych samych kolorach. Przyzwyczaiłem się do "luksusowego" stylu bycia rodziny mojego najlepszego przyjaciela, a zarazem współlokatora, Elliota.
***
Dwie kolejne godziny spędziłam na leżenia na łóżku i bezsensowny patrzenia na sufit. Co chwila dostawałam wiadomości od Elliota, więc telefon trzymałam ciągle przed nosem. Ledwo wyjechałem, a on już robił cyrki z pisaniem stu SMSów na minutę. Cóż, praktycznie nigdy się nie rozstawaliśmy, ale nie mogłam go do końca zrozumieć. Nie wiem czy to przez zwykłą tęsknotę, czy po prostu nie miał z kim gadać.
Zadzwoniłam do niego zmęczona ciągłym wystukiwaniem na klawiaturze kolejnych wyrazów.
- Wiesz ile się dzieje, kiedy cię nie ma? Sąsiadka dała mi swojego psa do pilnowania, w telewizji odblokowali kanały z serialami, więc zarwałem całą noc
noc. Godzinę temu spotkałem Lesley. Wiesz, tą mormonkę z naprzeciwka - niemal krzyczał.
- Człowieku - zaczęłam z wyrzutem - uspokój swoją nastoletnią burzę hormonów. Proszę.
Westchnął ciężko i, o dziwo, zamilkł.
- Pamiętaj: kobiety słyszą, gdy wywracasz oczami - roześmiałam się żałośnie.
***
Jeżeli ktoś widział mnie wystukującą coś na klawiaturze telefonu tak żywiołowo i zawzięcie, z pewnością mógł pomyśleć, że jestem uzależniona. W rzeczywistości jednak nie chciałam mieć zaległych SMSów od Elliota, który potrafił pisać szybciej, niż wściekła dziewczyna do swojego partnera.
Od kilkunastu minut krążyłam po pustym korytarzu z ekranem przed twarzą. Nie patrzyłam gdzie idę, bo ranem i tak pewnie nikt tamtędy nie przechodził.
"Podbiłaś już tą całą akademię? Albo cokolwiek...?" - jedna z ostatnich wiadomości. Czytając ją, zaczęłam śmiać się na głos, z każdą chwilą coraz głośniej.
"Niestety nie spotkałam jeszcze nikogo wartego uwagi." - odpisałam błyskawicznie. Poczułam nagłe zderzenie z kimś obcym. Chciałam podnieść wzrok znad ekranu, ale czułam się zbyt zmieszana, aby na to się zdobyć.
- Przepraszam - odszukałam ramię osoby i poklepałam je na pożegnanie. Szybko wyminęłam "przeszkodę" i, jak gdyby nigdy nic, ruszyłam dalej. Czułam jednak, że powinnam zatrzymać się i obejrzeć za siebie.
"Lynn, jesteś idiotką." - powiedziałam do siebie w myślach walcząc z chęcią zwrócenia.

Ktoś?

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz