środa, 30 września 2015

Od Alexa cd Decide

- Wiem ale jest takie stare powiedzenie "Każda wiedźma szuka swojego wiedźmina,, - popatrzyłem się za dziewczynę z uśmiechem na ustach.
- Oki możesz ze mną iść - Ja uradowany zmieniłem się w wilka i zaczęliśmy biec. Biegliśmy i biegliśmy przed siebie aż tu nagle zza lasu wyłaniał się akademia.
- Co to do ch**ry ?? - dziewczyna spytała się
- To akademia raczej do której miałem się udać na porządku mam papiery i wogule - powiedziałem z smutkiem
- Wiem że to akademia ale tutaj w środku lasu no nie przepuszczałabym - dziewczyna nieuściełanie się do mnie a ja do niej.
- Może wejdziemy i zobaczymy jak tam jest ma numer pokoju w którym śpię ?? - zapytałem z ciekawości czy chcę wejść do środka. Dziewczyna stała i się nie ruszała przez moment potem drygnęła i odpowiedziała.
- Oki ale tylko na chwile mam nadzieje że nie masz dzisiaj jakiś zajęć dla dopiero co przybyłych ??
- Nie ma zajęć jak ktoś przyszedł to jest dzień wolny dla tej osoby żeby się zapoznała ze szkołą - Zamieniliśmy się w ludzi i poszliśmy do szkoły poszliśmy do pani dyrektor po klucz do mojego pokoju i poszliśmy na samą górę akademii. Znaleźliśmy pokój i weszliśmy do niego położyłem swoje graty obok łóżka, zdjąłem buty i powaliłem się na łóżko
- Nie zadomawiaj się tak bo zaraz idziemy
- Co dlaczego ??
- Bo muszę znaleźć tą osobę co ją szukam
- Tak wiem proszę zostać później poszukasz zapisz się do akademii i ucz się razem ze mną proszę zgodzisz się - zrobiłem smutną minkę i popatrzyłem się na dziewczynę oczekując na odpowiedz
Decide dokończ

Od Lysandra cd. Patrici

Tuż po tym jak dziewczyna skończyła śpiewać to zaczęła sama osądzać to jak bardzo źle jej poszło.
- Zaśpiewałaś świetnie, nie wiem dlaczego tak źle się oceniasz.
- Naprawdę ci się podobało?
- Jasne.
- A ty lubisz śpiewać - Zapytała się z szerokim uśmiechem opierając ręce na moich kolanach.
- Tak lubię, nawet bardzo.
- To może ty teraz coś zaśpiewaj - Zaproponowała, a mi zaczęły robić się rumieńce.
- Okej, tylko ja nie ... nie śpiewam ładnie.
- Oj tam, chociaż spróbuj.
- No dobra, tylko ja nie odpowiadam za popękane bębenki.
Po chwili namysłu zacząłem śpiewać jedną z piosenek, którą nauczyła mnie siostra.

Przez chwilę nastała cisza i dziewczyna zaczęła:
- ...
<Patricia>

Od Chrisa

Nie jest łatwo się przystosować chociaż się starasz. Nie wiedzą wpakowałem się w bagno. Świat którego nie znałem jest jak wojna która wisi w powietrzu. Niby cisza między stroną dobra i zła lecz to tylko cisz przed burzą. Ludzie szybko nie zapominają są pamiętliwi jak choler.a. Nie wiem co myślałem przychodząc do tej szkoły. Akademia to dopiero szkoła życia. Na razie obserwuje ale już wiem, że ważne jest kim jesteś, jak wyglądasz, skąd pochodzisz, z kim się zadajesz. Nigdy nie znałem ludzi tak bezpośrednio. Są o wiele trudniejsi nisz to co sobie wyobrażałem. To dziś czeka mnie ciężki dzień. Wczoraj jak przyjechałem tylko obserwowałem ale dziś muszę już uczestniczyć w tych durnych lekcjach. I komu ma to służyć.... Zawsze spałem do południa więc zmiana grafiku dnia też nie należy do łatwych. Ledwo zmusiłem się aby wstać z łóżka. Wziąłem szybki prysznic i po długim zastanowieniu dobrałem sobie ciuchy. Założyłem dżinsy, biało koszulkę i skórzaną czarną kurtkę. Po długich męczarniach z włosami nareszcie udało mi się je ułożyć. Mimo tych starań nad własnym wizerunkiem i tak wyglądałem jak zombi. Jedyną rzeczą jaką teraz pragnę był by kubek gorącej, mocnej kawy. Rozejrzałem się po swoim pokoju. Ehh... jeden dzień i już kompletny burdel. Przydała by się sprzątaczka szkoda, że owaka tu nie służy. W pokoju znalazłem jakiś śmieszny plan zajęć. Pierwsze co mnie czeka to jakieś techniki walki. Byłem już spóźniony więc postanowiłem najpierw udać się do jadalni i za dobyć się kawy a resztą będę martwić się potem. Bez trudu znalazłem jadalnie, która była kompletnie pusta. Usiadłem przy jednym ze stołów i powoli piłem pozwalając aby moje spóźnienie było co raz bardziej widoczne. Drzwi do jadalni się otworzyły...
< ktoś? >

od Mihrimah cd Lysandra

Znaleźliśmy się nad pięknym wodospadem. Nie ukrywałam, że to miejsce bardzo mi się podobało.
-Może chcesz narysować to miejsce- usłyszałam pytanie i bardzo się ździwiłam. Na twarzy chłopaka gościł szeroki uśmiech
-W sumie czemu nie- uśmiechnęłam się i wyciągnęłam z torebki blok, wszystkie ołówki i kredki
-Zawsze to ze sobą nosisz?- zapytał chłopak przyglądając mi się
-Nigdy nie wiadomo, kiedy zechcę coś narysować- powiedziałam tworząc szkic wodospadu. Siedziałam z chłopakiem w ciszy. Ja rysowałam, a on przyglądał się mojej pracy. Straciłam rachubę czasu, ale w końcu skończyłam.

Wyrwałam kartkę z bloku i wręczyłam chłopakowi.
-Zatrzymaj to- powiedziałam uśmiechając się lekko.
<Lysander? Wena poszła spać xdd>

wtorek, 29 września 2015

Od Colina

Wziąłem głęboki, bardzo głęboki oddech, aby się opanować. Nie chciałem zaczynać kłótni, więc tylko uspokoiłem się w myślach.
- Przepraszam! - powiedziała nieco speszona dziewczyna. Tak jak i ja, nie wiedziała, co powiedzieć.
- Nic się nie stało - wymamrotałem i chwyciłem brązowy teraz od kawy róg wcześniej śnieżnobiałej koszuli. Wyminąłem ją i żwawym krokiem ruszyłem w stronę toalety. Zmyłem, co się dało, lecz zaraz i tak skierowałem się ku mojemu pokojowi. 
Szkoda, że nie mam więcej eleganckich, równie nowych koszul. Naprawdę szkoda. 
Pokręciłem głową i w trymiga się przebrałem, bo nie chciałem spóźnić się na lekcję kamuflażu i maskowania się w terenie. Tym razem założyłem zwykłą kurtkę i wynoszone dżinsy. Zamknąłem drzwi pokoju i pognałem na zajęcia.
Były, jak zwykle, niezwykle ciekawe. Nauczycielka tego przedmiotu jest jedną z najsympatyczniejszych i to z nią najlepiej się dogaduję. Może dlatego, że mam podobny do niej charakter? 
Po zakończeniu wziąłem moją torbę, ale nie poszedłem w stronę internatu, tylko do jadalni, gdzie czekał nas obiad. Usiadłem gdzieś z boku, sam. W sumie samotność jest w porządku. Czasem lepsza niż bycie w centrum uwagi. 
Nigdzie nie było miejsca, więc podeszła do mnie jakaś dziewczyna. Ta sama, co po południu oblała mnie kawą. 
- Mogę się dosiąść? - spytała bez owijania w bawełnę. I to lubię. Bez zbędnych uśmieszków i podlizywania się.
- Naturalnie - gestem wskazałem na krzesło naprzeciwko mnie. Usiadła tam i zabrała się do posiłku.
- Jak msz na imię? - zapytałem, w sumie nie wiem, po co. Ot tak, dla zabicia czasu.

Kadri? C:

Im mniej człowiek wie, tym łatwiej mu żyć. Wiedza daje wolność, ale unieszczęśliwia.

Colin Pevensie 

Dziura w moim sercu ma twój kształt i nikt inny do niej nie pasuje.

Loki Christofer

Nauczyciele nie zwlekali i zadali zadanie !

Sprawdź co piszę i co trzeba zrobić termin oddania prac 2.10.2015r.

Od Kingi

~Nareszcie dotarłam do jakiejś sensownej szkoły. Poznam nowych ludzi tych dobrych jak i złych.~ Rozmyślałam idąc w stronę swojego pokoju.
Minęło pół godziny na rozpakowanie się. Postanowiłam pójść w jakieś miejsce daleko od Akademii.
~Lubię śpiewać piosenki, ale boję się że kogoś zahipnotyzuję. Jeszcze nie potrafię kontrolować tej mocy, a już taka wpadka była gdy śledziła mnie moja znienawidzona koleżanka. Później nie mogłam jej od hipnotyzować bo ciężko było śpiewać piosenkę od tyłu~
W końcu dotarłam do lasu Fatet, a przed sobą ujrzałam piękne różowe drzewa. Siadłam pod jednym z nich i zaczęłam śpiewać piosenkę mojego ojca. Często słyszałam później jego głos tak jakby śpiewał ze mną

Gdy kończyłam śpiewać sobie ktoś złapał mnie za ramie. Lekko przestraszona chwyciłam za sztylet odwracając się i mierząc prosto w osobę.
- Spokojnie dziewczynko, nic ci nie zrobię - Powiedział uśmiechnięty mężczyzna.
Ja przez chwilę patrzyłam się w milczeniu, aż w końcu odłożyłam sztylet i lekko się uśmiechnęłam.
- Jak masz na imię?
Zapytał się opierając się o drzewo.
- Kinga, a ty?
<. . .>
Jakiś chłopak?

Od Lysandra cd. Mihrimah

Po pytaniu dziewczyny co do mojej rodziny zamyśliłem się. Po czym :
- O czym tak myślisz?
Usłyszałem i chwile myślałem jak to mam powiedzieć:
- Nie zbyt lubię gadać o rodzinie, można powiedzieć że gdybym mógł kompletnie o niej zapomnieć to zrobiłbym to bez wahania. Jedyne poparcie mam u siostry, ale nawet nasi ojcowie są inni. - Opowiedziałem z zaciśniętymi pięściami, miałem już walnąć o ścinę, gdy nagle ... dziewczyna złapała mnie za rękę i powiedziała:
- Choć może przejdziemy się gdzieś?
- Jasne, to dobry pomysł.
- Zaprowadzę cię gdzieś gdzie na pewno nie byłaś.
Jeszcze przez chwilę szliśmy w ciszy. W końcu zapytałem się:
- Lubisz może rysować?
- Tak, nawet bardzo. Mam u siebie w pokoju pare swoich rysunków.
- Rysujesz kolorowe obrazki czy może szare?
- Różnie, zależy od weny.
Po paru chwilach dotarliśmy do jeziora
http://www.tapetus.pl/obrazki/n/169211_zachod-slonca-jezioro-pomost.jpg
- To te miejsce chciałeś mi pokazać? - Zapytała zdziwiona.
- Nie do końca ...
Wyjąłem z kieszeni różdżkę i używając mocy wody na zrobiłem wodną powłokę dookoła różdżki. Na niebie pojawiły się chmury i lekkie błyskawice, a wiatr wiał coraz mocniej.
- Złap się mnie i różdżki - Powiedziałem spoglądając na lekko zmartwioną dziewczynę.
Po czym przytuliłem i wraz z nią rzuciłem się do wody. Po paru sekundach byliśmy już na miejscu. Znajdowaliśmy się za wodospadem. Dookoła było bardzo kolorowo.
- Może chcesz narysować to miejsce? - Zapytałem z uśmiechem wpatrując się w dość zdziwioną twarz Mihrimy.
...
<Mihrima>

poniedziałek, 28 września 2015

Od Mii cd Kishana

Idziemy do salonu. Szczerze mówiąc tak za bardzo mi się nie podoba. Nie ma tu nic wygodnego i praktycznego. Wszystko kremowe. Zrobiliśmy sobie popcorn i sok. Rozsiadłam się wygodnie na kanapie czekając na chłopaka.
- Co chcesz oglądać ? - pyta mnie chłopak
- Co chcesz. Zaskocz mnie – uśmiecham się delikatnie. Chłopak wzdycha i przez chwilę rozmyśla. Wyszło na to że oglądamy jakąś komedię. Bardzo mi się spodobała i oglądałam ją zaciekle zajadając popcorn. Przewracałam się na różne boki i w różnych pozycjach. Było mi okropnie niewygodnie. Chłopak siedzący obok wydawał się rozbawiony moim zachowaniem. A może filmem? W końcu położyłam się z nogami podkulonymi pod siebie. Gdy film się skończył zdecydowaliśmy oglądnąć coś jeszcze. Chłopak włączył jakiś film który okazał się horrorem. Jak ja nienawidzę horrorów. Postanawiam być twarda i nie okazywać strachu.
???

Od Patrici cd. Dylana

-Yyy..Tak oczywiście, proszę -odpowiedziałam i lekko się odsunęłam w stronę Bright.
Siedzieliśmy w ciszy. Kurna nie. Odezwała się moja przyjacielska strona.
-Hej, jestem Patricia. Dla przyjaciół Tris. Córka Białej Królowej. A ty? -wypaliłam na jednym wydechu.
-Dylan. Syn bardzo Złej Królowej i Demonicznego Arena. Czyli najprawdopodobniej jesteśmy po dwóch różnych stronach -powiedział.
-Ech, na to wygląda...-mruknęłam i nagle wypaliłam szybko. -A to coś złego? Nie można rozmawiać ani kolegować się z drugą stroną?
Kurna. Jaka ja jestem głupia. Po co ja to powiedziałam.

Dylan?

Od Patrici cd. Lysandra

Dopero co przybyłam do akademi. Nawet się nie rozpakowałam. Postanowiłam od razu poszukać jakiegoś spokojnego miejsca gdzie w przyszłości będę mogła posiedzieć w samotności. No nie licząc mojego pokoju. Wyszłam z pokoju. Szłam i zaczęłam rozmyślać. Jak będzie wyglądała nauka w akademi? Czy w końcu znajdę jakiegoś przyjaciela? A może i kogoś więcej? Moje rozmyślania nagle się przerwały kiedy wpadłam na kogoś.
- Ej uważaj bo się wywalisz - usłyszałam głos jakiegoś chłopaka
- Ehh ... przepraszam zamyśliłam się. -powiedziałam cicho.
- Następnym razem uważaj, a tak poza tym to po której stronie jesteś?
- Jestem z tych dobrych, a ty zgaduje że ze złych?
- Mylisz się tak jak ty jestem z tych dobrych no i nazywam się Lysander.
- Miło mi cię poznać i cieszę się że też jesteś po właściwej stronie.
- A tak w ogóle to jak się nazywasz?
-Jestem Patricia. Dla przyjaciół Tris. Córka Białej Królowej. A kim są twoi rodzice?
-Any. Królowa wody... Mam pytanie.
-hm...
-Też tak jak swoja matka złożyłaś śluby?
-Tak
-Czyli nie skrzywidziłabyś nawet mrówki?
-Tak.
Zapadła pomiędzy nami chwilowa cisza, którą po chwili przerwał chłopak.
-Masz jakieś hobby?
-Yyy.. Tak.
-Jakie?
-Ym... No.. Ten tego... Jeszcze prawie nikomu o tym nie mówiłam ale lubię śpiewać. -wymamrotałam i przygryzłam dolną wargę.
-Zaśpiewaj mi coś... Proszę?
-Eee... Jeszcze nie robiłam tego przy nikim.
-Proszę. Tylko ten jeden jedyny raz.
-No dobra... Ale nie tu.
Chwyciłam jego rękę i ruszyłam przed siebie. Po chwili byliśmy już w moim pokoju. Lysander usiadł na łóżku. Zaczęłam śpiewać niepewnie. Kiedy skończyłam zapytałam się.
-Co o tym sądzisz? Tak wiem... Fatalnie... I w ogóle nie umiem śpiewač... -dostałam takiego jakby małego słowotoku.

Lysander??

Od Mihrimah cd Lysandra

-Mihrimah Dracula- przedstawiłam się z uśmiechem na twarzy
-Córka tego Hrabii Draculi?- zapytał
-Tak- zaśmiałam się cicho, a moja śnieżna pantera otawrła mi się o nogi- Kojarzysz go? - zapytałam biorąc Toppu na ręce.
-Jak go tu nie kojarzyć- zaśmiał się
-A kto jest twoimi rodzicami?- zainteresowałam się. Chłopak się nie odezwał -Hallo- powiedziałam machając mu ręką przed twarzą.
-Co? -zapytał- A moja matka to Any Królowa wody- odpowiedział po chwili wyraźenie o czymś myśląc
-O czym tak myślisz?- zainteresowała się zgaszcząc po głowie białego zwierzaka, który obserwował każdy ruch Lysandra.
<Lysander?>

WAŻNE

Mamy nowe zakładki w szczególności z jedną trzeba się zapoznać (Co ma wam do powiedzenia...)


Lista jest uruchomiona od jutra ! 
Zadania także 
Rozrywki też 

Decide cd. Alexa

-A ty...jako wilk masz błękitne, a nie złote oczy...czemu?-Zapytał.
-Można powiedzieć, że to nie moja wina...-Odparłam.Ten zmarszczył brwi.-Jestem pół wilkołakiem.-Wyjaśniłam.On zarechotał.
-Nie...to niemożliwe!Wilkołaki wyginęły setki lat temu!-Klepnął się w kolano.
-Widzisz...zdarzają się cuda...moja mama natomiast była czarownicą...jednak porzuciła magię lata temu...nikt o tym nie widział prócz mojej rodziny.
-Czy czarna magia nie jest zakazana?
-Jakbyś ty się tym przejmował.Cholipka...-Zaklęłam.-Jesteś Wiedźminem, a ja Wiedźmą...to pytanie było głupkowate..Nie ważne.-Wstałam.
-Co robisz?
-A co mogę robić?Ruszam w drogę.-Zmieniłam się w wilka.
-Jest późno...-Zaczął.
-Nie mam na co czekać.
-Gdzie ruszasz?
-Przed siebie...muszę znaleźć pewną osobę...
-Może ci pomogę.
-Drogi Wiedźminie, niezwykle rada mi twa propozycja, jednakże to samotna podróż...
-To brzmi niepoważnie!Jesteś kobietą!-Zdenerwował się.
-Przeszkadza ci to?Dobrze wiesz, że losy zarówno mój jak i twój są przesądzone...dane jest nam życie w samotności...Taka już wola opatrzności...

Wiedźminie?

Od Dylana

Przechadzałem się po pokoju patrząc z zaciekawieniem na szczelinę w ścianie...
- Jak myślisz tajemne przejście czy dziura mysia ? - Anubis spojrzał na mnie jak na idiotę. Podniusł się w sposób taki że wyglądał jak jakiś król i powiedział
- Jesteś idiotą... oczywiście że tunel w zamkach masz tego pełno po za tym jakby nie było mamy pokój na łuku idealnej wysokości a z zewnątrz miejscu ukrycia więc jak by nie mogło być tu tunelu ? - powiedział  to tak jakby było to oczywiste
- Sprawdzimy ? - lekko się uśmiechnąłem pod nosem i ruszyłem w stronę ściany
- A idź a nie mam zamiaru tego robić za pół godziny kolacja z tymi elegantami - przewrócił oczami i znów padł na miękkie poduszki. Machnąłem na niego ręką i wsunąłem do dziury szukając czegoś w stylu przycisku lub klameczki ale nie znalazłem. Wyciągnąłem rękę i zacząłem patrzeć na jakąś nierówność. Znalazłem, lekko przyciągnąłem do siebie a drzwi otworzyły się. Wszedłem korytarz był wąski co prawda zmieściłby się tu jeszcze Anubis ale było by tu ciasno. Usłyszałem  przed sobą jakiś głos co znaczyło że ktoś szedł właśnie korytarzem. Olałem to i zacząłem się wspinać do góry. Kiedy doszedłem na samą górę i znalazłem wyjście które było uchylone na początku mnie to zdziwiło ale gdy wszedłem do pokoju i zobaczyłem że jest stary jak świat i że nie ma do niego wejścia bo klamka się zerwała to już miałem pewność że tu najwyżej właściciel zamku mógł być. Wszedłem do starego i skurzonego pokoju. Pełno notatek pełno jakiś książek. Przejrzałem tytuły i oczywiście nie znałem żadnej z nich a moim uszom nie ubiegła żadna bajka. Przeczytałem pierwszy tytuł "Czarne księżyce"
- Co ? - mruknąłem i skrzywiłem się. Otworzyłem książkę i zobaczyłem wizerunek ojca królującego. Nie wiedziałem że jest o nim baśń... myślałem że jest po prostu demonem który nie uczęszczał do tej szkoły a co ja tu taj się dowiaduję. Wziąłem księgę i otworzyłem napisana w jakimś dziwnym językiem. Nic do czytania ponieważ jedyne co rozumiałem to tytuł. Jednakże postanowiłem tu wrócić z Anubisem on będzie na pewno wiedział po jakiemu to pisze. Wróciłem a Anubis leżał dalej na moim łóżku
- I co ?
- Znalazłem pokój księgę o ojcu i innych to chyba pokój jednego z braci chyba tego złego - Anubis spojrzał na mnie i powiedział
- pięć minut - szybko wyciągnąłem spodnie i czarną bluzkę.  Bylem w jadalni i okazało się żemmiejsc wolnych jest mało a stołów nie ma. Spojrzałem na stół przy którym siedziała tylko jedna osoba podeszłem do niej i powiedziałem bo Anubis choćby ciał to nie mógł
- Możemy ?


Dziewczyna ?

Śmierć będzie ostatnim wrogiem, który zostanie zniszczony.

Hope Cheshire 

Przyjacielu, jeśli będzie ci dane żyć sto lat, to ja chciałby żyć sto lat minus jeden dzień, abym nie musiał żyć ani jednego dnia bez ciebie.

Kinga Brawn

Od Jonathan`a cd Edmund`a

Na przyszłość muszę pamiętać, aby zakładać buty, albo chociażby poprosić Groco, aby mi o tym przypominał. Nawyki przeniesione z domu, poraz kolejny wciągnęły mnie w niezłe tarapaty. Okazało się, że pewien chłopak poślizgnął się o ślad po mojej stopie i, o losie, był to największy "goryl" z wydziału wojowników. Wytropić mnie było łatwo, patrząc na to, że wszędzie zostawiałem, albo ślady stóp, szron na szybach, bądź przyjemny chłodny powiew wiatru. To pierwsze nie działało tylko wtedy, gdy latałem. Hej, w końcu jestem chochlikiem, albo czymś w pewnym stopniu zbliżonym do niego.
Więc zacząłem uciekać, mimo, że ślady dokładnie pokazywały, gdzie idę. Wtem zobaczyłem miejsce do którego, na szczęście, ludzie z tej szkoły przychodzą raz na Ruski rok, a mianowicie- biblioteki. Mając nadzieję nikogo tam nie spotkać, wbiegłem do niej, zamykając za sobą potężne drzwi, by po chwili zacząć biegać między regałami, byleby jak najbardziej skomplikować trasę ze stóp. Lecz gdy skręciłem w dział z, o dziwo, nowszymi księgami, dojrzałem stojącego na środku sali chłopaka. Oszołom nosił okulary przeciwsłoneczne w pomieszczeniu, przez co ledwo powstrzymałem śmiech. Jednakże i tak czułem, że jego oczy skierowane są ku mnie i przewiercają się na wylot. Chłopak był blondynem o niesamowicie delikatnych liniach szczęki. Irytująca ironia, chciała, by był wyższy ode mnie o jakieś dziesięć centymetrów, o ile nie więcej. Momentalnie zapomniałem o tym, że powinienem się kryć. Zamiast tego stałem i wpatrywałem się w chłopaka z na wpół otwartymi ustami. Mimo, że stałem w dość dużym odstępie od mężczyzny, czułem jakbyśmy tak naprawdę nie powinni się spotykać, bo coś między nami nie współgra. Jedyne co mogłem teraz wynieść z tego spotkania, to to, że chłopak na pweno był o wiele cieplejszy niż ja. Przy nim czułem jakbym stał przy ognisku i powoli się topił. Mruknąłem coś, że go nie zauważyłem, on natomiast, że idzie i mi już nie przeszkadza. Tyle, że swoją obecnością wręcz sprawiał mi radość. Cieszyłem się z tego, że w końcu mogę zaznać choć trochę ciepła. Pragnąłem, by ta chwila trwała wiecznie... tak daleko od siebie, a zarazem tak blisko. Pragnąłem przylgnąć do, zapewne, gorącej piersi chłopaka.
Nim jednak pomyślałem o czymkolwiek większym, drzwi powoli się otworzyły, a za nimi stał nie kto inny, jak "Goryl". Panika owładnęła moim ciałem i w sekundę później, stałem za blondynem, pragnąc, by ten jeden raz ktokolwiek mnie uratował. Nie wiem czemu, chciałem się poczuć jak kochana przez kogoś księżniczka.
W duszy modliłem się, by nieznajomy w jakikolwiek sposób mnie ocalił, chociaż wiedziałem, że to raczej niemożliwe.
- Czego tu szukasz?- na melodyjny głos blondyna, moje nogi same z siebie ugieły się, jakby były z waty. O dziwo, nie skierował się do mnie, a do napastnika.
- Tego- wskazał na mnie, szczerząc przy tym swoje żółte, krzywe zęby, które nie widziały pasty od zapewne dwunastu lat, nie mówiąc o wizytach u dentysty.
- To nie rzecz, a poza tym, co ci da pobicie takiego chucherka? Lepiej wyżyj się na boisku, może ktoś Cię jeszcze pochwali- widocznie słowa chłopaka podziałały, bo tamten kiwnął głową, przeprosił i wyszedł. Nie wiem czy mogę powiedzieć, że zaimponował mi sprytem, w każdym bądź razie, pokazał, że sporo go ma.
Dopiero teraz, gdy wychodziliśmy z biblioteki, zauważyłem to jak byliśmy ubrani. On w drogocenne szaty, ja oszronioną bluzę i rurki. Nie miałem na sobie nawet butów. Pomyślał pewnie, że jestem synem Kopciuszkowatego czegoś... to upokarzające.
Zdałem sobie sprawę, że włada ogniem. Tam gdzie szedł zapalały się pochodnie, które po chwili gasły, przez moją obecność. Widocznie to zauważył, bo zatrzymał się i odwrócił ku mnie, z jakże szyderczym uśmiechem. Nie wierzyłem jakim cudem jego włosy były tak idealnie ułożone, podczas gdy moje, nie mogły się utrzymać w jednym miejscu, nawet po posmarowaniu ich żelem i popsikaniu lakierem.
- Długo masz zamiar mnie śledzić?- założył ręce na piersi. Mimo, że nie widziałem jego oczu, wiedziałem, że są zmróżone i przewiercają mnie na wylot.
- Nie- uśmiechnąłem się ku niemu szczerze i zaraz wszedłem przez drzwi po lewej, gdzie znajdował się mój zapełniony śniegiem i lodem pokój, w którym czekał na mnie Groco, tulący się do pościeli.
Jak takie maleństwo mogło zawierać tyle uroku?!
Tak samo, jak tamten chłopak zawierał tyle seksapilu...

Edziu? Wena poszła się j*bać

Od Jonathan'a cd Liv

Szczerze to rozbawiła mnie ta dziewczyna. Myśli, że zna mojego ojca, że fakt iż jest córką tej całej "Królowej Śniegu" pozwala jej beztrosko wchodzić do MOJEGO pokoju? To, że wszyscy się jej boją, nie znaczy, że ja też mam...
- Te, Rooney!- zawołałem za nią, gdy odchodziła, chwaląc się przy tym, jakże okropną, suknią własnej roboty.
- Czego?!- zatrzymała się i odwróciła ku mnie, rozmachując swoimi włosami, które zaraz zgrabnie poprawiła dłonią.
- Nic nie wiesz i śmiesz tu przychodzić?- podszedłem do niej pewnie. Nie odstraszał mnie jej chłód bijący na kilometr od jej osoby, bo wokół mnie pojawiała się taka sama aura, nawet silniejsza, patrząc na to, że, chwaląc się lekko, moja moc była... mocniejsza?
- O czym ty mówisz?- nie zraziło mnie również to, że była wyższa. Cóż poradzić, że jestem... chochlikiem? Ojciec mógł chociaż postarać się u mnie o wzrost, gdy mnie tworzył...
- Przyszłaś taka pewna siebie... chciałbym zauważyć, że mój ojciec nie był zły- mruknąłem, bez większych emocji, choć najchętniej naskoczyłbym teraz na nią, wyrywając przy tym z jej głowy wszelkie oznaki włosów. Dziewczyna zmarszczyła brwi, nie rozumiejąc mnie zbytnio- wysoka do nieba, a głupia jak trzeba- wyszeptałem sam do siebie, możliwe jednak było, że blondynka. Powtarzam. BLONDYNKA. To usłyszała- Mój ojciec nie jest zły. Jest NEUTRALNY- nacisk, który położyłem na te słowa był niesamowicie mocny. Na szybach powoli pojawiał się szron i lód, pokazujący jak bardzo teraz dziewczyną szarpały emocje. Momentalnie zmieniłem go w śnieg, by pokazać swoją wyższość i to co nas różniło- ona był przeszywająca i okrutna, jak lód, ja natomiast delikatniejszy i milszy, dokładnie jak śnieg.
- Powinieneś być okrutny- wyszeptała- ale przyznaj mi jedno, Frost. Twoje serce jest zmrożone. Nie umiesz kochać. Jesteś jak ja, zimy i bez uczuć- ostatnie słowa wysyczała tak jadowicie, że na mojej skórze zauważyć można było dreszcz przechodzący przez moje ciało. Jednak nie dałem tego po sobie poznać.
- Mylisz się...
- Jonathan. Wiedz jedno. Jestem silniejsza, czy tego chcesz, czy nie!- zapiszczała, a wszystko wokół pokryło się lodem- nienawiść i zło, to daje nam największą siłę, a skoro ty ich w sobie nie masz, oznacza, że jesteś niczym. Zobaczysz, zniszczę i ciebie i twojego ojczulka...
- Liv, to teraz ja ci coś powiem. Twoja matka pojawiła się niesamowicie niedawno, patrząc na to od kiedy istnieje mój ród. Mój ojciec jest od niej starszy o kilkanaście setek lat, a pomyśl, że miałem jeszcze dziadków i pradziadków... to my dbamy o śnieg na całym globie od zawsze. Mój ojciec dobrowolnie oddał twojej matce malutki kawałek ziemi, by nie truła nam dłużej d*py, więc błagam, zamknij się z tymi swoimi mądrościami i zjeżdżaj do swojej krainy lodu, która ma 50 ha i pomyśl o tym, jaka to mała popierdółka w porównaniu z tym co JA muszę ogarniać przez cały rok.
- Ty?!
- Skarbie, mój ojciec od sześciu lat nic nie robi. Wiesz, chce jeszcze pocieszyć się sławą do śmierci, a potem pojawię się ja. Moje imię magicznie wpisze się do ksiąg. A teraz spadaj i nawet nie myśl o zaatakowaniu mnie śniegiem czy lodem, bo A- wystawiłem ku góre wskazujący palec- ja też nad tym panuję i nic ci to nie da, oraz B- dostawiłem do tego środkowy- moja świadomość wszystkiego co zimne jest dziesięć razy większa niż twoja. Prosiłbym cię również o to, abyś przestała tak straszyć tych wszystkich ludzi...- zastanowiłem się chwilę- ty też zyskałaś sobie dziś wroga, skarbie- odwróciłem się i zacząłem odchodzić, przy czym moje gołe stopy zostawiały na drewnianym parkiecie ślady w postaci dość dużych, lodowych, płatków śniegu. W pewnym momencie się zatrzymałem- I serio, zmień tą sukienkę i się nie upokarzaj- ponowiłem krok. Czując, że przygotowuje się do ataku, przez nagły wzrost aury zimna, zamroziłem jej nogi, dłonie, a także usta, na wszelki wypadek. Gdy zniknąłem za rogiem, sprawiłem, by wszystkie oznaki naszej "bitwy" zostały usunięte...

Liv? Mus to mus.

Od Lysandra

Tuż po dotarciu do Akademii ruszyłem do swojego pokoju i rzuciłem się na łóżko. Po chwili stwierdziłem że trzeba się na start przejść po tej szkole. Wziąłem swój sztylet i wyszłem ze swojej jamy. Kręciłem się wokół schodów i w końcu idąc korytarzem ktoś na mnie wpadł.
- Ej uważaj bo się wywalisz - Powiedziałem łapiąc dziewczynę.
- Ehh ... przepraszam zamyśliłam się.
- Następnym razem uważaj, a tak poza tym to po której stronie jesteś?
- Jestem z tych dobrych, a ty zgaduje że ze złych?
- Mylisz się taj jak ty jestem z tych dobrych no i nazywam się Lysander.
- Miło mi cię poznać i cieszę się że też jesteś po właściwej stronie.
- A tak w ogóle to jak się nazywasz?
...
Jakaś dziewczyna

niedziela, 27 września 2015

Od Edmunda

Od Edmunda

Dzień zaczynał się cudownie. Z samego rana kiedy tylko słońce wychyliło się zza horyzontu, wstałem i zadzwoniłem po służbę. Nadszedł dzień przyjazdu do nowej szkoły i trzeba było się przygotować. Spakowałem się wczoraj, a dzisiejszego ranka moje bagaże miały zostać zniesione do karocy. Po jakiś pięciu minutach służba zapukała do moich drzwi. Wsunąłem stópki w puszyste kapcioszki i ubrałem na siebie swój ulubiony czerwony szlafroczek. Wysunąłem się ze swojej komnaty, a dwóch barczystych mężczyzn zabrało się za znoszenie walizek. Poczłapałem z energią do swojej garderoby gdzie musiałem zostać ubrany w swój odświętny strój. Kiedy tylko pchnąłem wielkie i pięknie zdobione drzwi napotkałem wzrok swojej ciotki Anny:
-No, no... od kiedy zostałeś rannym ptaszkiem, Edmundzie? - spytała z uśmiechem dając znak, by krawcowa wyszła ze swojego pokoiku, w którym poprawiała mój strój. Skłoniła się przed moim obliczem na co tylko odkiwnąłem głową, ponieważ całą zamkową służbę traktowałem jak najbliższych przyjaciół, a te ukłony były tylko formalnością... na dodatek nie istotną. Nim słońce całkowicie odsłoniło swe oblicze już byłem gotowy do drogi. Nie przepadałem za takim strojeniem się, ale pierwszego dnia trzeba zrobić dobre wrażenie, więc i książęca korona pojawiła się na mojej głowie... jedna z wielu kopii. Pożegnałem się ze wszystkimi i wsiadłem do pięknie zdobionej czerwonej karocy zaprzężonej w cztery ogniste rumaki, których kopyta, krzywy i smocze skrzydła płonęły niczym małe ogniska. Z góry musiałem pomachać moim poddanym i to było najgorsze, ale i to zdołałem przeżyć. Później to już lot ponad chmurami wraz z towarzyszącymi promieniami słońca, które lekko ogrzewały moją twarz.

~~~

Już po godzinie lotu dotarliśmy na miejsce. Karoca wylądowała tuż przed wejściem do akademika wraz z charakterystycznym rżeniem i parskaniem żywiołowych koni. Otworzono mi drzwi i w takiej oto osobie stanąłem przed obliczem swojej nowej akademii. Jeden z moich głównych podwładnych ruszył ze mną do środka zgłosić moją obecność. Drzwi uroczyście otworzyły się przed nami, a my nie czekając na znak weszliśmy do środka i nie mogłem się powstrzymać od swojego ognistego wejścia. Ledwo przekroczyłem próg, a już wszystkie pochodnie i ozdobne lampy zapłonęły żywym ogniem oświetlając hol. Przed nas wyszedł starszy, brodaty mężczyzna... prawdopodobnie dyrektor. Skłonił lekko głową w naszą stronę na co odpowiedziałem tym samym.
-Witam w Akademii Asevill. - powiedział z uśmiechem – Spodziewałem się pana, panie Edmundzie.
-Witam. Cieszę się, że w końcu tu jestem. - i tak zaczęła się rozmowa nawiązująca do zasad i takich tam podstaw, które powinienem znać. Dostałem numerek pokoju, do którego służba zaczęła wnosić bagaże. Dyrektor wydał mi się bardzo miłym i mądrym człowiekiem. Doskonale wiedział, że nie przepadam za tłumami, dlatego skierował nas do ogrodu. Od słowa do słowa i jakoś ranek szybko zleciał. Dostałem małą mapkę budynku, abym mógł się szybko odnaleźć. Niezwłocznie udałem się do biblioteki nawet nie myśląc od zmianie stroju, bo po co? Można przecież pokazać od razu, że się jest szychą, a nie jakimś plebsem, i że na przykład... jestem rozkapryszonym dzieckiem. To często zniechęca ludzi, a mnie sprawia radość. Udało mi się dojść do szkoły i to najbardziej ruchliwymi częściami akademiku... miny tych wszystkich ludzi... bezcenne. Z uniesioną głową i dumny niczym paw szedłem przed siebie okazując jak bardzo różnię się od reszty... to był pierwszy sposób. Ludzi nie ciągnęło do królewiczów, ponieważ byli aroganccy i złośliwi... hehehe, te pozory. Jak ja je uwielbiałem. W końcu po zaprezentowaniu swojej osoby połowie szkoły udało mi się dojść do pustej biblioteki, która od razu stała się moim ulubionym miejscem, tylko... mało w niej było światła. Pstryknąłem palcami i zaraz w każdej możliwej świecy i lampie pojawił się ogień pięknie oświetlając pomieszczenie pełne książek. Przyjemny zapach papieru i palącego się wosku sprawił, że od razu chciałem zabrać się za spacer między regałami jednak coś, a raczej ktoś musiał mi w tym przeszkodzić. Nagle każdy płomień zgasł, a na ścianie pojawiły się zimowe wzorki. Skrzywiłem się i odwróciłem za siebie. Moja mina wtedy... " Dafuq? ". Jakiś konus z oczojebnie niebieskimi włosami wpadł do biblioteki niczym jakieś dziecko z autyzmem. Patrzyłem na niego przez jakiś czas i jakoś nie miałem ochoty ingerować w jego... zachowanie. Po chwili zatrzymał się i zauważył mnie ( face to face xD ).
-Oj... nie wiedziałem, że ktoś tu jest. - wydukał.
-Okeeeej... fajnie. Nie przeszkadzaj sobie. - zawinąłem pelerynę i ruszyłem do wyjścia ordynarnie wymijając chłopaka.

( Jonasz? )

Śmierć jest łatwa, prosta, życie jest trudniejsze.

Edmund Leroy

Od Livie cd Johana

Przechadzałam się po korytarzu akademika, aż usłyszałam rozmowę jakiś uczniów.
- ... an Frost. Pokój 16. To syn Jacka Frosta. - mówił jeden.
- Nie mów mi nawet. Pewnie jest taki jak jego ojciec. Ale kto mo... a ty czego tutaj szukasz? - zwrócił się do mnie.
- Ja? Podsłuchuję, ale to nic w porównaniu co mogę z wami zrobić. Słyszeliście może o Królowej Śniegu?
Oni popatrzeli na siebie u uciekli w popłochu. Odwróciłam się i poszłam do pokoju 16. Po drodze zabrałam Antarcticę i niosłam ja na rękach. Zapukałam i zaczęłam głaskać zwierzątko. Otworzył mi chłopak o niebieskich włosach. Zobaczyłam, że w jego pokoju jest pełno śniegu.
- Ty pewnie jesteś synem Jacka Frosta, co? - spytałam.
- Tak, miło mi. Jestem Jonathan Frost. A ty? - podał mi rękę
- Cóż... - położyłam lisa na ziemię. - Liv Rooney. Córka Królowej Śniegu.
Chłopak cofnął rękę, ale zdążyłam ja złapać i uścisnąć. Wepchałam się do pokoju, a Antarctica za mną. Zwierzątko widząc gronostaja pochyliło łepek i wpatrywało się w niego. Zwierzę chłopaka tez patrzyła na moje maleństwo. Chłopak zamknął drzwi i podszedł do mnie. Popatrzyłam na niego.
- Mamy z sobą wiele wspólnego Jonathan - zaczęłam. Wzięłam do ręki śnieg i polizałam go.

Popatrzyłam na chłopaka. 
- Co masz na myśli , mówiąc, że jesteśmy do siebie podobni? - spytał.
- No... nasi rodzice kochają zimno, my też, są źli, my też...
- Czekaj! - przerwał mi.
- Słucham? - powiedziałam melodyjnym głosem.
- Ja nie jestem zły...nie chcę być taki jak mój ojciec.
- Ze co? - spytałam i popatrzyłam na niego jak na zdobycz.
- Nie chcę być zły i mieć wrogów... a ty?
Podeszłam do lisa i wzięłam go na ręce.
- To nie jest twój przyjaciel Antarctica, jest dobry - zwierzątko momentalnie pokazało zęby, a gronostaj odsunął się.
- Liv... - zaczął chłopak.
Odwróciłam się, a moje oczy jakby zamarzły. Podeszłam do nieco. Miałam sine usta, dłonie i byłam blada. Włosy pokrył szron.
- Właśnie zyskałeś we mnie wroga Jonathan... a lepiej być ze mną, niż przeciwko mnie. Nie wiesz do czego jestem zdolna...
- Wyglądasz... - zaczął, ale nic nie przeszło mu przez gardło.
- Tak... jak moja matka w moim wieku.
Wyszłam z pokoju. Janathan wyjrzał przez drzwi. Mijający mnie uczniowie... ciekali gdzie pieprz rośnie, krzycząc. Za pomocą lod zmieniłam moją sukienkę w taka.



Jonathan

Livie cd Lauren

Podeszłam bliżej do dziewczyny. Jej tygrys zaczął warczeć. Z twarzy nie schodził mi złośliwy uśmieszek.
- Prawda, przegrała. ale zrobiła to z klasą. Wychowała mnie za swoje podobieństwo, a ja nie mam w zwyczaju przegrywać.
- Uciekła.
- Nie... nie uciekła. Odeszła po wojska, ale stwierdziła, że nie warto wracać. Zaszyła się w pałacu i powstałam ja.
Jej kot pokazał kły.
- Wiesz co? Twój pupil byłby idealną lodową rzeźbą do mojego pokoju. A gdyby mi się znudził... wiesz co, prawda?
Wytrzeszczyła oczy i przyciągnęła zwierzaka do siebie.
- Dobra decyzja - oznajmiłam z uśmiechem. Zza mnie wyszedł mój lis polarny.
- Antarcica... słonko moje - wzięłam zwierzątko na ręce. Ta spojrzała na tygrysa. - Nie patrz na rozmiary Lauren... moje zwierzątko jest silniejsze i sprytniejsze niż wam się wydaje.
Odwróciłam się i zrobiłam kila kroków, ale zaraz się zatrzymałam. Odwróciłam się do dziewczyny.
- A teraz ja zadam kilka pytań. W tym pierwsze "dla zasady". A ja z jakiej bajki powinnam cię kojarzyć? Czy twoja kochana rodzinka ma cie dosyć, że wysyła cie do tej lansiarskiej szkoły? Czy przez resztę życia chcesz być odbierana jako ta słaba? - widząc jej minę powiedziałam. - To ja pierwsza odpowiem. Królowa Śniegu jak już wiesz. Matka mnie kocha, ale wysłała mnie tutaj z jakiegoś ważnego powodu, nie licz, że się dowiesz. Cóż... ja słaba nie będę. Jak wiesz mojej matki wszyscy się boją, a twojej...? - zaśmiałam się słodko.


Lauren

Od Jonathan'a cd Kadri

Ten cudny dzień, rozpoczął się jakże cudnym akcentem, którym była pobudka zafundowana przez Groco. Jakże uroczy i empatyczny zwierzak, ugryzł mnie w nos o godzinie piątej rano, mówiąc, że jest głodny jak ch*lera. Trzeba mu przyznać, miał wyczucie i takt co do takich spraw. Tak, wyczuwajcie ten sarkazm, którym aktualnie, są przepełnione moje myśli. Nie wierzyłem czasem jak wrednym zwierzakiem trzeba być by robić takie rzeczy. Naraz przypomniałem sobie o pewnym fakcie- mój Groco nie był wredny. Po prostu miał swój "ognisty" temperament, za co niezmiernie go kochałem.
Gdy gronostaj dostał swoją należną porcję śniadania, postanowiłem zejść na dół, do niedawno postawionych automatów z kawą i gorącą czekoladą. Prawdą było iż należałem do osób z natury leniwych, które zawsze wybierają opcję "skoro tak się da, to to mi to zrobi". Wciągnąłem więc na siebie pierwsze lepsze dresy, które spadały z moich wąskich bioder, oraz przyduży, biały t-shirt, który zaraz po zetknięciu z moją skórą, pokrył się szronem. Nigdy nie lubiłem tego, że tam gdzie szedłem, pojawiała się wraz ze mną ta chłodna aura, a gdy dotykałem gołymi stopami ziemi, pojawiały się na niej zmrożone ślady. Tak było dokładnie ze wszystkim. Raz przypadkowo zamroziłem jakąś pannicę, czego niezmiernie żałuję, bo teraz nie da się tego odwrócić. Dlatego właśnie lubiłem gorące napoje, w pewnym sensie ogrzewały mnie choćby na chwilę. Wiedziałem jednak, że ich zbyt duża ilość mogła mnie najzwyczajniej w świecie zabić, a tego chyba bym nie chciał.
A więc schodziłem już po schodach, moje gołe stopy uderzały cichutko o zabytkowe stopnie, które pokrywały się lodem. Chcąc nie chcąc, okazało się, że Groco wtargnął do kieszeni moich spodni, a właśnie teraz, wspiął się po mojej koszulce, na moją pierś, wbijając we mnie swoje małe, ostre pazurki.
- Za często pijasz tą swoją gorącą czekoladę!- pisnął, szarpiąc ząbkami mój dekolt- Nie chcę stracić pana!
- Nie chcesz umrzeć, Groco- wyszeptałem, podpierając dłonią jego włochaty tyłek.
- To, że jestem częścią twojej duszy, nie znaczy, że zależy mi tylko na tym, byś żył. Ty wiesz, jak ja cię kocham, prawda? Jonathan? Joona? Jonasz!- w tym momencie dziabnął mnie w obojczyk, na co cicho syknąłem- ignorujesz mnie! To nie jest fajne!- wdrapał się na moje ramię, przytulając ciaśniej do mojej szyi. W przeciwieństwie do mnie, zwierzaczek był bardzo ciepły, za co szczerze mu dziękowałem, szczególnie gdy w nocy zawsze się do mnie przytulał. Wiedziałem jednak, że wtedy on marznie, więc zazwyczaj go odsuwałem na poduszkę i przykrywałem. Nie raz mówił, że nie muszę, że on chce, aby było mi ciepło i abym był szczęśliwy. Wiedziałem jednak, że mógł sobie odmrozić łapki, będąc przy mnie za długo.
Jednak gdy zszedłem już po schodach i skierowałem się ku automatom, deimon zaczął mnie zagadywać, przez co nie zwróciłem uwagi na kogoś, którego kawa chwilę później znajdowała się na mojej koszulce. Odskoczyłem jak oparzony, dosłownie. Jako iż moja skóra była niesamowicie wrażliwa na gorąc, zacząłem wrzeszczeć jak oszalały, ciągnąc moją koszulkę ku górze z zamiarem zdjęcia jej. Moja klatka piersiowa już zaczęła robić się czerwona, a na skórze pojawiały się pęcherze. Czym prędzej stworzyłem na sobie coś na kształt bluzy ze śniegu i lodu, a czując chłód łagodzący ból odetchnąłem z ulgą. Spojrzałem na osobę, do której należał owy napój, a widząc czarne napisy na jej czole, wskazałem na nie, pytając, co jej się stało, choć oczywiste było to, że był to tatuaż...

Kadri?

Od Kishana cd Mii

Zaskoczyła mnie tym pytaniem.
-Cóż… Tak naprawdę, wydaje mi się, że nie jestem ani dobry ani zły. Stronę zła…. Wybrało mi tak jakby życie. – powiedziałem i w tej samej chwili uświadomiłem sobie, że… to zrobiłem. Ta dziewczyna ma na mnie jakiś dziwny wpływ – pomyślałem. Zazwyczaj, jestem dla innych wredny, a ona… Potrząsnąłem głową.
- A ty?
- Mi wybrali to rodzice, tak jakby. – odparła i uśmiechnęła się blado. Mia odłożyła swoje rzeczy i stanęła przede mną . Przez chwile panowało niezręczne milczenie.
- Pójdziemy obejrzeć jakiś film? – zaproponowałem. Dziewczyna skinęła głową, więc poszliśmy do jednego z saloników.
???

Jeśli możesz żyć wiecznie, to musisz wiedzieć po co żyjesz.

Lysander Brawn

Tylko wariaci są coś warci!

Charlie Chelsea Chloe Hatter

Od William'a CD Jacqualie

W końcu dziewczyna skończyła swój żałosny pokaz. Już po pierwszym spojrzeniu na niej po tym jak ogarnąłem co się dzieje wiedziałem, że nawet nie spróbuje mnie zabić. To wystarczyło bym uznał ją za jeszcze bardziej żałosną i słabą. Dlatego też nawet nie próbowałem się bronić. Czekałem tylko jak skończy, zresztą niech myśli, że jest silniejsza to dla mnie nie jest problem. Zemsta może poczekać, ważne by była wspaniała. Czarny charakter, który nie zabija za pierwszym razem kiedy atakuje zawsze przegrywa. Nie rozumiem czemu nikt nie uczy się na błędach z baśni. Ale trudno. Swoją drogą dziewczyna nie była taka silna jak jej się wydawało, gdybym ją zaatakował zdechłaby jak mucha. Przyleciał jednak ten nauczyciel i zabrał nas do dyrekcji. Żadne z nas nie marudziło, nie było sensu. Dyrektor zmierzył nas złym wzrokiem
-Wiecie co grozi za takie zachowanie?- spytał
-Niespecjalnie- odpowiedziałem rozsiadając się na kanapie
-Jeszcze raz któreś z was wznieci pojedynek
-To niebyt pojedynek- wtrąciła dziewczyna
-Niezależnie. Wylecicie ze szkoły zrozumiano?
-Oczywiście. To wszystko?- spytałem
-Nie- przez następne 15 minut dyrektor gadał o jakiś przepisach, regulaminie i tym podobnych rzeczach. Niespecjalnie go słuchałem. W końcu mogliśmy iść. Uśmiechnąłem się jeszcze tajemniczo do dziewczyny i ją wyminąłem. I tak już uznałem, że nie nadaje się na mojego nemezis. Nie mam zamiaru tracić na nią czasu. Mam swoje cele.

KONIEC TEJ SERII OPOWIDAŃ

Ludzie znają dziś cenę wszystkiego, nie znając wartości niczego.

Patricia Meuer

Od Alexa cd Decide

Kiedy wstałam rozejrzałem się czy kogoś nie ma w pobliżu mojego szałasu. Pomyślałem że nie będę się zatrzymywał w jednym miejscu tylko pójdę dalej poszukując przygód. Szedłem i szedłem aż zobaczyłem że na środku liniej drogi leży dziewczyna. Podchodzę do niej i mówię
- Nic ci nie jest
- Nie nie nic mi nie jest tylko odpoczywam - odburknęła dziewczyna podnosząc się z ziemi.
- Aha widać że zmęczona może pójdziemy do mojego szałasu ta sobie odpoczniesz i pogadamy trochę
- Dobrze - Powiedziała dziewczyna nie zrobiła nawet 5 kroków a upadła na ziemię. Zobaczyłam czy nic jej nie jest okazało się że zemdlała z bezsilności. Wziąłem ją na swoje ręce zaniosłem do szałasu zrobiłem prowizoryczne łyżko z dwóch dużych skór niedźwiedzia a przykryłem ją kocykiem z futra królików. Powiedziałem sam do siebie
- No nie ma rady trzeba zostać tu do jutra - Poszyłem po 15 kamieni żeby zrobić ognisko zrobiłem z nich krąg. Przyniosłem trochę suchej trawy żeby dobrze się rozpaliło i parę kłód na opał. Kiedy wszystko przyniosłem poczułem głód więc poszedłem na coś zapolować. Zmieniłem się w wilka i zacząłem węszyć poczułem silny zapach stada saren
- Sarny muszą gdzieś być nie daleko - burknąłem sam do siebie i powędrowałem za zapachem kiedy zapach był już bardzo blisko zacząłem się skradać akurat byłem za krzakiem tam gdzie była sarna. Zrobiłem jeden sus i Sarna była moja wgryzłem jej się w kark i zabiłem ją. Zamieniłem się w człowieka i wziąłem sarnę do szałasu. Rozpaliłem ogień dzięki magi i zacząłem piec sarnę. Kiedy była już do zjedzenia zdałem kawałek i zostawiłem dla tajemniczej dziewczyny. Poczekałem chwilę nie spostrzegłem się że jest bardzo późno zrobiłem pole siłowe żeby nic nas nie zabiło podczas nocy. Kiedy to zrobiłem dziewczyna już była przytomna.
Decide dokończ.

sobota, 26 września 2015

Od Lauren

Gdybym mogła to już by mnie tu nie było, mój brat Sage się zbuntował dlaczego ja nie umiem czy to dlatego że od dziecka miałam wpajaną dobroć a Sage był trochę zaniedbany przez rodziców bo oni zajęli się mną. Levi był już w wieku sześciu lat to mu to nie przeszkadzało że go tam trochę puszczają ze "smyczy " a Sege trzy miał. Ale koniec rozczulania się nad moją rodzinką. Weszłam do salonu i położyłam się na kanapie a Frot u moich nóg. Lekko go szturchałam a on ciągle się poprawiał. Uśmiechnęłam się i w pewnym momencie ktoś nam przerwał najpierw myślałam że to mój ojciec jak zawsze w domu. Ale nie byłam w domu... no właśnie byłam w tym Asevill w tej przeklętej szkole. Wyciągnęłam różdżkę i wymierzyłam w stronę osobnika 
- Czego ? - warknęłam 
- Jesteś zła ? - usłyszałam chyba ucieszenie w głosie chłopaka. Westchnęłam... i odpowiedziałam w myślach : 
~~ Gdybym miała więcej odwagi tak do cholery tak ! ale jestem tchórzem i nie i nie nie jestem - Przewróciłam oczami i odpowiedziałam pytaniem na pytania jak on 
- A ty ? 

Chłopak ? 
Jak śmiałeś mi przerwać 

Od Lauren cd Livie

Na kogo do jasnej cholery ja trafiłam ? Nie to nie możliwe że to córka królowej śniegu... moja matka podobno miała z nią wielkie problemy... ale nie jesteśmy naszymi rodzicami oni już swoje przeżyli teraz czas na nas i na nasze decyzje... ponieważ nie miałam ochoty mówić do rozkruszonego lodu poszłam dalej. Widziałam kilka osób aż wpadłam wróciłam do pokoju Frot mój śnieżno biały tygrys chodził za mną i się nudził.
- Biedactwo nie dostałeł dziś jeszcze jedzenia pośle kogoś po jakiś kawałek mięsa dla ciebie - wiedziałam że nie chodzi o jedzenie ale jednak coś się działo z nią a jak jej się coś dzieje to i mi. Wygiął kark w momencie kiedy ktoś zapukał to była Evie moja pokojówka. 
- Evie przynieś mi proszę kawałek mięsa dla Frot - sama miała za deimona dużego kota więc jej to nie zdziwiło a jej kot uwielbiał Frot coś muszą mieć po nas w końcu mają część naszej duszy. Evie przyniosła mi dość duży kawałek mięsa a ja dałam go Frotowi. Zjadł go szybko i poszłyśmy się przejść do salonu ale jak na złość trafiłyśmy do złego (wcale nie specjalnie). Przez jakiś czas byłam sama ale po chwili weszła... córka Królowej Śniegu. Spojrzałam na nią i się uśmiechnęłam. Zaczęłam głaskać Frot'a
- Cześć... jestem Lauren - spojrzała na mnie z "zaciekawieniem "
- Dobra i to na dodatek od tej co przegrała - roześmiała się.
- Jakby nie było twoja matka też przegrała - Uśmiechnęłam się szerzej a Frot zaczął mruczeć. - Ale ja starałam się być miła - mruknęłam

Livie ? 

Niewiele rzeczy tak bardzo oszukuje jak wspomnienia

Mal Pinger

Strach tnie głębiej niż miecze.

Alex 
Wiedźmin

Ważne

Wysyłamy wszystko na Inne  dziś oddali mi uprawnienia więc proszę o to aby tam mi wysyłać

Tylko dwie rzeczy są nieskończone: wszechświat oraz ludzka głupota, choć nie jestem pewien co do tej pierwszej.

 Mihrimah Dracula

Kochać kogoś, to przede wszystkim pozwalać mu na to, żeby był, jaki jest.

Jonathan Frost

Od Willow CD Nyxis

Szłam spokojnym krokiem, ciągnąc za sobą spasłego zająca, którego wcześniej upolowałam. Jak na takie małe zwierzę był dość ciężki, ale dzięki temu i łatwiejszy do złapania. Rozpaliłam ognisko i zrobiłam sobie prostą, ale nawet smaczną potrawę. Wyciągnęłam z mojej prowizorycznej torby jeden z moich noży i przekroiłam posiłek na kilka części.
Nie zjadłam wszystkiego, lecz kilka większych kawałków rzuciłam stojącym blisko lisom. Lubię te zwierzęta.
Odwróciłam głowę w prawo, tknięta przeczuciem. Stała tam jakaś ładna dziewczyna, patrząc w niebo.
Dobra, zła?
Na pewno dobra, to było wręcz wyczuwalne. Podeszłam do niej, by zagadać.
- Cześć - uśmiechnęłam się lekko.

Nyxis? Krótkie, ale lekcja się zaczyna : P

Od Livie cd Lauren

Wściekła zatrzasnęłam drzwi mojego pokoju. Matka weszła nawet nie pukając.
- Uspokój się Livie - powiedziała. - Jedziesz do Asevill i koniec.
- Nie możesz mnie wysłać do jakiejś nędznej szkoły! Jesteś Królową Śniegu! Jestem Twoja córką! Jedyną! Nie możesz! Kto cię zastąpi, co?
- Jedziesz...
Wycedziła i wyszła.
- AAAAAAAAA!!!!!!!!!! - krzyczałam i rzucałam różnymi rzeczami. Położyłam się na łóżku i zasnęłam.

***

Obudził mnie głos matki.
- Wstawaj Livie!
Wyskoczyłam z łóżka jak strzała. Na szczęście byłam ubrana idealnie na okazję.


Zobaczyłam, że jestem spakowana. Na walizkach był napis:
"Powodzenia w szkole księżniczko!
Ben"
Biedak myśli, że go pokocham... trudno. Kazałam zabrać walizki do samolotu.... Gdy już byłam na miejscu, służba zaniosła walizki do pokoju, a ja szłam korytarzem.Nagle stanęłam. Stała tam jakaś dziewczyna.
- Z jakiej bajki powinnam cię kojarzyć? - spytała niepewnie.
- Królowa Śniegu, mówi ci to coś? - spytałam jak kanarek.
- Eee, tak... dobra czy zła?
- Oczywiście, że zła! Coś po matce muszę mieć! - zaśmiałam się szyderczo i zerwałam różę, która była w doniczce. Zmieniła się w lód. Upuściłam ją, a ta roztrzaskała się na miliony kawałeczków.


<Lauren>

Od Mii cd Kishana

Wchodzę do pokoju rozglądając się wokół. Pokój jest bardzo ładny i duży. Jedynie co jedno co przykuło moją uwagę duże okno i duży parapet do siedzenia z poduszkami. Zawsze miałam do nich słabość. Nieświadomie podchodzę do niego i podziwiam piękny widok za okna.
- Chyba może zostanę tu na dłużej. - mruknęłam sama do siebie
- Jak ci się podoba? - pyta mnie chłopak dzięki czemu wracam do rzeczywistości.
- Tak, jest śliczny. Cieszę się że nie jest różowy. - uśmiechnęłam się słabo do niego. Znów za dużo mówię.
- Nie lubisz różowego ? - pyta poważnie choć wydaję mi się że widzę iskrę rozbawienia w jego oczach.
- Nie, to jedyny kolor którego nie lubię. Wydaje mi się jakby nosiły je same.... księżniczki z nadętym ego. Jesteś zły z wyboru czy zmuszony – pytam się go siadając na ziemi. Jestem ciekawa, czy jedynie ja nie jestem z własnej woli.
???

Od Williama cd Willow

Uśmiechnąłem się tajemniczo
-Mój ojciec jest kuzynek Claytona tego z "Tarzana". Właściwe to nawet nie interesowałem się z jakiej jest bajki- coś kiedyś wspominał o wyprawach morskich i wyspach, ale nigdy nie sięgnąłem po tą baśń. Wydawała mi się zbyt żałosna. Wiem tyle, że jakaś grupka czarnych go pobiła- nic ciekawego.
-A matka?
-Znasz może "Śpiącą królewne"?- pókiwała głową. Jak można by nie znać- to pewnie kojarzysz też wiedzę której nie zaproszono?- moje oczy zaświeciły na zielono- więc jak już zdążyłaś się domyślić jestem jej synem. Niestety jej zakończenie było żałosnen, więc nie ma się co chwalić. Zawsze jak to czytałem robiło mi się niedobrze. Ale nie sądzę byś to zrozumiała. Ty też chcesz swojego "długo i szczęśliwe"?- wypowiedziałem te słowa z odrazą. Zawsze, gdy byłem zmuszony dojść do końca i przeczytać "i żyli długo i szczęśliwie" spalałem książkę, albo niszczyłem ją w inny sposób. Nie cierpię tego. Zwłaszcza, żeoboje moich rodziców przegrali. Nie chciałem nigdy podzielić ich losu. Ja tak nie skończe. Nie ma mowy. Dziewczyna w końcu chyba po moim całym nudnym monologu postanowiła coś powiedzieć.


Willow?

Od Jacqueline CD Williama

Zachłysnęłam się prawie powietrzem. Jak on śmiał mnie tak znieważać? I po tym wszystkim tak po prostu się odwrócił i zaczął odchodzić... Nie, nie mogłam na to pozwolić. Za nim zdążyłam się połapać, co robię, machnęłam dłonią, a jego ciało ciężko uderzyło w najbliższe drzewo z głośnym trzaskiem.
Zsunął się po nim i natychmiast wstał, a jego twarz wydawała się zdezorientowana. To trwało jednak chwilę, ponieważ zwrócił swój wzrok na mnie i zacisnął gniewnie zęby.
- Jeszcze z tobą nie skończyłam, więc nie waż się ode mnie odwracać! - wrzasnęłam. Zaczął podchodzić do mnie szybkim krokiem, jednak ponownie siłą mojej mocy pchnęłam go na to samo drzewo, tylko, że z podwójną siłą. Zaczął się dusić, gdy zacisnęłam w powietrzu pięść niczym Darth Vader. Parsknęłam śmiechem na tą myśl.
- Tak bardzo cię to bawi? - syknął, zaciskając swoje dłoni na szyi, jakby chciał odpędzić duszenie. - Mamusi może się nie spodobać, jeśli już pierwszego dnia kogoś zabijesz.
- Uwierz mi, nie znasz mojej matki. Będzie w niebo wzięta - zaczęłam go dusić jeszcze mocniej, gdy nagle przed oczami stanął mi obraz mojej matki, uśmiechającej się szyderczo. Nie zamierzałam jej uszczęśliwiać. Nienawidziłam tego chłopaka, ale swojej matki nienawidziłam jeszcze bardziej. Całe życie zgadzałam się na wszystko, co powiedziała. Doszłam do wniosku, że teraz jej tu nie ma, więc czas to skończyć. Puściłam go, a on spadł na ziemię. Zauważyłam, że uczniowie zebrali się wokół nas, gwiżdżąc i wykrzykując jakieś hasła. - Masz szczęście, że ona mnie kompletnie nie obchodzi - dodałam na tyle cicho, by tylko on mnie usłyszał. - Może jestem nieco drażliwa, ale jeśli jeszcze raz odważysz się nazwać mnie słabą to naprawdę cię zabiję. Obiecuję ci to - nie wyglądał na kogoś, kto drży ze strachu, a właściwie nawet chyba nie przejął się tym zbytnio, że przed chwilą go prawie udusiłam i przyszpiliłam do drzewa.
Jakiś profesor przebiegł przez tłum uczniów i wlepił w nas gniewne spojrzenia.
- Do gabinetu dyrektora! Ale już! Obydwoje! - krzyknął.

William?

Od Jacqueline CD Willow

Zacisnęlam wargi, zastanawiając się, jak mogę na to odpowiedzieć.
- Nie wiem - odparłam wreszcie, wzdychając przy tym żałośnie. - Właściwie to nigdy nie miałam przyjaciół. No, nie takich prawdziwych. Jak znam życie, to przyjaźnili się ze mną tylko dlatego, że jestem następczynią tronu - przewróciłam oczami, jednak zrobiło mi się trochę przykro. - Jestem zła, a zło nie powinno zawierać przyjaźni, co nie?
Przez chwilę zobaczyłam w jej oczach błysk współczucia. Zniknął bardzo szybko, ale trwał wystarczająco długo, bym go dostrzegła. Zmróżyłam oczy.
- Nie współczuj mi - powiedziałam, nieco za ostro. - Nie warto.
Przewróciła oczami, ale się nie odezwała. Najwyraźniej wciąż czekała na rozwinięcie mojej wypowiedzi. Sama się zastanawiałam, co ktoś taki, jak Willow robi teraz w moim pokoju i słucha moich wyżaleń. Byłam żałosna, czułam to. Rzadko otwierałam się przed ludźmi.
- Może masz rację - mruknęłam cicho. - Faktycznie, powinnyśmy się bliżej poznać. To... Na razie zostaniemy - zastanowiłam się nad doborem słowa - kumpelkami? - strzeliłam, ale zaraz miałam ochotę się walnąć za ten mało królewski dobór słów.
Roześmiała się, widząc moją skrzywioną minę.
- Tak, chyba tak.


Willow? Szkoła zabrała wenę :c

piątek, 25 września 2015

Od Decide

Wyczułam zapach krwi, mój nos łaskotały mokre od rosy rośliny, pod łapami był miękki mech.Nie było słychać moich kroków.Widziałam jak zwykle wspaniale, kilometr czy dwa nie robiły mi różnicy, najdrobniejszy szczegół był ostry i wyrazisty.Usłyszałam, że przeładowuje karabin...myśliwi.Zaczęłam biec w jego stronę.Uniknęłam strzału, zaczął cofać się czyszcząc lufę.Rzuciłam się na niego, mogłam spokojnie odgryźć mu głowę, byłam od niego dwa razy większa.Zmieniłam się w człowieka.Oplatałam udami jego biodra.
-Chciałeś mnie zastrzelić, co?-Mruknęłam przejeżdżając czarnym pazurem po jego twarzy, z ranki spłynęło kilka kropel posoki.Uśmiechnął się tylko i splunął mi w twarz.Wytarłam policzek z wściekłym pomrukiem.-Spokojnie...utemperujemy cię.Śmierć będzie nauczką.
-Nie dosyć...maż już krwi na rękach, a właściwie...kłach?Wróciłem do wioski...a zastałem tam tylko anarchię, która pozostała po twych odwiedzinach.-Jęknął gdy wbiłam szpony w jego brzuch, nie naruszyłam organów, znam się na fizjonomii.
-Chciałam wiedzieć czy urodził się tam ktoś imieniem Wolfgang, gdy spytali jak mam na nazwisko, a ja odpowiedziałam zaatakowali mnie.Myśleli, że srebrne kule pomogą.Głupcy.Najpierw...-Moje źrenice skurczyły się.-trzeba trafić.-W tym momencie uderzyłam go z całej wilczej siły w głowę,Przemieniłam się i zawlokłam jego bezwładne ciało do mojej tymczasowej siedziby.Ocknął się wieczorem, był już związany.Leżałam na brzuchu opierając pysk na skrzyżowanych łapach, kłapnęłam kilka razy pyskiem, a z gardła wydobył się ludzki głos.
-Więc...drogi Myśliwy...mam pytanie.Znałeś kogoś takiego jak Wolfgang Scissors?
-Wdałaś się w ojca mała s*ka...-Liny owiązane ciasno w okół jego ciała były przesiąknięte juchą.
-ZAMKNIJ SIĘ!-Warczałam.
-Nie mam ochoty cię słuchać, nie jesteś nawet człowiekiem...JESTEŚ POTWOREM!-To były jego ostatnie słowa.Skoczyłam na niego i wgryzłam się w płuca, podrzuciłam go do który, a on opadł na ziemie z hukiem, było słychać dźwięk łamania kości.Na koniec pożyłam łapę na jego twarzy i przycisnęłam do dołu, czaszka pękła, skóra także...z rany wylewała się krew, kawałki mózgu, oczu i kości.Zaczęłam szybko oddychać, opuściłam tamto miejsce jak najszybciej, nie wiedziałam gdzie biegnę, po prostu tam gdzie mnie instynkt poniesie...rano opadłam z sił, nawet nie zauważyłam kiedy zmieniłam się w człowieka.Obudził mnie szelest.Przede mną stanął nieznajomy człowiek.

<Ktoś?>

Jeżeli zabałaganione biurko jest oznaką zabałaganionego umysłu, oznaką czego jest puste biurko?

Dylan Lucas Rain
Rycerz 

Od Adminki

Do niedzieli ( a dokładnie do soboty 22.35 ) mam niedostępne konto Inne do tego czasu wiadomości wysyłane mają być na konto raritiana wiadomości z konta Inne będą dodane dopiero w niedziele ( oczywiście tylko te nie dodane ).
---
Druga sprawa jest taka że RZADKO ale jednak może mnie nie być przerwy są najwięcej jedno dniowe. Wiec nie jęczeć że nie wstawiam albo nie informuję o zawieszeniu ale to tylko dlatego że to wyskakuje w "praniu". Jeżeli macie jakieś pomysły zostawiajcie komentarze pod postami z etykietą WAŻNE ^^

Życia nie mierzy się ilością oddechów, ale ilością chwil, które zapierają dech w piersiach.

Liesel Meminger

Wojowniczka 

czwartek, 24 września 2015

od Kishana Cd Mia

Uśmiechnąłem się w duchu. Gdy dziewczyna zaczęła odchodzić, ledwo radząc sobie z ogromną walizką, westchnąłem i pokręciłem głową z politowaniem. Podszedłem do niej i położyłem jej dłoń na ramieniu. Odkręciła się szybko, zdziwiona. Wyjąłem jej walizkę z ręki, która dla mnie była lekka.
- Prowadź. – powiedziałem. Ciągle się na mnie gapiła ale już po chwili się otrząsnęła i zaczęła iść.
- Jesteś dobry? – spytała, jakby nieśmiało. Pokręciłem przecząco głową, a ona znowu zaczęła się na mnie gapić. Wiem, że powinienem być wredny, chamski i w ogóle, ale tak naprawdę to nie interesuje mnie dobro-zło. Wybrałem zło tylko dlatego, że nie mam zamiaru uczyć się jakiś oklepanych manier czy czego tam jeszcze. Ja dla siebie jestem neutralny.
- A ty? Dobra czy zła? – spytałem. Dziewczyna jakby zawahała się przed odpowiedzią.
- Zła. – powiedziała w końcu. Dotarliśmy do pokoju numer 1 i zatrzymaliśmy się. Dziewczyna otworzyła drzwi i weszła, a ja za nią.
<Mia?>


Od William'a CD Jacqualine

-Ty mnie dziewczynko chyba z kimś pomyliłaś- powiedziałem- Nie jestem jakimś księciem, który za machnięciem różdżki i powiedzeniem czegoś tępego nagle stanie się dobry i zostanie twoim przyjacielem?
-Nie powiedziałam nic na temat przyjaciół- stwierdziła, olałem to jednak.
-A sądzisz, że po powiedzeniu, że powinniśmy dać sobie spokój i odpuścić ścieżkę wojenną, którą chwilę wcześniej sama zaczęłaś?- nie byłem ani trochę zadowolony. Co prawda moim nemezis powinien być ktoś dobry, ale biorąc pod uwagę jej teraźniejsze zachowanie to mogło podchodzić pod dobrych co chcieli spokoju i ładu. Chociaż chciałbym by mój nemezis był silny. Nie lubię jeśli coś idzie zbyt łatwo- Jesteś żałosna i pomyśleć, że wziąłem cię za jędzę na wysokim poziomie- jędza sensie pochwalnym- Zresztą, niech ci będzie. Nie mogę mieć za nemezis kogoś tak żałosnego i słabego- odwróciłem się do niej plecami- baw się dobrze w jakieś niszowej baśni- burknąłem i odszedłem. Zepsuła mi dobry humor. Oczywiście nie miałem zamiaru tak łatwo odpuścić czasami przecież "przypadkiem" coś może się jej stać, ale nie ma mowy bym traktował ją poważnie.

Jacqueline?


Od Willow cd Williama


Spojrzałam na niego przenikliwie, po czym zdecydowałam się na wyjawienie wszystkich informacji, których był ciekaw.
- Moi rodzice to Jack i Sally Skellington. Powinieneś ich znać, jeśli kiedykolwiek słyszałeś o "Miasteczku Halloween" stworzonym przez Tima Burtona - wyjaśniłam wszystko jednym tchem. Kiedy wspominałam jakąś baśń albo historię, naprawdę ciężko mi było mówić o autorach. No ale to oni stworzyli naszych rodziców, więc także i nas. Czułam się jak taka kukiełka. To Tim Burton, mimo że nie obmyślił w swojej historii mnie i mojego charakteru oraz wyglądu, to jednak właśnie on mnie stworzył i mną kontrolował. Zapisywał wszystkie zachowania. Sytuacje. Wszystko z góry zaplanowane. Równie dobrze córka kościotrupiego króla mogłaby być strachliwą dziewczyneczką, również złożoną z samych kości. Coś jednak sprawiło, że jestem, o dziwo, zwykłą ludzką dziewczyną z wielką odwagą i niezależnością. Byłam ciekawa, jak to było na początku zaplanowane.
- Czyli strona zła czy dobra? - William wyrwał mnie z zamyślenia. Spojrzałam na niego nieprzytomnie, a on powtórzył pytanie. - Ciężko jest to określić, bo... Bo nie jest do końca jasne, czy Jack Skellington jest całkowicie dobrym czy zupełnie złym charakterem. - dodał po chwili.
- Ja jestem w każdym razie dobra - wzruszyłam ramionami - A mój ojciec, Jack, jest chyba neutralny - zmrużyłam oczy, jakby to miało mi pomóc w myśleniu. - W sumie... Nie widać, po której jestem stronie? - zapytałam z ciekawości, oglądając siebie w tafli wody w jeziorze, przy którym stałam.
William pokręcił głową.
- Niezupełnie - przyznał - Czasem trudno to określić.
- Cóż - machnęłam ręką - Ja tu się rozgadałam, a ty nic. Po jakiej ty jesteś stronie i z jakiej baśni pochodzisz? - zapytałam, przechylając głowę.

William?


Od Willow CD Jacqueline

Spojrzałam na nią bez wyrazu. Dopiero teraz do mnie dotarło, co zrobiłam: zapukałam do drzwi pokoju wrednej córeczki fanatyczki zabijania, by się z nią przyjaźnić? Przestałam w siebie wierzyć. Serio.
- No... Przyjaźń tak od razu? - zaczęłam, badając grunt.
- No a jak? - wzruszyła ramionami, uśmiechając się.
Przełknęłam ślinę.
- Nie lepiej najpierw... - szukałam odpowiednich słów - Czytałaś "Małego księcia"? Ponoć lubisz czytać. Cytuję: "poznaje się tylko to, co się oswoi". Nie lepiej, abyśmy się najpierw poznały? - uniosłam brwi i przygryzłam górną wargę.
Jackie wywróciła oczami.
- No weź - westchnęła z rozczarowaniem - przecież... No... Uh.
- Słuchaj - powiedziałam o wiele pewniej niż wcześniej. - Czy tylko mi się wydaje, że to zawieranie przyjaźni z tobą jest jak nawiązywanie jakiegoś dziwacznego paktu? - wypaliłam.
Dziewczyna zawahała się chwilę.
- No nie, ale po prostu nasze charaktery łączą się w zgrany duet i byśmy do siebie pasowały, i byśmy były popularne w akademii i takie tam... - wymieniała.
Zmarszczyłam lekko brwi.
- Pasowały do siebie w jaki sposób? W ogóle co rozumiesz przez słowo przyjaźń? - zapytałam kategorycznie. Nie chciałam być niemiła. W sumie nie dziwię się, że nie mam tylu przyjaciółek, ale ja do tego słowa podchodzę jednak z dystansem.

Jackie? Wena umarła.


Informacja

Wczoraj nie mogłam nic wstawić z powodów osobistych. Dziś wstawię wszystko do godziny 17.30

środa, 23 września 2015

Od Lynnayre

Otworzyłam szybko drzwiczki szafy i wrzuciłem do środka walizkę uważając, żeby nie zniszczyć laptopa na dnie. "Rozpakowana" - uśmiechnęłam się triumfalnie do siebie. Pierwsza pożyteczna rzecz, jaką tu zrobiłam. Pokój, który mi przydzielono, nie był jakoś specjalnie ładny. Beżowe ściany, meble z ciemnego drewna, łazienka w tych samych kolorach. Przyzwyczaiłem się do "luksusowego" stylu bycia rodziny mojego najlepszego przyjaciela, a zarazem współlokatora, Elliota.
***
Dwie kolejne godziny spędziłam na leżenia na łóżku i bezsensowny patrzenia na sufit. Co chwila dostawałam wiadomości od Elliota, więc telefon trzymałam ciągle przed nosem. Ledwo wyjechałem, a on już robił cyrki z pisaniem stu SMSów na minutę. Cóż, praktycznie nigdy się nie rozstawaliśmy, ale nie mogłam go do końca zrozumieć. Nie wiem czy to przez zwykłą tęsknotę, czy po prostu nie miał z kim gadać.
Zadzwoniłam do niego zmęczona ciągłym wystukiwaniem na klawiaturze kolejnych wyrazów.
- Wiesz ile się dzieje, kiedy cię nie ma? Sąsiadka dała mi swojego psa do pilnowania, w telewizji odblokowali kanały z serialami, więc zarwałem całą noc
noc. Godzinę temu spotkałem Lesley. Wiesz, tą mormonkę z naprzeciwka - niemal krzyczał.
- Człowieku - zaczęłam z wyrzutem - uspokój swoją nastoletnią burzę hormonów. Proszę.
Westchnął ciężko i, o dziwo, zamilkł.
- Pamiętaj: kobiety słyszą, gdy wywracasz oczami - roześmiałam się żałośnie.
***
Jeżeli ktoś widział mnie wystukującą coś na klawiaturze telefonu tak żywiołowo i zawzięcie, z pewnością mógł pomyśleć, że jestem uzależniona. W rzeczywistości jednak nie chciałam mieć zaległych SMSów od Elliota, który potrafił pisać szybciej, niż wściekła dziewczyna do swojego partnera.
Od kilkunastu minut krążyłam po pustym korytarzu z ekranem przed twarzą. Nie patrzyłam gdzie idę, bo ranem i tak pewnie nikt tamtędy nie przechodził.
"Podbiłaś już tą całą akademię? Albo cokolwiek...?" - jedna z ostatnich wiadomości. Czytając ją, zaczęłam śmiać się na głos, z każdą chwilą coraz głośniej.
"Niestety nie spotkałam jeszcze nikogo wartego uwagi." - odpisałam błyskawicznie. Poczułam nagłe zderzenie z kimś obcym. Chciałam podnieść wzrok znad ekranu, ale czułam się zbyt zmieszana, aby na to się zdobyć.
- Przepraszam - odszukałam ramię osoby i poklepałam je na pożegnanie. Szybko wyminęłam "przeszkodę" i, jak gdyby nigdy nic, ruszyłam dalej. Czułam jednak, że powinnam zatrzymać się i obejrzeć za siebie.
"Lynn, jesteś idiotką." - powiedziałam do siebie w myślach walcząc z chęcią zwrócenia.

Ktoś?

Od Jaqueline cd William

Postanowiłam się przejść. W Krainie Czarów robiłam to naprawdę często. Uwielbiałam się wyciszać i po prostu posłuchać szumu drzew. Usiadłam na jakimś głazie, wgapiając się beztrosko w góry. Wyglądały pięknie - takich nie było w moich rodzinnych stronach. To był jeden z tych momentów, w których pragnęłam nie być wcale zła, ale nieść dobro i nadzieję. Szybko jednak minął, gdy zobaczyłam mojego nowego nemezis. Przypomniałam sobie jego bezczelność i wbiłam w niego gniewny wzrok. 
- Nie wiesz, że złość piękności szkodzi "księżniczko"? - zadrwił, a ja prychnęłam głośno, zakładając nogę na nogę.
- Mogę być najgorszą istotą we wszechświecie, a i tak będę piękna - odparłam, uśmiechając się złośliwie. Nie patrzył na mnie, ale niemal usłyszałam, jak przewraca oczami. Ponownie miałam ochotę podejść i go walnąć. - Tak czy inaczej, już drugi raz psujesz mój dzień. A zapowiadał się taki wspaniały wieczór - westchnęłam ciężko i wstałam, odchodząc trochę. Potem obejrzałam się przez ramię. - Wiesz, co? Uznałam, że nie ma, co na ciebie marnować czasu - powiedziałam nad wyraz spokojnie. - Po prostu dam ci spokój i liczę na to samo - mruknęłam i odeszłam. Byłam z siebie w sumie dumna, ponieważ zachowałam się zupełnie inaczej, niż moja matka, która pewnie zaczęłaby krzyczeć "Skrócić go o głowę!", jak to miała w zwyczaju...

William? Brak weny...

Od Jacqueline cd Willow

Gdy weszłam ponownie do mojego nowego pokoju, mimowolnie się skrzywiłam. Był naprawdę paskudny. Stanowczo zbytnio przesłodzony, jak na mnie. Moja wcześniejsza komnata w Krainie Czarów była w bawach czerwonych i białych. Łóżko było dwa razy większe, a żyrandol wręcz ogromny i królewski. Pomyślałam o tym, żeby skontaktować się z kimś, kto mógłby mi pomóc tu przemeblować. To chyba nie było zakazane, a ja nie miałam zamiaru spędzić w tej ruderze jeszcze kilka lat.
Kilka godzin później znalazłam jakiegoś naiwniaczka, który dla kawałka zaczarowanego grzyba, który mógłby go zmiejszyć, odwalił za mnie czarną robotę. Uśmiechałam się, stojąc przy progu i patrząc jak ten młodszy uczeń, którego imienia nawet nie poznałam, przemalowywał mi ściany i wpychał do pokoju nowe meble, które - jak się okazało - zostały już wcześniej zamówione na rozkaz Królowej Kier.
Kiedy skończył, zapadał wieczór. Pocałowałam go w policzek, tak żeby narobił sobie nadziei, a potem odprawiłam go. Zarumienił się, skinął głową i szybko zniknął za drzwiami.
Stałam po środku mojego nowego mieszkanka i promieniałam ze szczęścia. Wszystko było teraz takie idealne. Łóżko zajmowało teraz większość pokoju, a w salonie została ustawiona ogromna biblioteczka pełna moich ulubionych powieści. Czułam się bezgranicznie cudownie, ponieważ teraz to miejsce przypominało mi dom.
Nagle rozległo się pukanie do drzwi, a ja uśmiechnęłam się do siebie z wyższością, doskonale wiedząc, kogo mogę się spodziewać. Otworzyłam drzwi i ujrzałam wojowniczkę, z którą wcześniej miałam przyjemność uciąć sobie pogawędkę.
- Willow - powiedziałam, jakby jej imię było czystą rozkoszą. Dobrze, że zastała mnie w idealnym humorze. Inaczej mogłabym popsuć naszą młodą przyjaźń, jeśli mogłam to tak nazwać. - Cudownie, że jesteś. Proszę, wejdź.
Dziewczynka tak właśnie zrobiła. Rozglądając się po pokoju, usiadła na fotelu obok mojej biblioteczki. Dałam jej chwilę, by w pełni się rozejrzała, a następnie przemówiłam dumnym głosem.
- Piękny, prawda? Kazałam go przemeblować.
Uniosła brwi.
- Tak? - rozejrzała się ponownie. - Fajnie.
- Wiem - zaśmiałam się i usiadłam przed nią. - Widzę, że się zdecydowałaś. Nie wątpiłam w ciebie nawet przez chwilę - uśmiechnęlam się szeroko. - To, co? Masz ochotę się przyjaźnić?

Willow? Tak się zdobywa przyjaciół :P

Od William'a CD Jacqueline

Odwróciłem się i poszedłem w wcześniej wyznaczonym celu. Niespecjalnie się przejąłem dziewczyną choć świadomość posiadana pierwszego wroga była najlepszą jaka mogła mnie dzisiaj spotkać. Do tego to nie ja do tego doprowadziłem, no dobra może i tak, ale to nie ma znaczenia. Z drugiej strony nie podobało mi się, że dziewczyna uważa się za taką wspaniałą jeszcze się zdziwi jak się dowie na co mnie stać. Doszedłem do jadalni, o tej porze wszystko było jeszcze pozamykane. Pierwszym posiłkiem jakim mają zaserwować miała być kolacja, więc kucharze nie zaczęli nic jeszcze robić mieli czas. Po jadalni oczywiście była kuchnia i to ona była moim celem Oczywiście była pozamykana na cztery spusty, ale biorąc pod uwagę kim jest moja matka moja magia też musiała być na dobrym poziomie. Włamałem się i przejrzałem zawartość wszystkich półek. Po co? Odpowiedz była bardzo prosta. Przecież muszę mieć jakieś pojęcie z czego mogę skorzystać do zrobienia czegoś na uśpianie kogoś itp. Oczywiście mieliśmy lekcje z eliksirami, ale to nie było to samo co pyłki usypiające i tym podobne przydatne rzeczy. Zawartość bardzo mnie ucieszyła. Zapowiada się dobra zabawa. Wyszedłem dokładnie wszystko za sobą zamykając. Potem jak gdyby nigdy nic wyszedłem na dwór. Tym razem nie miałem już jakiegoś celu chciałem się po prostu przejść. Chociaż z drugiej strony mógłbym trochę potrenować, nie wyszło by mi to na złe. Trening akurat był rzeczą ważną. Miałem zamiar iść na Góry Wysokie się po wspinać, jednak powstrzymało mnie uczucie, że ktoś na mnie patrzy. Nie było to zwykłe spojrzenie, przepełnione było nienawiścią. Nie musiałem nawet spoglądać i tak wiedziałem kto to,a mimo to spojrzałem i zmierzyłem dziewczyną pustym spojrzeniem
-Nie wiesz, że złość piękności szkodzi "księżniczko"?- spytałem trochę drwiąco

Jacqueline?

Niektóre drogi trzeba pokonywać samotnie.

Decide Scissors

Od Williama cd Willow

Nie miałem zamiaru siedzieć bezsensownie w pokoju. Wyszedłem z akademika i skierowałem się w stronę lasu. Zatrzymałem się na jego obrzeżu rozglądając się czy nie ma jakiś ludzi. Miałem zamiar trochę potrenować, ale wolałbym nie być śledzony. Bylem już niemal pewien, gdy usłyszałem czyjeś kroki. Sądziłem, że osoba po prostu przechodzi, ale nie
-Hej- usłyszałem kobiecy głos- Jestem Willow a ty?- spytała. Skierowałem na nią wzrok. Widziałem ją po raz pierwszy, w pierwszej chwili po prostu ją oceniałem. Średniej wysokości ciemne włosy i jasne oczy. Wyglądała na wytrenowaną co znaczyło, że pewnie jest na wydziale wojowniczym. Czy zła czy dobra nie mogłem stwierdzić. Wszystkie kobiety teraz wyglądają podobnie w sensie nie wyróżniają się na sukienki oraz czarne stroje. Rozważałem czy jej nie olać, ale może się kiedyś do czegoś mi przydać. Uśmiechnął em się lekko
-William- przedstawiłem się. Po czym oparłem się o jedno z drzew- Z jaką to baśniom powinienem cię kojarzyć?- spytałem głównie po to by dowiedzieć się czy jest dobra czy zła, ale również z czystej ciekawości.

Willow? Sr, że takie krótkie i bezsensu ;/

Od Mii CD Kishan'a

Idę w kierunku szkoły i targam za sobą walizkę. Rozglądam się szukając prowizoryczniej drogi ucieczki. Niestety nie widzę jej. Chyba jedynym wyjściem jest brama... Gdy podszedł do mnie ten chłopak cała się spięłam. Musiałam zadzierać głowę do góry by spojrzeć na niego.
- Ależ ty wysoki – mruczę i momentalnie zasłaniam sobie buzię ręką. - Powiedziałam to na głos – zapytałam nieśmiało
- Tak – odparł. Nie potrafiłam nic wyczytać z jego twarzy. Sięgam mu ledwie do piersi.
- To.... ja może już pójdę.... Nie chcę znów powiedzieć czegoś głupiego – zawstydzona opuściłam głowę
??? 
Tak wiem, wiem że krótkie ale na początku tam mam ;-;

Od Willow cd Jacquline

Spojrzałam za znikającą we mgle Jacqueline. Byłby to świetny kadr to filmu, ale to jest najprawdziwsze życie. Chociaż... Każdy jest aktorem na scenie swojego życia. Ten cytat ciągle chodził mi po głowie i nie skłamałabym, gdybym powiedziała, że to jest moje motto.
Spojrzałam na karteczkę, rozwijając ją. Pokój numer sześć, tuż obok mojego. Patrzyłam chwilę bezsensownie w papierek, po czym ponownie go zgniotłam i upchnęłam na sam spód kieszeni. Chciałam zapomnieć zarówno o nim, jak i o jego wrednej nadawczyni.
Godziny mijały, a ja nudziłam się na lekcjach. Posługiwanie się magią? Mnie to nie interesuje. Nie jestem wróżką i dałabym wszystko, aby wypisać się z tych zajęć. Działam tylko normalną, namacalną bronią bez jakichś czarodziejskich sztuczek.
Po zajęciach szybkim krokiem poszłam do pokoju, byle tylko nie oblegały mnie teraz tłumy ludzi z klasy proszących o spisanie lekcji czy pomoc w nich. Może i radzę sobie nieco lepiej niż inni, ale zwyczajnie nie mam głowy do uczenia innych.
Przeszłam obok pokoju numer sześć. Spojrzałam niepewnie na jego klamkę, ale szybko z udawaną obojętnością poszłam dalej. Otworzyłam mój pokoik, po czym powolnym krokiem do niego wkroczyłam. Padłam na łóżko, zmęczona. Skuliłam się i zamknęłam oczy. Teraz myślałam tylko o długiej, smacznej drzemce. Z zegarkiem w ręku spałam dokładnie dwie godziny, co do minuty. Już powoli zmierzchało, czyli zaraz woźna będzie zbierać spod drzwi pokojów kosze z praniem. Włożyłam do mojego dzisiejsze spodnie, bo pobrudziły się po niefortunnym spacerze. Sprawdziłam kieszenie, by sprawdzić, czy aby nie zostawiłam w którejś z nich pieniędzy. Wymacałam tylko małą karteczkę.
- Och... - mruknęłam pod nosem.
Wystawiłam mój kosz przed drzwi kwatery, po czym mozolnym krokiem z niej wyszłam. Stanęłam przed wejściem do pokoju Jacqueline. Nad nim widniała duża cyferka 6. Westchnęłam głęboko i zamknęłam oczy. Położyłam rękę na drzwiach i, nie wierząc w to, co robię, zapukałam.

Jacqueline?

Bardzo ważne

Moi drodzy ktoś zablokował mi konto na howrse (Inne) proszę o wysłanie wszystkiego czego nie dodałam na konto raritiana (howrse).Z góry dziękuję i ponownie proszę o wysyłanie w najbliższym czasie wszystkiego na konto raritiana

wtorek, 22 września 2015

Od Kadri

Wzięłam torbę na ramie i kartkę z adresem akademii. Nie oglądając się wyszłam z krainy czarów malutkimi drzwiami. Wyszłam z dziury, którą kiedyś nazywałam domem, otrzepałam się z okruchów ziemi i ruszyłam w stronę akademii, która znajdowała się zaledwie 20 kilometrów dalej. Zważając na to, że nie cierpię podróżować komunikacją miejską, więc piesza wędrówka to dla mnie najlepsze rozwiązanie. Ruszyłam szybkim marszem w stronę akademii, po kilku godzinach ujrzałam mury budynku. Podeszłam do recepcjonistki, i nie witając się z nią podałam swoje nazwisko. Kobieta siedząca za biurkiem, spojrzała się na mnie ze zdziwieniem, więc powtórzyłam szorstko swoje nazwisko, a kobieta zaczęła grzebać coś w papierach.
-Pani Kingsleigh, ach no tak... - kobieta podała mi plik papierów i pokazała mi kierunek w którym znajdował się mój pokój i podała mi klucze.
Skinęłam tylko głową i bez słowa wzięłam przedmioty kierując się do wyznaczonego miejsca. Otworzyłam pokój i tylko rzuciłam torbę wraz z papierami na łóżko i wyszłam zamykając trzaśnięciem drzwi i zakluczyłam je. Chciałam się trochę rozejrzeć po budynku, bo w końcu nie wiadomo kiedy stąd wyjdę... Znalazłam automat z napojami i wzięłam stamtąd gorącą kawę. Skierowałam się na schody, jednak los chciał, żeby poplątały mi się nogi, przez co się potknęłam i wylałam na kogoś kawę. Szybko wstałam i wpatrzyłam się w osobę, nie za bardzo wiedząc co mam zrobić...

Ktoś...?

Od Nyxis

Śnię o szczęściu, które zawsze uśmiechało się do mnie smutno. Jakby współczuło mi mojego życia, jakby chciało pomóc. Ale mi nikt nie jest w stanie pomóc... Jestem już zepsutą, zniszczoną kukiełką losu i żaden lalkarz mnie nie naprawi. Więc jakie diabły pozwalają mi jeszcze wierzyć w dobro?
*******************
Powoli dociera do mnie głucha cisza. Otwieram oczy, lecz nie dociera do nich nic, prócz przytłaczającej ciemności. Nie mam pojęcia, gdzie się znajduję i co tutaj robię. Imię... pamiętam je, chociaż nic mi nie mówi. Powoli podnoszę się z zimnej posadzki i po omacku szukam wyjścia.
Docierają do mnie fragmenty obrazów, które tworzą niespójną całość.
"Skąd się tutaj wzięłam... Ah, no tak. Wywieźli mnie gdzieś, gdzie nie będę wchodzić im w drogę...". Stanęłam przed wielkim lustrem i spojrzałam na siebie. Dlaczego mój dotyk nie działa na mnie? Dlaczego... nie mogę zakończyć ich problemu już teraz?
Wzdrygnęłam się i podeszłam do okna. Delikatnie odsłoniłam firanę i oparłszy się o ścianę spokojnie obserwowałam pogrążony we śnie świat. Godzina na zegarze pokazywała trzecią nad ranem, ale nie widziałam w tym nic złego. Nakrapiane gwiazdy na czarnej płachcie nieba kryły się w blasku księżyca w nowiu. A na zewnątrz tylko błoga cisza...
Otwieram drzwi, które skrzypnęły nieprzyjaźnie i wybiegam na podwórko. Mknę boso, niczym duch w białej sukience i kładę się na pobliskim wzgórzu. Trawa jest lekko wilgotna od rosy, ale to przyjemne uczycie sprawia, że przechodzą mnie miłe dreszcze. Wiatr delikatnie smyra moje policzki, niezdarnie rozwiewając kosmyki moich rudych włosów. Niesamowicie piękna noc.
Ktoś mi kiedyś powiedział: "Wszyscy jesteśmy pod tym samym niebem. Ten sam księżyc i te same gwiazdy kołyszą nas do snu, to samo słońce oślepia nas za dnia." Ale minie pewnie sporo czasu, nim ktokolwiek zrozumie te słowa.
Że każdy jest sobie równy...
Rozmyślałam tak dwie godziny, aż oczyściłam myśli ze zmartwień i wstałam, by powitać nowy świt. Aż usłyszałam za swoimi plecami zgrabny rytm kroków...

Ktokolwiek ? 

Od Jaqueline cd Willow

Miała tupet. Siedząc tak na dziwnym, różowym kamieniu i patrząc na mnie z pewnym dystansem, doszłam do wniosku, że wydaje się tak niesympatyczna, jak ja. Uśmiechnęłam się szeroko, tym razem bez złośliwości.
- Lubię cię - oznajmiłam, jakby nie było w tym nic dziwnego. - Jesteś do mnie podobna, wiesz? Arogancka, złośliwa i wcale nie taka dobra - uniosłam brwi znacząco. - Możemy się przyjaźnić, jeśli chcesz - schowałam dłonie do kieszeni mojego płaszcza. - Właściwie to jest to wskazane. Z twoją niezależnością i moim wyglądem możemy dojść na szczyt szkolnej hierarchi - wyciągnęłam z kieszeni karteczkę z numerem mojego pokoju. - Przyjdź, jak się zastanowisz. Nic pochopnego. Nie chciałabym, żebyś potem zrezygnowała - ponownie obrzuciłam ją dosyć szczerym uśmiechem. - Do zobaczenia, Willow - mówiąc to, odeszłam w stronę lasu, pozostawiając ją za sobą.
Wątpiłam, żeby się zgodziła. W końcu byłam wyjątkowo wredna, nawet jak na mnie. Kurde, powinnam odczuczyć się tego traktowania ludzi z góry. To znajomych mi nie przyniesie, a naprawdę zmierzałam zostać popularna. Nie to, żebym musiała się starać. Przecież byłam następczynią tronu i w ogóle. Tak czy inaczej, miło byłoby mieć kogoś, z kim mogłabym obgadywać innych i w ogóle się trzymać, czy co tam robią przyjaciółki. Uznałam, że jeśli Willow się nie zgodzi, znajdę kogoś innego. Ale Bóg mi świadkiem, że naprawdę ją polubiłam.

Willow?

Od Willow cd Jacqueline

- Może oklaski? - przechyliłam głowę i zaprezentowałam mój drwiący uśmieszek numer jeden - Pani Księżniczko Krainy Czarów - dodałam unosząc lekko brwi. Ach, sarkazmie, mój kochany bracie.
Dziewczyna spojrzała na mnie, skwaszona. Oczywiście, że widać, że po stronie zła. Chociaż... Niby jestem po stronie dobra, a i tak nigdy nie mam banańca na twarzy. No, ale jednak w tym przypadku widać to po pochodzeniu.
Zapytana o moje, wzruszyłam ramionami.
- Moimi rodzicami są Jack i Sally Skellington. Może znasz - spojrzałam na nią wyzywająco - "Miasteczko Halloween". Chyba można uznać to za baśń. W sumie też jestem w pewnym sensie księżniczką, a o królewskie luksusy i pokłony nie proszę - uniosłam do góry głowę, przymrużając lekko oczy.
Rozejrzałam się dookoła siebie. Teraz w lesie unosiła się mgła i nie widziałam ścieżki, którą przyszłam. Wiedziałam jednak, że powinnam kierować się na wschód od miejsca, w którym jestem teraz. Usiadłam na kamieniu, który stał sobie obok nas. Nie zwróciłam uwagi na to, że był nienaturalnego koloru. Tu wszystko jest możliwe.
Z powrotem skierowałam wzrok na Księżniczkę. Patrzała na mnie zabójczym wzrokiem.
- "Skrócić o głowę?" - zacytowałam słodkim głosikiem - Przepraszam, o pani. To, że stoję po stronie dobra, nie znaczy, że jestem strachliwa, spokojna, nadwrażliwa i że nie umiem walczyć - ukazałam mój błyszczący nóż dla podważenia faktu, ale szybko z powrotem schowałam go za pas. Westchnęłam ciężko i spoglądnęłam w niebo. Przesłaniały je rozłożyste gałęzie u koron drzew.
O zgrozo, moja kochana siostra również ma na imię Jackie. Cóż za pogwałcenie jej godności.

Jacqueline? 

Od Kishan'a cd Mii

Wysiadłem z samochodu i z torbą na ramieniu i futerałem w ręku ruszyłem do budynku. Wszedłem do swojego pokoju (10) i rzuciłem torbę gdzieś w kąt. Wyjąłem gitarę i chwile pograłem i pośpiewałem moje ulubione utwory. Gdy skończyłem zajrzałem do za dużej stanowczo garderoby. Szczerze mówiąc mi przydałaby się tylko szafa. Postanowiłem wyjść na dwór. Wyszedłem z pokoju i zamknąłem go na klucz. Po drodze jadłem batonika z czekoladą, której nie znosiłem ale nie miałem nic innego do jedzenia. Trochę pokręciłem się na dworze, aż dostrzegłem ciemnowłosą dziewczynę, taszczącą swoją walizkę.
- Co mi tam.. – mruknąłem pod nosem i podszedłem do niej. – Siema, jestem Kishan. – powiedziałem.
- Mia – odparła.
Mia?

Mamy pierwszy baner !


<a href="http://highschoolotherness.blogspot.com/"><img src="https://lh3.googleusercontent.com/-wtI5WXP-Jmk/VgGO2ctbx4I/AAAAAAAAAg8/Yq360_YKImU/w346-h225/AAAA.jpg"></a>

Od Jacueline cd Willow

Ostatnim punktem był las. Niezbyt mnie on interesował, ale zawsze lepsze to, niż siedzieć samotnie w pokoju. Stałam przed wielkim, różowym kamieniem, zastanawiając się, skąd on się tu, u licha, wziął, gdy nagle usłyszałam za sobą kroki. Odwróciłam się i zobaczyłam jakąś dziewczynę. Miała mnóstwo ran i siniaków, więc domyśliłam się, że pewnie jest wojowniczką. Spojrzałam na nią krytycznym spojrzeniem.
- Cześć - przywitała się, nieco beznamiętnie, jak na mój gust. Moja matka czasami miała podobny ton, gdy zwracała się do ojca. - Jestem Willow, a ty? - wyciągnęła w moją stronę dłoń. Zerknęłam na nią przelotnie, a następnie ponownie utkwiłam wzrok w błękitnych oczach wojowniczki, patrząc na nią bez wyrazu. Westchnęła głośno i opuściła rękę, zapewna dochodząc poprawnie do wniosku, że i tak jej nie podam swojej. - Nie jesteś zbytnio rozmowna, co? - zagadnęła.
- Jestem bardzo rozmowna - oznajmiłam, uśmiechając się drwiąco. - Po prostu nie chce mi się na ciebie marnować czasu - skrzywiła się, tak jak ja w swojej głowie. Zbytnio zaczynałam przypominać matkę, a chciałam z tym walczyć. - Nazywam się Jaqueline Heart i jestem następczynią tronu Krainy Czarów.
Jej usta ułożyły się w literę "O", jednak nie skłoniła się, ani nic takiego, choć według mnie, by wypadało. Jednak pominęłam ten fakt milczeniem.

Willow?

Od Willow cd Jacqueline

Ciemny, wystrojony w dosyć starodawnym stylu pokój. Wielkie regały ze starymi księgami i różnorakimi encyklopediami oraz słownikami. Piękny, zabytkowy globus w rogu pomieszczenia i okno na całą ścianę, przysłonięte czarnymi firankami.
Do tego w honorowym miejscu nad stoliczkiem moja kolekcja noży. Noży, oczywiście, do walki.
Witam więc w moim pokoju. Mimo, że jestem po stronie dobra, wszystko tu wygląda nad wyraz ponuro i mrocznie. Rozejrzałam się dookoła siebie i sięgnęłam po jeden z tytułów, który leżał na stoliczku tuż obok wcześniej wspomnianego modelu Ziemi.
Jednym ruchem ręki strzepnęłam kurz z księgi i spojrzałam na tytuł. "O obrotach sfer niebieskich" - na skórzanej okładce widać było ten wyblakły napis. Uśmiechnęłam się pod nosem. Książki o astronomii są zdecydowanie najlepsze. Gdy myślę o tym, jak nieskończony jest Wszechświat, przechodzą mnie ciarki.
Nie wiem, ile czytałam, ale wiem, że dobre parę godzin. Nie zauważyłam, że przesiedziałam nad lekturą aż do świtu. " Czyli czytałam w nocy?", pomyślałam nieprzytomnie. Odłożyłam cenną dla mnie rzecz z powrotem na stolik i wstałam, trąc zmęczone oczy. Wyjrzałam przez wyżej wymienione ogromne okno. Było zbyt pięknie, by teraz nie wyjść. Wzięłam jeden z moich noży z kolekcji i wyszłam z pokoju, zamykając go na klucz. Skierowałam się w stronę lasu. Słyszałam, że jest podzielony na trzy części: Dobrą, złą i wspólną. Doszłam do tej ostatniej, gdzie się zatrzymałam. Zobaczyłam w oddali sylwetkę jakiejś dziewczyny. Nie minęła chwila, kiedy ze zdziwieniem obie zorientowaliśmy się, że stoimy dość blisko siebie. Postanowiłam przejąć inicjatywę nad rozmową.
- Cześć - powiedziałam nieco zbyt poważnym głosem - Jestem Willow, a ty?
Patrząc towarzyszce w oczy, podałam jej rękę.

Jacqueline?

Trzeba coś kochać, żeby to znienawidzić.


 Lynnayre Hewittson

Wojowniczka