High School Otherness
sobota, 31 października 2015
Od Edmunda cd Jonathan'a
~~~ dzień 1 ~~~
Lekcje – cisza.
Przerwy – cisza.
Zajęcia pozalekcyjne – cisza.
Zero znaku życia i wielka wściekłość. Kompletne rozbicie i głupie myśli. Moja postać usadowiona w wygodnym fotelu z " Krzyżakami " w ręku... czytanymi już chyba pięćdziesiąty raz. Brak skupienia... aż w końcu ze złością zamknąłem książkę i rzuciłem się na łóżko patrząc w sufit. " O co się obraził? O co się obraził? Myśl, myśl, myśl... " - to pytanie i ta motywacja wypełniały moją głowę, ale pomysłów brak.
~~~ dzień 2 ~~~
To samo... nawet już nie siedzieliśmy razem. Wszyscy przeszywali mnie swoimi oczami na wylot i myśleli zapewne, że mój żywioł i porywczy charakter zniszczyły więzi łączące mnie z niebieskowłosym. Nie miałem zamiaru pokazać im, że tak rzeczywiście było i zaplanowałem, że za wszelką cenę muszę pogodzić się z John'em... choćbym musiał znajdować powody jego złości przez długi czas.
~~~ dzień 3 ~~~
Geeeeeeeeh... sleep... now! Nie miałem ochoty wstawać, ale musiałem. Po drodze myślałem i myślałem, a wszystkie te myśli spisywałem na jednej małej kartce, którą chowałem w kieszeni. Trochę tego było... nawet najbardziej niedorzeczne powody, takie jak smutek z powodu braku okresu, który mógłby być wymówką. Lekcje minęły nijak... wiecznie nie uważałem, ale na szczęście nie było tego po mnie widać. Magia okularków :3. Tak, więc... miałem w planach na następny dzień zawitać do pokoju Jonathan'a i jakoś go przeprosić. Zanim jednak zebrałem w sobie tyle siły to musiałem przeleżeć cały dzień w łóżku, ale następny dzień był wolny, więc luzik.
~~~ dzień 4 ~~~
Chwila prawdy... na nogach byłem już od godziny szóstej, a nie należałem do rannych ptaszków. Łaziłem tam i z powrotem robiąc jakieś drobiazgi. Szugusz oczywiście przeglądał moją listą już chyba setny raz czy aby o czymś nie zapomniałem.
-Ej... przestań się tak spinać. Może wcale się na ciebie nie obraził. - rzucił przeskakując na półkę z książkami.
-To niby dlaczego się nie odzywa do mnie?! - warknąłem.
-Może go onieśmielasz? - i ten koci ryj w jego wykonaniu... czym mógłbym zawstydzać chłopaka? Blond włosami czy może lśniącymi w blasku białego światła czarnymi okularami? Głupie.
Po kilku godzinach wyczołgałem się ze swojego pokoju i ruszyłem w stronę mieszkania niebieskowłosego. Oczywiście za bardzo skupiłem się na tym co miałem mu powiedzieć i kompletnie zapomniałem o pukaniu do drzwi. Na moim ramieniu był Szugusz, który kręcił się i wiercił z podekscytowania na spotkanie z Groco, że aż zapomniał mnie poprawić czego skutki mocno odczułem kiedy wszedłem do środka. NAGI JONATHAN... GORZEJ BYĆ NIE MOGŁO! Myślałem, że wyjdę, polecę na najbliższy most i się z niego zrzucę. Tak bardzo mnie to zażenowało, że mój ton niewiarygodnie się obniżył i mówiąc tym oto głosem prośbę o ubranie się musiałem wyglądać jak jakiś idiota. Co najlepsze... chłopak wcale nie miał zamiaru się ubrać, a ja coraz bardziej paliłem buraka na widok jego wspaniałego ciała i sprzętu, którym mógłby się łatwo pochwalić. Śmieszkałem troszku, bo przyuważyłem, że niebieskowłosy nawet TAM jest niebieskowłosy ( Edmundzio wie gdzie paczać :3 ). W końcu zdecydował się odziać w bokserki i to z wielką niechęcią. Jego pewność siebie zaczęła mnie powoli dobijać, ale powiem szczerze, że była nawet pociągająca. Przez to wszystko kompletnie zapomniałem co miałem powiedzieć i zauważyłem, że nie ma z nami dwóch szczurów, które radośnie wypierdoliły gdzieś na drzewo. Zostaliśmy sami. John nadal wpatrywał się w ekran telefonu i nieco się wkurzyłem na to, ponieważ poczułem się zignorowany. Policzyłem w myślach do pięciu, by złość uszła ze mnie i spokojnym krokiem podszedłem do chłopaka, objąłem go od tyłu i oparłem czoło o jego ramię:
-Jeśli się na mnie obraziłeś z jakiegoś powodu, którego ja nie znam to i tak przepraszam. - wyszeptałem – Czasami tak mam, że nie zauważam jak robię komuś krzywdę. Jeśli cię jeszcze kiedykolwiek poparzę albo powiem coś głupiego to mi powiedz... zlituj się. Jestem debilem... przykrzy mi się bez ciebie. - przejechałem dłonią po jego ramieniu.
( John? Przepraszam, że tak długie oczekiwanie ;_; )
piątek, 30 października 2015
Od Alan'a cd Tiago
- Em... No więc... Dziękuję za... - tu kompletnie się zaciął - za... Pomoc - dodał, nie mogąc przecisnąć przez swoje gardło słowa „gwałt".
Tiago spojrzał na niego, najwyraźniej zaciekawiony faktem, że Cycu raczył się odezwać.
- Nie ma sprawy - westchnął i skierował wzrok na duże okno i opadające z drzew liście.
Po upływie kilku sekund wstał i usiadł obok Rudego.
- Co tam rysowałeś? - powiedział, wskazując na bloczek ukryty pod jego bluzą.
Alan lekko się zarumienił. Ch**era, jak on to zauważył? Przecież grał, więc chyba musiał patrzeć na klawisze... Albo nie? Młody Scottland odwrócił wzrok.
- Nic takiego. Nie ważne... - odparł bez przekonania.
I zanim zdążył się zorientować, Tiago błyskawicznie zabrał mu bloczek rysunkowy.
- Nieeee! Oddaaaaaaj! - pisnął.
Szans na wyszarpanie bloczka nie miał żadnych, więc tylko schował się pod kołdrę, zażenowany. Tiago chyba nie spodziewał się ujrzeć tam samego siebie. Po chwili Rudy wychylił głowę spod pierzyny.
- Niesamowite... - mruknął blondyn, bardziej do samego siebie.
Alan uśmiechnął się, pokazując swoje białe kiełki.
- Naprawdę? Podoba ci się?! - niemalże wybuchnął entuzjazmem.
Chłopak lekko pokiwał głową, a wniebowzięty Rudy zabrał mu notatnik. Siadł na brzegu łóżka, tuż obok Tiago. Machał swoimi chudymi nóżkami w powietrzu. Palcem potarł ręce na rysunku, po czym odczekał kilka sekund. Po ich upływie narysowane dłonie zaczęły się poruszać, sunąc po keyboardzie. Gdy Rudy ponownie potarł kartkę, pojawiły się dokładnie odwzorowane dźwięki.
(Tiago?)
poniedziałek, 26 października 2015
Od Lucas'a cd Kingi
niedziela, 25 października 2015
Od Jonathan'a cd Edmunda
Przyznam, patrzenie na roześmianego, tańczącego blondyna był nie tyle co zabawny, co po prostu uroczy. Szczególnie, gdy dodatkowo nucił pod nosem piosenkę, zapewne samego króla Rock'and'Rolla- Elvis'a Presley'a. Rozbrajało mnie też to, że tańczył z mopem, którego... końce? Latały na wszystkie strony. Chłopak zauważył mnie niedługo po tym, widocznie piosenka w jego MP3 musiała już się skończyć. Widząc mnie, spalił buraka i czym prędzej wrócił do pracy, jakby chciał mi przekazać: "Zapomnij o tym co tu się działo!". Ja natomiast musiałem się odezwać, a po moich słowach Leroy zastygł w bezruchu.
- To ja powinienem być na miejscu tego mopa- w tym momencie wymierzyłem sobie mentalnego policzka. Moja głupota przekracza wszelkie granice. Jak mogłem powiedzieć takie coś? Przecież on mnie zaraz wyśmieje i znowu to ja będę na straconej pozycji. Postanowiłem przyjąć taktykę Edmunda i wróciłem do pracy. Udało mi się już wysprzątać kawałek sali na dole, więc chciałem sprawdzić jak radzi sobie Edmund, a potem to już doskonale wiemy co się stało.
Więc znowu zacząłem szorować mopem po ziemi, gdy nagle po pokoju zabrzmiała muzyka, szczotka, którą przed chwilą trzymałem w rękach wylądowała w kącie sali, a ja zostałem porwany do tańca przez blondyna. Przyznam, nie umiem tańczyć, ale udawało mu się jakoś mnie prowadzić. Jako iż jestem niezdarą, ciągle plątały mi się nogi, albo deptałem stopy wyższego, za co co chwila go przepraszałem. Jednak prawie cały czas się śmialiśmy z nas samych, nie zwracając uwagi na pot, który już zbierał się na naszych czołach, i na zmęczenie, które ujawniało się sapaniem z naszej strony. Pewnie gdyby ktoś z zewnątrz stanąłby przy drzwiach, myślałby, że się kochamy, a Presley służy nam jako zagłuszacz naszych jęków, krzyków i skrzypienia biurka nauczycielki, na którym blondyn brałby mnie całym sobą, szepcząc mi do ucha, czy wszystko dobrze i że jestem wspaniały... marzenia...
Chyba każdy wie, jak wygląda taniec do takiej muzyki, więc mogę szczędzić sobie szczegółów. Dopiero pod koniec wpadliśmy na pomysł, aby zrobić figurę z 'Dirty Dancing', tak dla jaj. Wiedziałem, że nie będzie to bezpieczne, szczególnie patrząc na odłamki szkła, na których mogłem w razie czego wylądować. Nie tyle co się bałem, co po prostu przeszedł mnie dreszczyk ekscytacji. Wziąć rozbieg, było łatwo. Reszta mojego życia zależała w tym momencie od blondyna. Przerażony zamknąłem oczy, ale ciepło rozchodzące się po moim ciele, przez jego palce na moich bokach, dało mi poczucie bezpieczeństwa i gdy otworzyłem oczy, rzeczywiście, byłem w górze, trzymany przez kogoś, komu w tym momencie byłbym w stanie oddać wszystko, byleby być blisko niego. Nie w sensie fizycznym.
Gdy chłopak opuścił mnie na ziemię, rzuciłem mu się na szyję i zadrżałem, gdy poczułem jego gorąc na swoim całym, wątłym ciałku. Dodatkowo jego dłonie powędrowały na moje biodra, by zacisnąć na nich palce tak mocno, że zapewne zostaną tam siniaki, wywołując u mnie długi, przepełniony rozkoszą jęk, który wydarł się z mojego gardła zupełnie przez przypadek. Chłopak widąc jak bardzo spięty jestem, zrobił noski-eskimoski, za co dziękowałem Bogu. Zdawało się jakby tego w ogóle nie usłyszał, bądź to zignorował. Był mi to winien, bo nie wypominałem mu jego wzwodu. Można powiedzieć, że byliśmy kwita. Jednak ja i tak przytulałem się do niego jeszcze przez dłuższy czas, nie mając ochoty przerywać naszego zbliżenia. Z pewnością zaraz zrobiłbym coś głupiego (czytaj: pocałowałbym go) ale w ostatniej chwili wycofałem się z tego zamiaru. Wątpię, by podobali mu się chłopcy, a poza tym jest z rodziny królewskiej no i... tak nie przystoi osobom o takim stanowisku! To znaczy, gdybym był synem jakiegoś króla, ale ja jestem zwykłym dzieckiem zrodzonym z płatku śniegu, a mój ojciec to chochlik. Nasi rodzice, poprawka, JEGO nie byliby zbytnio... pocieszeni faktem, że ich syn to gej, a dodatkowo spotyka się z... kimś takim jak ja. Speszony swoimi myślami, oderwałem się od blondyna i ze spuszczoną głową wróciłem do pracy. Chłopak zdawał się zdezorientowany, ale nic nie powiedział, tylko westchnął i także począł sprzątać. Nie zamieniliśmy już żadnego słowa, wręcz staraliśmy się unikać nawzajem. Po skończeniu, ruszyliśmy w dwie, zupełnie różne strony. Nie spotkaliśmy się już do końca dnia, widzieliśmy się, ale żadne z nas nie miało ochoty podejść i zagadać.
- Pokłóciliście się?- rankiem zbudził mnie irytujący głos irytującego gronostaja.
- Co?- moje zaspanie dało o sobie się we znaki, nie za bardzo jeszcze kontaktowałem tuż po przebudzeniu. Zwierzak natychmiast wskoczył na moją twarz i zdzielił mnie łapką po nosie. Zrezygnowany, wiedząc, że nie da mi spokoju, złapałem go za kark i ściągnąłem z siebie, by odłożyć go na biały, lakierowany stolik nocny.
- Pokłóciliście się?!- wrzasnął, na co tylko mruknąłem i pokręciłem głową- Nie spotykasz się z nim od czterech dni!
- Groco, to była tylko przelotna znajomość.
- O nie, nie, to nie była znajomość. Patrzyłeś na niego jak na Boga! Jakby był twoim panem!- założył łapki na piersi. Nie odpowiedziałem na to jakże idiotyczne i nie mające żadnego znaczenia, ani ziarna prawdy, stwierdzenie. Odkryłem swoje nagie ciało (tak, śpię bez bielizny) i poszedłem do biurka po telefon. Nie dostałem żadnej wiadomości, więc tylko zacząłem coś przeglądać, błądząc bez sensu po pokoju. Mieliśmy dzisiaj wolne od zajęć lekcyjnych, więc pozwoliłem sobie na poleniuchowanie. Gdy stałem na środku pokoju, zwrócony bokiem do drzwi, otworzyły się one niespodziewanie i zobaczyłem tam blondyna. Widząc mnie, chwycił mocniej klamkę, wszedł do środka i trzasnął o framugi, zamykając drzwi.
- Jonathan! Ubierz się!- jakim cudem jego głos jest tak piskliwy?! Nie robiło na mnie większego znaczenia to, że stoję przed nim jedynie w stroju Adama.
- ... Booo?- uniosłem wyżej brew, marszcząc przy tym nosek.
- Bo... jesteś nagi?!
- To mój pokój, mogę tu robić co chcę.
- Ale błagam! Ubierz się!- jego policzki zrobiły się czerwone.
- Czemu mam się ubierać? Może ty się rozbierz- fuknąłem, po czym chwyciłem pierwsze lepsze bokserki i leniwie naciągnąłem je na swój, jakże zgrabny i cudowny, tyłek.
(Eeeedziu?)
Witajcie!
sobota, 17 października 2015
Od Mihrimah cd Lysander
-To ja- nie mogłam uwierzyć w to co zobaczyłam.
-Najwidoczniej- chłopak miał szeroko otwarte oczy i przyglądał się wszystkiemu dokładnie. Po chwili wróciliśmy do normalnej teraźniejszości. Oddałam mu naszyjnik.
-Jeśli to ja- słowa nie mogły mi przejść przez gardło- To moja przyszłość się zmieniała- zauważyłam przypominając sobie wizję z drzewa życia. Gdyż postać "przy ołtarzu" była starsza niż ja przy mojej "śmieci". Chłopak nieprzytomnym wzrokiem w podłogę. Zastanawiał się nad czymś.
-Ale czy to znaczy, że my będziemy razem?- zapytałam patrząc na Lysandra
Od Esther (do Samuela)
Wzięłam jedną z książek o ziołach i czytałam dość długo, aż przerwał mi to cichy jęk.
- Boli... - to był ów chłopak, leżał na moim łóżku, dotykając brzucha. Podeszłam do niego i spojrzałam z wymuszonym uśmiechem.
- Nie martw się, jesteś bezpieczny - powiedziałam słodkim głosikiem, pochylając się nad nim. - Otrzymałeś już ode mnie pomoc.
Spojrzał na mnie dziwacznie, po czym z trudem podniósł plecy i usiadł, opierając się o ścianę.
- Lepiej już się czujesz? - przechyliłam głowę, próbując sprawić wrażenie zmartwionej.