sobota, 10 października 2015

Od Jonathana cd Edmunda

Cała "bitwa" na mikstury była zabawna. Jedyne co mnie zasmuciło i nieco speszyło, to fakt iż ja popsikałem blondyna odrobiną mleka, a on rozbił na mojej głowie całą butelkę płynu. Dało się jednak przeżyć, a szczególnie widok chłopaka, gdy go przyduszałem. Przypadkowo nacisnąłem mocniej na jego krocze, ale widocznie pewne potrzeby dały o sobie się we znaki, bo mina Edmunda wyjaśniała "Więcej niż tysiąc słów".
Od razu po lekcji skierowałem się do pokoju z zamiarem umycia się i zmienienia mokrej bluzy i koszuli. Nieczęsto myłem włosy w ciągu dnia... miałem na to piętnaście minut. Zazwyczaj ogarniałem sę w 45-60 minut, ale czasem trzeba się spiąć. Prawie nigdy nie myłem się w ciągu dnia, zawsze robiłem to na wieczór, a moje włosy schły przez noc.
Groco gadał do mnie, gdy pochylałem się nad brodzikiem w samych spodniach, lejąc wodę na głowę.
- I na co ci to było? Widzisz? Teraz jesteś cały brudny i walisz mlekiem- prychnął wspinając się na półkę z żelami do włosów.
- Przesadzasz Gronku- zakręciłem kran i sięgnąłem po swój szampon o zapachu cytrynowym... zielone jabłuszko mi się już dawno skończyło...
- Wcale nie. Ale miałem rację.
- Niby w czym?
- Podoba ci się.
- Nie?- sam nie wiem czemu mój ton głosu był wyższy i bardziej piskliwy o kilka poziomów. Zachowywałem się jak jakaś przyłapana na kochaniu się w kimś czternastolatka, co wcale nie było prawdą.
- Gdyby ci się nie podobał, to nie zaczynałbyś go zaczepiać.
- Daj już sobie spokój- w tym momencie rozpocząłem spłukiwanie włosów. Dźwięk lecącej wody skutecznie zagłuszały namolnego gryzonia, który dalej mówił swoje życiowe mądrości.
Suszenie włosów nie było możliwe, szczególnie, że zapomniałem suszarki, albo po prostu już zdążyła się gdzieś zapodziać. Bardzo prawdopodobne były obie opcje. Ubrałem się więc i wyszedłem z mokrą głową, w której latała mi myśl: "Samo się wysuszy z czasem". Oczywiście miałem na sobie swoje czarne rurki z dziurą na lewym kolanie, luźny, biały tank-top, który skutecznie odkrywał moje wąskie ramiona oraz część mojej zapadniętej klatki piersiowej. Wyjątkowo na nogi założyłem czarne Vansy. Nie zwracając uwagi na przyklejone do mojego czoła, mokre włosy, które przykuwały uwagę dziewczyn, jak i chłopców, wyjąłem swój IPhone, po czym zacząłem przeglądać Twitter'a. Nie było tam nic, co zbytnio by mnie zainteresowało, więc schowałem go szybciej, niż wyciągnąłem, do przedniej kieszeni swoich- jakże okrutnie ciasnych- spodni.
Mojej uwadze nie umknęło też to, że grupka dziewczyn z jakąś brunetką na czele, zrobiła mi kilka zdjęć, po czym zaczęły chichotać i piszczeć. Zareagowałem na to tylko uśmiechem i ruszyłem dalej. Postanowiłem znaleźć Edmunda, aby przypomnieć mu, że musimy iść do dyrektora. Znając moje szczęście, było to prawie niemożliwe. Po obszukaniu dolnego piętra, wręcz wybiegłem, na dwór, widząc za rogiem korytarza, znanego mi i nie lubianego przeze mnie goryla. Byleby być jak najdalej od niego. Byleby mnie nie zauważył.
Kto by pomyślał, że Edmund czaił się, a raczej spał, właśnie tam pod jednym z drzew. Pewnie w lato dawałoby cień, ale aktualnie nie zapowiada się na to, żeby słońce przestało być przysłaniane przez chmury. Najciszej jak się dało podszedłem do niego i ułożyłem się koło niego, tak, by patrzeć na jego spokojną twarz. Widząc, że na jego policzki spada kilka kosmyków, złocistych włosów, zagarnąłem je za ucho Leroy'a jednym, zwinnym ruchem. Jego twarz, która dotąc była wykrzywiona w błogim uśmiechu, skrzywiła się nieco, by zaraz wrócić do poprzedniego stanu. Zaśmiałem się w duchu i przejechałem kciukiem po jego dłoni, po czym splotłem nasze palce razem. Moje były o wiele chudsze i dłuższe niż chłopaka. Widocznie jednak zrobiłem to zbyt energicznie, bo zaraz się wybudził, wyrywając przy tym, nieświadomie, dłoń z mojego uścisku.
- Jona, głupku!- zawył, patrząc na zegarek w swoim telefonie- Nie zasnąłem nawet na siedem minut!
- No i?- chłopak jeszcze ani razu na mnie nie spojrzał. Był oburzony tym, że go obudziłem? Nie chciałem...
- Nie ma sensu znowu zasypiać... to czego chcia...- gdy podniósł na mnie wzrok, momentalnie zamilkł, wpatrując się w moją osobę. Przelatywał spojrzeniem od mojej mokrej głowy, przystając na chwilę dłużej przy kroczu, aż do moich butów. Otworzył delikatnie usta jednakże nic, a nic nie powiedział. Zamiast tego wydał z siebie przeciągłe: "Eee". Z ustawienia jego głowy, mogłem wywnioskować, ż centrum jego uwagi zajmują teraz mokre strąki moich włosów, które poprzyklejały się do mojego czoła. Wnioskować, bo chłopak, jak zwykle, miał na nosie okulary przeciwsłoneczne. Czemu je nosi? Wstydzi się tego co jest pod nimi?
- Edmund, powinniśmy iść do dyrektora, pamiętasz?- na to tylko fuknął.
- Gdybyś nie polał mnie mlekiem, teraz mógłbym sobie spokojnie spać!- ton jego głosu nie był za miły i melodyjny, jak zawsze.
- O Jezu, nie znasz się na żartach. A twoja reakcja była głupia. Kto rozbija komuś fiolkę na głowie?!- pisnąłem, łapiąc się za nią, bo niestety, dalej mnie bolała. Oczywiście moje szczęście, pozwoliło, by nie wszystkie odłamki szkła wypadły z moich włosów, przez co zaraz miałem pokaleczoną dłoń. Cicho przekląłem i wyrzuciłem go na trawę, sycząc i patrząc na ranę, z której powoli zaczynała płynąć wąska strużka krwi. Za chwilę ją zmroziłem i powróciłem wzrokiem na blondyna, którego dolna warga była przygryziona. Po chwili wstałem, ustawiając się tym samym tyłem do chłopaka. Spojrzałem na niego przez ramię, bo usłyszałem świst powietrza. Ujrzałem czerwoną twarz chłopaka i...
- Edmund, skąd ten namiot?- kiwnąłem znacząco na jego krocze, na co on tylko się skulił, byleby to jak najbardziej zakryć- Ach. Ludzie mają rację. Nie powinienem nosić takich spodni, które tylko dodatkowo uwydatniają mój zaj*bisty tyłek- podparłem biodra dłońmi i zaśmiałem się cicho. Stwierdziłem jednak, że powinniśmy iść już do dyrektora, chociaż patrząc na Edmunda, wątpię by był to dobry pomysł...
Oblizałem wargi i kolejny raz westchnąłem. Siedzieliśmy w gabinecie od dobrych dziesięciu minut. Tak, zatrzymał nas na lekcję... wszystko byłoby OK, gdyby nie fakt, że już wszystko wyjaśniliśmy i mamy tylko tam posprzątać, a oni zajmą się naczyniami, a on gadał właśnie o swoim jakże znanym, bardzo cenionym alkoholu, którego recepturę przekazują sobie z pokolenia na pokolenie. Spoglądałem kątem oka na blondyna, którego też przyłapywałem na gapieniu się na mnie. W pewnym momencie zacząłem się śmiać, sam do końca nie wiem z czego, za co dyrektor spiorunował mnie wzrokiem. Od razu zamilkłem, jednakże dalej patrzyłem na Edmunda. Lubiłem jego widok i jego towarzystwo. Był miły i nie zwiał przede mną bojąc się tego, że go zamrożę. Postanowiłem nie wypominać mu jego erekcji, bo każdemu się zdarza. Co prawda, to prawda, zrobiło mi się miło, że sprawiam, że komuś... "staje". Jednak powiedzmy sobie szczerze. Jestem okrutną cnotką i nie chcę, aby taka sytuacja się powtarzała... trudno mi się do tego przyznać, ale nigdy przez te 21 lat nikogo nie pocałowałem, nie miałem partnerki, ani partnera i dalej jestem prawiczkiem. Teraz macie czas na śmianie się ze mnie, proszę bardzo...
Na kolejnych lekcjach Edmund dalej ze mną siedział, co mnie zdziwiło. Myślałem, że nie będzie już chciał mieć ze mną do czynienia i raczej mnie spławi. Problem się zaczął, gdy przed lekcją magii, podszedł do niego, młody, dobrze zbudowany, przystojny brunet, który spytał, czy chłopak nie zechce z nim usiąść. Byłem pewien, że z radością powie: "Jasne!" Po czym podrepta za mężczyzną, który z łatwością wślizgnąłby się do świata mody. W rzeczywistości, blondyn powiedział:
- Nie, dzięki, ale mam już z kim siedzieć- po tych słowach uśmiechnął się do chłopaka i automatycznie spojrzał na mnie. Kiedy zostałem przez niego przyłapany na patrzeniu na nich, spuściłem wzrok i spaliłem buraka... kto by pomyślał, o tym, co będzie się działo, gdy będziemy sprzątać salę z resztek eliksirów...

(Edek, masz pole do popisu... ;-; )

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz