-Idź do kogoś z wydziału magicznego. Jeżeli pierwszy raz będziesz chociaż trochę miły to może pomoże ci ktoś i albo da jakiś eliksir, który usunie ten śnieg albo zna jakieś zaklęcie ewentualnie można trafi ci się osoba, która panuje nad ogniem -usłyszałem nagle głos Bloody.
Spojrzałem na nią i zmrużyłem oczy.
-Hm… W sumie nie aż taki głupi pomysł -mruknąłem. -Idziesz ze mną czy zostajesz?
-No ba, że idę.
Wyszedłem z pokoju i zacząłem poszukiwać kogoś z wydziału magicznego. Znalazłem jakąś dziewczynę, która dała mi eliksir. Nawet nie pamiętam jak miała na imię. W każdym bądź razie już po chwili nie było nawet śladu po śniegu. Uśmiechnąłem się, ale zaraz spoważniałem. Czas iść się dowiedzieć z kogo taki dowcipniś. Jako pierwsi przyszli mi na myśl Livie i Jonathan. W końcu to ich rodzice są związani ze śniegiem itp. Zamknąłem pokój na klucz i ruszyłem najpierw do Livie. Oczywiście, dopiero teraz przypomniałem sobie, że nie wiem jaki ma pokój. Ruszyłem przez korytarz. W końcu zaczepiłem jakiegoś chłopaka. Livie mieszkała w 8, a Jonathan w 16. Szybkim krokiem poszedłem w tamtą stronę. Stanąłem przed drzwiami i zapukałem. Po chwili ukazała mi się postać dziewczyny. Nie chcąc się cackać zapytałem prosto z mostu.
-To tobie się nudziło i zaśnieżyłaś mi cały pokój? -warknąłem.
-Co? Nie, to nie ja… Chociaż wiesz, niezły pomysł… -mówiła dalej, ale przestałem jej słuchać.
Odwróciłem się na pięcie i poszedłem przed siebie. Tym razem moim celem był pokój numer 16. Stanąłem przed drzwiami i zapukałem. Niemal natychmiastowo wyłonił się ze środka chłopak z niebieskim włosami.
-Może to tobie się nudziło i zaśnieżyłeś mi pokój? -zapytałem.
-Yyy… Nie?
-Aha -mruknąłem tylko i już mnie nie było.
Teraz już na serio nie miałem pomysłu kto to mógł być. Westchnąłem i postanowiłem pójść się przewietrzyć. Szedłem pomiędzy jakimiś drzewami kiedy moje szczęście znowu się odezwało. Nagle przed mną roztrzaskała się jakaś fiolka z eliksirem. Ziemia zamieniła się w lud, a ja wyłożyłem się jak długi. Jednak zanim upadłem zdążyłem zauważyć dziewczynę, a może kota, która momentalnie zrobiła się niewidzialna. Nie byłem pewien. Teraz już wiedziałem, że to ta sama osoba, która zaśnieżyła mój pokój. No cóż. Czas pokazać kolejną z moich mocy. Pstryknąłem palcami. Wokół mnie i drzewa zrobiło się momentalnie ciemno, a ja ujrzałem zarys postać. No tak. Pewnie nie wspomniałem. W ciemności mogę zobaczyć dosłownie wszystko i wszystkich, nawet jeżeli ktoś jest niewidzialny. Żeby osoba nie zdążyła mi uciec wyszeptałem na ucho Bloody mój plan. W jednej chwili gepardzica wspinała się po drzewie, a w drugiej kot, który w locie zamienił się w dziewczynę leżał na ziemi, a Bloody przytrzymywała ją aby nie uciekła. Wstałem i powoli aby się nie wywrócić podszedłem do niej. Spojrzałem w oczy dziewczyny. Po chwili pociągnąłem ją do góry za ramiona i zacząłem iść przed siebie przy okazji ciągnąc dziewczynę. W międzyczasie jeszcze szybko pstryknąłem palcami i znowu zrobiło się jasno. Po chwili przygwoździłem dziewczynę do najbliższego drzewa.
-Dobrze złotko, to teraz masz dwa wyjścia. Albo pójdziesz zaraz ze mną i grzecznie naprawisz wszystkie szkody albo nie będziesz miała życia w tym akademiku. Uwierz mi. Nie chcesz mieć we mnie wroga, szczególnie, że moim ojciec jest Król Mroku albo jak wolisz Pan Ciemności, a matką Królowa Snów. To co? Którą opcję wybierasz? Ja osobiście polecam tą pierwszą -warknąłem.
Hope?
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz