Wyszłam z jadalni i udała się do lasu. Wlazłam na drzewo. Mimo, że byłam z wydziału magicznego i że dorastałam na lodowej pustyni, czasem ją opuszczałam i uczyłam się łucznictwa u wuja. Zobaczyłam, że pod drzewem na którym siedzę, usiadł Colin. Ruszyłam się i gałęzie się złamały. Chłopak spojrzał na mnie. Zaczęłam uciekać, on biegł za mną. Zeskoczyłam z drzew i biegłam na ziemi. Wbiegłam do małej chatki, gdzie miałam strój. Założyłam go i wzięłam łuk. Wlazłam na drzewo i zawołałam Colina. Napięłam strzałę.
http://7-themes.com/data_images/out/26/6857022-archer-wallpaper.jpg
- Co ty...?!
- Muszę... - powiedziałam.
- Co?
- Matka... zniszczy wszystko co kocham! Nie mogę kochać nic!
- Co? Ty...
- Nie chodzi konkretnie o ciebie. Nie mogę...
Napięłam strzałę, strzeliłam i odwróciłam wzrok.
Colin
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz