wtorek, 13 października 2015

Od Samuela

Stałem z walizką w ręku i Tytusem na ramieniu. Oczywiście rodzice zostawili mnie tu samego od razu po tym jak tu dotarliśmy. Westchnąłem i rozejrzałem się niepewnie w około. Czyli to tu miałem spędzić najbliższy czas. To tu podobnież ma się zacząć moje „nowe życie”. Ech… Pożyjemy zobaczymy. Westchnąłem, policzyłem do dziesięciu i wszedłem do budynku. Na szczęście szybko dowiedziałem się co i jak. Po chwili byłem już u siebie w pokoju. Wyciągając z walizki jedynie torbę, do której wrzuciłem telefon i książkę, którą zacząłem ostatnio czytać i wyszedłem się przejść. Szedłem korytarzem kiedy nagle ktoś przyparł mnie do ściany. Szybko spojrzałem spanikowany na tą osobę. O nie… Tiago. On od zawsze mnie niemal nienawidził.
-Co ty tu robisz? -warknął.
-J-ja… r-rodzice p-postanowili m-mnie t-tu przepisać… p-po o-ostatnich z-zdarzeniach -wyszeptałem jąkając się.
-Powiem ci tyle. Spróbuj się wtrącać się w moje sprawy Cwelu to gorzko tego pożałujesz. A teraz spadaj stąd Fajtłapo.
Popchnął mnie w bok. Upadłem na ziemię. Jak najszybciej podniosłem się i ruszyłem przed siebie trzymając się kurczowo paska od torby. Dlaczego nie możemy być jak inne rodzeństwa? Przecież jesteśmy bliźniakami, a podobnież właśnie takie osoby są ze sobą bardziej zżyte… Dlaczego on musi mnie tak nienawidzić? Westchnąłem. Po chwili znalazłem się na zewnątrz. Usiadłem pod pierwszym lepszym drzewem i ściągnąłem torbę z ramienia. Wyjąłem z niej książkę. Otworzyłem na odpowiedniej stronie i całkowicie pochłonął mnie świat z lektury. Kiedy w końcu się oderwałem od czytania wyjąłem telefon. Sprawdziłem godzinę. Kurczę. Muszę się zbierać. Spakowałem wszystko znowu do torby. Wstałem, otrzepałem spodnie i ruszyłem w stronę akademii. Nagle kiedy byłem już przy drzwiach zostałem pociągnięty do tyłu i zaciągnięty gdzieś dalej. Po chwili stałem przy ścianie o wokół mnie stało trzech chłopaków. Nie znałem ich i nie wiedziałem czego mogą chcieć. Przecież chyba raczej niczym im się nie naraziłem. Dopiero co przyjechałem! Spojrzałem na nich z niepokojem.
-Ooo… Kogo my tu mamy? Czyżby to nie nasz kochany Samuel? -zaczął jeden ze złośliwym uśmiechem.
-S-skąd z-znasz m-moje i-imię? -zapytałem jąkając się znowu.
-Och… Może kojarzysz Sam'a, James'a i Greg'a?
O nie… Znam ich i to nawet za dobrze… To właśnie przez nich zmieniłem szkołę.
-Nie odpowiadasz czyli pewnie tak… A więc są to nasi dobrzy znajomi… dostaliśmy trochę informacji o tobie…
Wzdrygnąłem się słysząc te słowa.
-I wiesz… nie zamierzamy tutaj tolerować takich jak ty… możesz już żałować, że się przeniosłeś.
Nagle poczułem mocne uderzenie w brzuch. Upadłem na ziemię trzymając się za brzuch i kuląc. Po chwili nastąpiła kolejna fala uderzeń. Kiedy w końcu przestali i odeszli śmiejąc się, nie mogłem się ruszyć. Po moich policzkach zaczęły płynąć łzy. Zaczęło mi się robić ciemno przed oczami. Ostatnim to zarejestrowałem były czyjeś kroki. Dalej już nic nie pamiętam…

Ktoś?

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz