Następny dzień nie zaczął się specjalnie. Wstałem, ubrałem się i wykonałem wszystkie niezbędne czynności, a nawet zdążyłem powtórzyć sobie co nieco z materiału, który mieliśmy wtedy przerabiać. Lubiłem być zawsze o krok do przodu, by nie musieć zawsze słuchać na lekcjach. Poszedłem na śniadanie, na którym, o dziwo, nie spotkałem niebieskowłosego chłopaka. Po posiłku udałem się na pierwszą lekcję, którą były eliksiry i usiadłem w ławce z niebieskowłosym, bo przecież mu to obiecałem i słowa miałem zamiar dotrzymać. W końcu nauczycielka raczyła sprawdzić listę obecności. Ciągnęło się to dziwnie w nieskończoność, ale po chwili zostało wyczytane imię " Jonathan Frost ". Nazwisko było mi baaardzo dobrze znane nie tylko ze słyszenia, ale też miałem okazję parę razy w życiu spotkać się z " Panem Mrozem ", ale nie rozmawiałem z nim, ponieważ... jakoś niezbyt chciałem mu się pokazywać ze względu na swój żywioł, którego on mógł nie tolerować. Zawsze wtedy znikałem gdzieś... nie raz przesiadywałem całe dnie w ogrodzie lub swojej komnacie, by mieć jakąś wymówkę. Więc... znałem, słyszałem i... o mało nie dostałem zawału kiedy się okazało, że posiadaczem godności jest nie kto inny jak sam niebieskowłosy jegomość siedzący na krześle obok. Być może moja mama cieszyłaby się z faktu, że zadaję się z synem jej przyjaciela, ale czy koniecznie ojciec Jonathan'a chciałby, aby jemu synowi groziło niebezpieczeństwo ze strony mojego żywiołu? Chciałem zagadać w tej sprawie do chłopaka, ale kiedy zacząłem to nie mogłem skończyć. Jakoś tak dziwnie by było spytać się go " Ej... Jonathan? Czy my aby na pewno możemy ze sobą rozmawiać i siedzieć obok siebie? ". Dlatego też w połowie urwałem i dałem sobie spokój, ale nie dane mi było zaznać długo owego spokoju, ponieważ nasza wykładowczyni też zauważyła istotną różnicę pomiędzy mną, a niebieskowłosym i zaraz po przeczytaniu mojego nazwiska zwróciła nam na to uwagę. Nie miałem zamiaru jednak słuchać się jej i pokazywać, że nie potrafię zapanować nad swoim żywiołem, ani też obronić się przed cudzym. Starałem się jej to delikatnie okazać, co ona odczytała wręcz doskonale i nie musiałem się nią dłużej zajmować. Jonathan jednak przejął się tym, co zauważyłem po jego zachowaniu... drżących dłoniach i spuszczonej głowie. Nie wiedziałem czemu się tak zestresował. Dopuszczałem do siebie fakt, że ktoś może się czepiać o to, że siedzę z chłopakiem, który ma zupełnie odmienny żywioł niż ja, ale wiedziałem też, że mam w sobie trochę tego lodowego żywiołu, dlatego nie było możliwe, abyśmy sobie nawzajem zrobili wiele krzywdy. Owszem... przeważa u mnie ogień, ale tego lodu też mam w sobie trochę, więc... co tu dłużej rozmyślać? Moja natura sama sobie przeczy i przywykłem do tego. Miałem wielką ochotę pocieszyć mojego nowego znajomego, ponieważ nie widziałem powodu, dla którego musiał się tak denerwować, ale nie długo po tym jak owy pomysł wpadł mi do głowy, na ławce pojawiły się naczynia laboratoryjne, których spodziewałem się na tamtejszej lekcji. Jonathan przez to całe zdenerwowanie przestraszył się kiedy przyrządy pojawiły się na naszej ławce. Monotonia tłumaczenia sprawiła, że na chwilę sobie przysnąłem, ale nikt tego nie zauważył dzięki moim wspaniałym okularom, których nie zdjąłem na prośbę nauczycielki. Takie miałem upodobanie w ubiorze. Mój niebieskowłosy kolega nie nosił butów, a ja nosiłem zawsze okulary przeciwsłoneczne... taka była moja specyfika, z którą musieli się wszyscy pogodzić. Kiedy kątem ucha usłyszałem, że mamy przejść do zajęć praktycznych rozbudziłem się niechętnie i zacząłem się z tym wszystkim bawić, ale po chwili zorientowałem się, że to ma być praca w parach, więc... musiałem znaleźć zajęcie Jonathan'owi. Kazałem mu dodać do wywaru mleka alpaki, ale się okazało, że nie potrafił nawet rozróżnić mleka alpaki od mleka skoczka północnego. To jedna z podstaw, którą musiał opanować nawet najsłabszy uczeń. Mimo to nie miałem zamiaru czepiać się go o to, ponieważ mógł być gorszy z eliksirów, a lepszy na przykład w magii. Śmieszne było jak nie potrafił nawet trzymać odpowiednio pipety co oczywiście tak mnie drażniło, że musiałem go poprawić. Chłopak wtedy zwrócił uwagę na fakt, że go nie poparzyłem tym razem na co ogromnie się speszyłem i odsunąłem dłonie od jego chłodnych i delikatnych paluszków, które dotknięte przez osobę o normalnej temperaturze ciała zostały by uznane za wyjątkowo zimne. Stwierdziłem, że najlepiej będzie, jeśli zrobię wszystko sam. Zależało mi na tym, aby eliksir nie był idealny. Dlaczego? Bo gdyby przyszło co do czego to umiałbym zrobić idealny eliksir, a wtedy nie należało dawać żadnych podejrzeń. Ja taki nielegalny.
Po niedługiej chwili, kiedy już kończyłem usłyszałem ciche mruknięcie z moim imieniem. Odwróciłem się w stronę mojego sąsiada i co? Oberwałem od niego mlekiem w twarz... MLEKIEM! MLEKO równa się dla zboczuchów SPERMA. Szczerze? Myślałem, że spalę tego skurczybyka na wiór. Żyłka na moim czole drżała dosyć wyraźnie, a słysząc za sobą szepty i chichoty dostałem jakiegoś obłędu. Chwyciłem pierwszą lepszą butelkę, którą miałem pod rękę i rozwaliłem ją na głowie chłopaka. Okazało się, że było to mleko skoczka północnego, które rozlało się po całych włosach i twarzy chłopaka... krwi ani śladu, ale kilka kawałków szkła mieniło się w jego włosach. Po chwili cała jego szyja i bluza były w białym płynie i to było... seksowne... poniekąd. Jakby dopiero co ktoś się na niego spuścił. I jeszcze ten rumieniec... bosz... oczoplons w moich oczach.
-Ty... - złapał kolejną probówkę z sokiem z bluszczu i rzucił nią we mnie, ale ja w porę zrobiłem unik głową w tył przez co ktoś za mną oberwał jaskrawo zielonym płynem. Potem ta osoba rzuciła w John'a czymś różowym na co chłopak zrobił unik i oberwała dziewczyna będąca za nim. I ona próbowała rzucić w niebieskowłosego, ale oberwał ktoś stojący za nami. Tak się wszystko rozkręciło i nagle wszyscy zaczęli nawalać się naczyniami z różnymi zawartościami. Nikt zbytnio nie ucierpiał nie licząc drobnych draśnięć od szkła. Ja schowałem się pod biurkiem próbując zetrzeć ubraniem mleko z twarzy co mi się po części udało. Zaraz też schował się Jonathan, który o dziwo... nie oberwał już niczym więcej. Skoczył na mnie agresywnie i zaczął przyduszać. Sam fakt tego, że się dusiłem nie był najgorszy. John najzwyczajniej w świecie robił mi nieświadomie inną " krzywdę " mianowicie... siedział okrakiem na moich biodrach dosyć mocno uciskając moje krocze. Na mojej twarzy pojawił się grymas. Wyrywałem się jak mogłem, ale Jonathan miał dość silne ręce. Nagle ktoś przewrócił ławkę, pod którą się biliśmy i był to nie kto inny jak sama pani Mangora. Wszyscy już przestali rzucać w siebie różnymi przedmiotami i starali się jakoś ogarnąć.
-Na zadanie karne macie NA JUTRO zrobić Eliksir Szczęścia! Wszyscy! A wy dwoje... – zwróciła się do nas – do dyrektora, ale migiem. Jemu się tłumaczcie, a ode mnie za kare macie po lekcjach wysprzątać całą salę na błysk i skombinować nowe przyrządy, które zastąpią stare. Nie wiem jak to wszystko zrobicie, ale macie zrobić, zrozumiano?! - wrzasnęła wściekła, a ja myślałem, że mnie jasny szlag trafi. Tak się wkur... bardzo się zdenerwowałem na myśl, że będę musiał robić za jakąś gównianą sprzątaczkę przez tego całego Frost'a i po prostu sobie zapłonąłem... o właśnie tak jak ten kucyk poniżej:
http://iambrony.steeph.tp-radio.de/mlp/gif/TwiRAGE.gif
I tak sobie płonąłem w powietrzu do czasu aż zadzwonił dzwonek i zacząłem gasnąć z już neutralnym wyrazem twarzy. Zmęczony zleciałem na ziemię, zabrałem swoją torbę i najzwyczajniej w świecie opuściłem przeklętą salę mając gdzieś wszystkich z otoczenia i najchętniej poszedłbym wtedy spać, bo po takim czymś zwykle pragnąłem snu całym sobą. Spojrzałem na zegarek:
-Piętnasto minutowa przerwa... yas, bitch! Zdrzemnę się na chwilę. - szepnąłem do siebie. Szugusz w tym czasie zdążył wyleźć z torby i usadowić się na mojej głowie. Gasił końcówki moich włosów, które jeszcze trochę się tliły. Udałem się do ogrodu na zewnątrz gdzie siedziało kilka osób. Poszedłem na sam jego koniec i usiadłem sobie pod drzewem z dala od niechcianego wzroku innych. Ustawiłem sobie budzik i po prostu poszedłem spać, ale nie dane mi było długo nacieszyć się snem... niestety.
( Jonaszek? :3 )
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz