niedziela, 4 października 2015

Od Edmunda cd Jonasza

Dziecko, które i tak zajęło za wiele mojego cennego czasu zniknęło w drzwiach prawdopodobnie swojego pokoju. No dobra... nie wyglądał jak dziecko, ale tak się zachowywał. Nie wiedziałem czy ma jakiś problem czy coś, ale mało mnie to w tamtej chwili obchodziło, ponieważ niedługo potem jak zacząłem się nad tym zastanawiać, usłyszałem głos swojej służby.
-Panie... - zaczął jeden z mężczyzn - ... twoje bagaże zostały wniesione do pokoju. - oznajmił podchodząc do mnie i oddając mi klucze.
-Dobrze. Zatem możecie wracać. Pozdrówcie proszę królową Annę i Elsę. - skłonili się.
–Życzymy sukcesów w nauce. - powiedział drugi.
-Przyda się. Dziękuję. - skłoniłem nieco głowę. Dwaj mężczyźni odeszli wzdłuż korytarza. Spojrzałem na numerek i okazało się, że mieszkam z tym gościem na jednym piętrze... na dodatek na jednym korytarzu. Westchnąłem ciężko i udałem się do swojego małego królestwa, na którego urządzanie zejdzie mi cały boży dzień. Wszedłem do pomieszczenia. Ściany były w kolorze czerwonym, dlatego pokój wydawał się być bardzo ciepły. Wszystko było co powinno być... łóżko, biurko, szafa wielka jak stodoła, osobna łazienka, a nawet balkonik. Warunki iście królewskie. Pierwsze co zrobiłem to poszedłem się przebrać. Elegancki strój ładnie powiesiłem na haczyku i włożyłem do szafy. Nie miałem najmniejszej ochoty rozpakowywać się, ale jak się już za to zabrałem to jakoś tak zacząłem się z tym bawić. Nie zauważyłem nawet jak szybko upływał czas. Tak szybko zrobiło się ciemno na zewnątrz. Słońce już dawno było za horyzontem kiedy skończyłem się urządzać. I wtedy właśnie zauważyłem, że przez cały ten czas czegoś mi brakowało, a raczej kogoś... mianowicie Szuguszka, mojego deimona. Zerwałem się na równe nogi, by go poszukać, bo w końcu... jak jemu coś się stanie to i ja na tym ucierpię. Wyleciałem z pokoju trzaskając drzwiami. Wybiegłem na zewnątrz, rozejrzałem się, ale nie zauważyłem szarego, długiego szczura, który powszechnie nazywał się fretką.
-Szuguszku! - zawołałem – Szugusz! - cisza. Żadnego szmeru ani ruchu. Warknąłem zły i wydarłem się: - SZUGUSZ! MASZ PIĘĆ SEKUND, ŻEBY SIĘ POJAWIĆ, BO JAK NIE TO SKOPIĘ CI DUPĘ TAK, ŻE PRZEZ TYDZIEŃ SOBIE NA NIEJ NIE KLAPNIESZ!
-Tu jest! - ktoś się odezwał, ale nie miałem zamiaru zastanawiać się kto. Ruszyłem w stronę, z której usłyszałem głos i rzeczywiście... Szuguszek tam był, ale nie sam. Ganiał po drzewach z drugim, długim szczurem tylko, że rudym. Temu wszystkiemu przyglądał się nie kto inny jak sam niebieskowłosy, którego miałem okazję poznać zaraz po moim przyjeździe tutaj.
-Szuguszu? - mruknąłem na co zwierzak zaprzestał zabawy ze swoim kolegom i spojrzał na mnie.
-No co? Byłeś zajęty, więc nie chciałem ci przeszkadzać. - podszedł bliżej. Moja brew zadrżała lekko, ale starałem się opanować.
-Wyjaśnimy to sobie w domu. - powiedziałem i wskazałem mu kaptur swojej bluzy, w której zaraz posłusznie się znalazł.
-Spotkamy się jutro, Groco? - spytał swojego kolegę nie pytając mnie nawet o zgodę.
-No jasne! - jego kolega odpowiedział z radością i wspiął się na ramię swojego pana.
-A mnie to się o zgodę nie pyta, co? - fuknąłem.
-A ty pójdziesz ze mną, noł lajfie jeden. Czas wyjść do ludzi. - powiedział z satysfakcją.
-Nieeeee... błagam. Wszystko tylko nie ludzie... mam dość ludzi. Wystarczy, że ich będę widzieć na lekcjach... tak dużo ludzi... - skomlałem teatralnie - ... chcę skonać w płomieniach. - oczywiście Szugusz patrzył na mnie z wyrazem twarzy wyrażającym jedno pytanie... " Serio? ".
-A tak na serio... NIE. Nigdzie nie idę.
-Pójdziesz, pójdziesz, a teraz już się ucisz, bo jest tu właściciel Groco i zabroni mi się z nim bawić jak będziesz się tak zachowywał, a teraz w swej niezwykłej łaskawości bądź miły, a jak nie to będę cię gryzł przez całą noc. - powiedział ugniatając mój policzek.
-Weź nie... przestań straszyć nawet. I przestań mnie puciać, bo jak cię zaraz ja pućnę to wsiąkniesz w ziemię. - zagroziłem. Usłyszałem cichutki chichot.
-Widzę, że dobrana z was para. - powiedział uśmiechnięty od ucha do ucha niebieskowłosy. Spojrzałem na niego bez większego entuzjazmu i zawróciłem z zamiarem powrotu do pokoju i ciepłego łóżka.
-Zaczekaj. - powiedział chłopak i złapał mnie za dłoń co było jego błędem – AŁA! - puścił mnie od razu – Gorące! - otrząsnął dłoń z charakterystycznym grymasem i zaczął na nią dmuchać – Poparzyłeś mnie. - powiedział z wyrzutem.
-Wybacz... nie chciałem. - odwróciłem się w jego stronę przejęty sytuacją. Nie chciałem mu przecież zrobić krzywdy... nic złego mi nie zrobił, ale byłem zły na Szugusza i przez głupi przypadek poparzyłem niebieskowłosego – Naprawdę... nie chciałem cię poparzyć.
-S-spoko... nic się nie stało. Każdemu może się zdarzyć. - uśmiechnął się szczerze jakby w ogóle nie był zły na mnie o to, że go boleśnie poparzyłem – Miałem w planach iść do ciebie, ale jak widzisz... nie do końca wyszło. Dano mi tą paczkę i kazano zanieść ją do ciebie. - podał mi dosyć sporych rozmiarów prostokątną paczkę – To od dyrektora. Podręczniki szkolne. - wziąłem od niego pakunek i minąłem się z jego chłodnymi dłońmi, ale tym razem ich nie poparzyłem... byłem już spokojniejszy.
-Dzięki... dziwię się, że chciało ci się mi to zanosić.
-Wiesz... mało tu ludzi życzliwych, a jak już są to często się zmieniają na tych gorszych i nie można tu liczyć na jakąkolwiek pomoc, więc... trzeba się trzymać razem. - powiedział z lekkim zawodem.
-Skąd wiesz, że jestem życzliwy?
-Masz dobrą matkę, która zawsze bardziej troszczyła się o innych niż o siebie. Masz życzliwą rodzinę... dlaczego miałbyś być nie życzliwy? - odpowiedział z uśmiechem. Niesamowite, że ludzie mogą mieć w sobie takie wiele pozytywnej energii... zaiste, nie powiem. Poza tym... z uśmiechem było mu do twarzy, zdecydowanie. Ale jednak podsłuchiwał... mały szpiegus.
-Podsłuchiwałeś, gałganie! Nie ładnie, nie ładnie... - zacząłem się z nim droczyć.
-Oj tam, oj tam... przypadkiem usłyszałem. - machnął teatralnie ręką – Nawet gdy tego nie słyszałem to i tak wiedziałem. Gdybyś był zły nie obroniłbyś mnie wtedy w bibliotece. - zarumienił się lekko – Dziękuję. - spojrzałem na niego ze zdziwieniem. Poczułem się jakoś tak... dziwnie, ale fajnie... poniekąd.
-Spoko... nie ma sprawy, ale nie wiem czy to było aż tak chwalebne jak tobie się wydaje. W mojej rodzinie to chyba norma. - stwierdziłem.
-Ja wiem swoje... ty wiesz swoje. - ucieszył mnie fakt, że chłopak nie chciał się ze mną kłócić ani też chwalić swoje poglądy.
-Już późno... trzeba wracać. - poszedłem w stronę wejścia.
-Mhm – ruszył zaraz za mną, ale chyba nie był aż tak pewny siebie skoro szedł za mną. Ciągle czułem jego wzrok na sobie i w końcu mnie to zirytowało.
-Weź nie idź za mną jak cień. - przestraszył się – Nie możesz iść obok mnie? Nie zjem cię przecież... ani nie poparzę. Wkurza mnie jak ktoś tak łazi za mną jak ćma. - chłopak na te słowa posłusznie zrównał ze mną krok, ale nadal rzucał na mnie okiem z jakże słodkim rumieńcem oblewającym jego bladą twarz... słodki widok. Z tego też powodu nie chciałem mu zwracać na to uwagi... byłbym wtedy potworem.
Po kilku minutkach byliśmy na swoim piętrze. Chłopak stanął przy drzwiach swojego pokoju i powiedział.
-Jak coś to jutro mamy dwie godziny eliksirów, jedną godzinę walki i trzy godziny czarowania. Przy najbliższej okazji dam ci plan lekcji.
-Spoko. Dzięki. - odpowiedziałem i ruszyłem do swojego pokoju.
-Ej... - zaczął niebieskowosy. Odwróciłem się - ... będziesz siedział ze mną na lekcjach? - spytał nieśmiało.
-Um... okey. Nie ma sprawy. - chłopak rozpromienił się.
-Dzięki. - i zniknął za drzwiami. Ja wróciłem do swojego pokoju i po godzinie byłem już w łóżku i sobie smacznie spałem. Ciekawe co będzie jutro...

( Jonaszku, kochanie? Nie przesłodziłam, prawda? )

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz