sobota, 31 października 2015

Od Edmunda cd Jonathan'a

To co się wydarzyło w sali alchemicznej było wręcz niewiarygodne... można by książkę napisać i to całkiem ciekawą i śmiechową. Znaliśmy się zaledwie kilka dni, a już odwalaliśmy takie dziwne rzeczy, choć nie sądzę, aby rozrywka typu taniec była zabroniona. Fajnie było... i nawet się śmiałem, ale jak zwykle nie sam z siebie. Och... ta zażenowana twarz John'a jak plątały mu się nogi i przypadkowo deptał po moich. Nie bolało to wcale, no bo... był dosyć drobny, więc było to o wiele śmieszniejsze niż bolesne. Mieliśmy nawet szalony pomysł zrobienia pewnej bardzo trudnej figury i powiem szczerze, że miałem pietra jak cholera i cały czas po głowie chodziła mi myśl, że nie złapię chłopaka, albo co gorsza wyrzucę go w powietrze ( wyjebe w kosmos :3 ) przy unoszeniu. Musiałem jednak zachować trzeźwość umysłu... i tak miałem ułatwione zadanie, ponieważ niebieskowłosy był niezwykle lekki i z łatwością mógłbym go podnieść. Kiedy tylko się rozpędził napiąłem się i skupiłem na jego krokach, by po chwili wyłapać moment, w którym podskoczył wprost w moje dłonie... tak przynajmniej mi się wydawało. Czułem przyjemny chłód jego ciała. Po chwili opuściłem go na ziemię i od razu zostałem czule objęty za szyję przez John'a. Nie mogłem się powstrzymać, aby go do siebie nie przyciągnąć... był zbyt kuszący. Kiedy cichutko jęknął na skutek mojego dotyku zrobiło mi się jakoś... milej? Cieszyło mnie to, że mogę komuś dać trochę ciepła. Ta chwila trwała i trwała, a po chwili została przerwana. Nie, nikt nam nie przerwał... niebieskowłosy sam się ode mnie odsunął. W ogóle nie wiedziałem o co mu chodziło. Patrzyłem na niego wzrokiem oczekującym jakiegoś wyjaśnienia, ale nic takiego nie dostałem... jedynie jego wzrok utkwiony z podłogę, a później w mopa. Aż miałem ochotę rzucić jakimś nieprzyjemnym słowem, ale zdałem sobie szybko sprawę z tego, że może to ja coś zrobiłem nie tak... może znowu go poparzyłem, a on mi o tym nie powiedział? Może za mocno go przytuliłem, albo co gorsza, zrobiłem mu jakąś krzywdę podczas tańca? Albo po prostu wycofał się ze względu na jakieś dziwne myśli, które łaziły mu po głowie? Nie chciałem dopuszczać do siebie myśli, że sobie ze mnie zadrwił, bo gdyby się okazało, że to prawda... no, zrobiłoby się bardzo gorąco. Westchnąłem zrezygnowany i postanowiłem się nie odzywać. Byłem wręcz pewny, że to ja coś zjebałem i nie miałem nawet na tyle siły, by spojrzeć chłopakowi w oczy. Już się do siebie nie odezwaliśmy, a ta cisza sprawiała, że wewnętrznie szlag mnie trafiał. Miałem ochotę krzyknąć " Czemu się na mnie obraziłeś?! ", ale... nope. I tak minęły całe zasrane cztery dni...

~~~ dzień 1 ~~~

Lekcje – cisza.
Przerwy – cisza.
Zajęcia pozalekcyjne – cisza.
Zero znaku życia i wielka wściekłość. Kompletne rozbicie i głupie myśli. Moja postać usadowiona w wygodnym fotelu z " Krzyżakami " w ręku... czytanymi już chyba pięćdziesiąty raz. Brak skupienia... aż w końcu ze złością zamknąłem książkę i rzuciłem się na łóżko patrząc w sufit. " O co się obraził? O co się obraził? Myśl, myśl, myśl... " - to pytanie i ta motywacja wypełniały moją głowę, ale pomysłów brak.

~~~ dzień 2 ~~~

To samo... nawet już nie siedzieliśmy razem. Wszyscy przeszywali mnie swoimi oczami na wylot i myśleli zapewne, że mój żywioł i porywczy charakter zniszczyły więzi łączące mnie z niebieskowłosym. Nie miałem zamiaru pokazać im, że tak rzeczywiście było i zaplanowałem, że za wszelką cenę muszę pogodzić się z John'em... choćbym musiał znajdować powody jego złości przez długi czas.

~~~ dzień 3 ~~~

Geeeeeeeeh... sleep... now! Nie miałem ochoty wstawać, ale musiałem. Po drodze myślałem i myślałem, a wszystkie te myśli spisywałem na jednej małej kartce, którą chowałem w kieszeni. Trochę tego było... nawet najbardziej niedorzeczne powody, takie jak smutek z powodu braku okresu, który mógłby być wymówką. Lekcje minęły nijak... wiecznie nie uważałem, ale na szczęście nie było tego po mnie widać. Magia okularków :3. Tak, więc... miałem w planach na następny dzień zawitać do pokoju Jonathan'a i jakoś go przeprosić. Zanim jednak zebrałem w sobie tyle siły to musiałem przeleżeć cały dzień w łóżku, ale następny dzień był wolny, więc luzik.

~~~ dzień 4 ~~~

Chwila prawdy... na nogach byłem już od godziny szóstej, a nie należałem do rannych ptaszków. Łaziłem tam i z powrotem robiąc jakieś drobiazgi. Szugusz oczywiście przeglądał moją listą już chyba setny raz czy aby o czymś nie zapomniałem.
-Ej... przestań się tak spinać. Może wcale się na ciebie nie obraził. - rzucił przeskakując na półkę z książkami.
-To niby dlaczego się nie odzywa do mnie?! - warknąłem.
-Może go onieśmielasz? - i ten koci ryj w jego wykonaniu... czym mógłbym zawstydzać chłopaka? Blond włosami czy może lśniącymi w blasku białego światła czarnymi okularami? Głupie.
Po kilku godzinach wyczołgałem się ze swojego pokoju i ruszyłem w stronę mieszkania niebieskowłosego. Oczywiście za bardzo skupiłem się na tym co miałem mu powiedzieć i kompletnie zapomniałem o pukaniu do drzwi. Na moim ramieniu był Szugusz, który kręcił się i wiercił z podekscytowania na spotkanie z Groco, że aż zapomniał mnie poprawić czego skutki mocno odczułem kiedy wszedłem do środka. NAGI JONATHAN... GORZEJ BYĆ NIE MOGŁO! Myślałem, że wyjdę, polecę na najbliższy most i się z niego zrzucę. Tak bardzo mnie to zażenowało, że mój ton niewiarygodnie się obniżył i mówiąc tym oto głosem prośbę o ubranie się musiałem wyglądać jak jakiś idiota. Co najlepsze... chłopak wcale nie miał zamiaru się ubrać, a ja coraz bardziej paliłem buraka na widok jego wspaniałego ciała i sprzętu, którym mógłby się łatwo pochwalić. Śmieszkałem troszku, bo przyuważyłem, że niebieskowłosy nawet TAM jest niebieskowłosy ( Edmundzio wie gdzie paczać :3 ). W końcu zdecydował się odziać w bokserki i to z wielką niechęcią. Jego pewność siebie zaczęła mnie powoli dobijać, ale powiem szczerze, że była nawet pociągająca. Przez to wszystko kompletnie zapomniałem co miałem powiedzieć i zauważyłem, że nie ma z nami dwóch szczurów, które radośnie wypierdoliły gdzieś na drzewo. Zostaliśmy sami. John nadal wpatrywał się w ekran telefonu i nieco się wkurzyłem na to, ponieważ poczułem się zignorowany. Policzyłem w myślach do pięciu, by złość uszła ze mnie i spokojnym krokiem podszedłem do chłopaka, objąłem go od tyłu i oparłem czoło o jego ramię:
-Jeśli się na mnie obraziłeś z jakiegoś powodu, którego ja nie znam to i tak przepraszam. - wyszeptałem – Czasami tak mam, że nie zauważam jak robię komuś krzywdę. Jeśli cię jeszcze kiedykolwiek poparzę albo powiem coś głupiego to mi powiedz... zlituj się. Jestem debilem... przykrzy mi się bez ciebie. - przejechałem dłonią po jego ramieniu.

( John? Przepraszam, że tak długie oczekiwanie ;_; )

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz