Wstałam rano dość wcześnie. Umyłam się, ubrałam. Spakowałam potrzebne książki do plecaka i zapięłam Antarctice obróżkę.
+4
- Chodź maleńka. - powiedziałam.
- Nie chcę... - odparła, ale wstała i poszła za mną. - Musimy?
- Niestety... - powiedziałam z pogardą. Wyszłam z pokoju i zamknęłam go. Przeszłam obok kilku chłopców. Spojrzeli na moją sukienkę.
- Hej śliczna - powiedział jeden.
- Usiądziemy razem na stołówce? - spytał drugi.
- Ugh... - powiedziałam tylko i z pogardą ruszyłam przed siebie.
- Nie bądź taka! Śliczna! - gwizdnął na mnie. Odwróciłam się i podeszłam do niego. Złapałam go za koszulkę i podniosłam w górę. Przygwoździłam do ściany.
- Co ja jestem psem, żebyś na mnie gwizdał?! - powiedziałam wściekła. Ręka, w której trzymałam chłopaka zaczęła zamarzać. Puściłam go i ruszyłam dalej.
Weszłam w korytarz lekcyjny i poszłam do sali. Siedziałam chwilę sama, a potem zaczęli się zbierać inni uczniowie. Nauczycielka zaczęła coś mówić Siedziałam na krześle i... nudziłam się! Rok szkolny dopiero się zaczął, a ja już się nudzę! Dotknęłam przecięty policzek. Rana momentalnie się zamroziła. Pani Mangora zadała I zadanie, ale... mało mnie to obchodzi. Przepisałam potrzebne rzeczy:
- Jaskier
- Kolec z czarnej róży
- Fioletowy włos od mantykory
- Dwie krople z jeziora
- Płatek róży czerwonej
Westchnęłam głęboko i wstałam zanim lekcja się skończyła. Ruszyłam do wyjścia i zadzwonił dzwonek. Chciałam mieć to z głowy. Poszłam do ogrodu i zerwałam płatek róży (czerwonej!). Poszłam do Lasu Fatet. Zobaczyłam czarne róże. Zerwałam kolec i schowałam do sakiewki. Potem poszłam po włosy mantykory. Zobaczyłam bestię nad jeziorem. Złapię dwie pieczenie na jednym ogniu. Zaszłam zwierzę od tyłu i skoczyłam na nie. Od razu zaczęło się rzucać i usiłowało mnie dziabnąć ogonem. Zamroziłam ogon i nogi zwierzęcia. Zerwałam jeden z niewielu fioletowych włosów zwierzęcia i poszłam do jeziora. Do małej fiolki wlałam dwie krople z jeziora. Schowałam wszystko do sakiewki i ruszyłam. Gdy byłam wystarczająco daleko od bestii odmroziłam ją. Został jeszcze jaskier. Poszłam do jakiegoś ogrodu i zerwałam kwiatek. Ruszyłam do pokoju, by to zmieszać. Na korytarzu mijałam dzieci znanym mi postaci.... William, syn Diaboliny, Mihrimah, córka Draculi, Loki, syn Hadesa, Colin, syn Edmunda Pevensie... no co jak co, ale Colin mi się nawet spodobał... NIE! NIE MOŻESZ!!!! Skarciłam się. Gdyby matka się dowiedziała, że mam przyjaciół... wzdrygnęłam się na samą myśl. Minęłam chłopaka, który obejrzał się za mną. Weszłam do pokoju i zmieszałam wszystkie składniki.
***
Następnego ranka poszłam do nauczycielki i oddałam jej eliksir. Ruszyłam na kolejną lekcję.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz