Ta akademia to jedyne i ostatnie miejsce, w jakim mogę przebywać. Czuję na sobie ciekawskie spojrzenia uczniów, wskazujących na mnie palcami. Co mówią? "Ej, patrz na tą młodą"? "Stary, co ona tu robi?"? Czasem mam dosyć i najchętniej zamieszkałabym w lesie, ale wolę pójść na łatwiznę. Tutaj mam mieszkanie, wyżywienie i ogólnie wszystko, dlatego na razie nie zamierzam opuszczać tego miejsca. No, chyba że sami mnie wywalą, w co jednak szczerze wątpię. Tu jest za dużo ludzi złych, tak jak ja, więc raczej nikt nie zwróci uwagi na taką (niby) uroczą dziewczynkę. Wstałam z ławki na środku korytarza i wzięłam mój tornister. Był strasznie lekki, bo tutaj raczej nie mamy podręczników, jak w zwykłych szkołach. Trzymam w nim raczej moje własne książki, które chcę przeczytać. Uniosłam wzrok i zobaczyłam idącego wprost na mnie chłopaka. Stanęłam gwałtownie, nie wiedząc, o co chodzi, ale zaraz znów ruszyłam. I stało się. Chłopak, na oko osiemnastoletni, podstawił mi nogę. Wszystkie moje książki poleciały w powietrze, lądując z hukiem parę metrów dalej. Leżałam plackiem na ziemi, patrząc złowrogo na chłopaka. Wszyscy, którzy to widzieli, ryknęli śmiechem.
I co wówczas zrobiłam? Krzyknęłam. Krzyknęłam bardzo głośno, bardzo piskliwie i bardzo długo. Zebrani aż zatkali uszy. Wreszcie znalazłam ujście buzujących we mnie emocji. Teraz każdy na holu był cicho jak mysz pod miotłą, a ja pozbierałam książki i włożyłam je do torby. Bezszelestnie podniosłam się z podłogi i skręciłam w korytarzyk prowadzący do kwater.
Zemszczę się, stary. Obiecuję.
Przez nieuwagę wpadłam z impetem na jakąś całkiem ładną dziewczynę. Nie wiem, czy wiedziała o tamtym zajściu, ale w każdym razie próbując zachować pozory, przeprosiłam ją.
Mihrimah? :3
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz