sobota, 31 października 2015

Od Edmunda cd Jonathan'a

To co się wydarzyło w sali alchemicznej było wręcz niewiarygodne... można by książkę napisać i to całkiem ciekawą i śmiechową. Znaliśmy się zaledwie kilka dni, a już odwalaliśmy takie dziwne rzeczy, choć nie sądzę, aby rozrywka typu taniec była zabroniona. Fajnie było... i nawet się śmiałem, ale jak zwykle nie sam z siebie. Och... ta zażenowana twarz John'a jak plątały mu się nogi i przypadkowo deptał po moich. Nie bolało to wcale, no bo... był dosyć drobny, więc było to o wiele śmieszniejsze niż bolesne. Mieliśmy nawet szalony pomysł zrobienia pewnej bardzo trudnej figury i powiem szczerze, że miałem pietra jak cholera i cały czas po głowie chodziła mi myśl, że nie złapię chłopaka, albo co gorsza wyrzucę go w powietrze ( wyjebe w kosmos :3 ) przy unoszeniu. Musiałem jednak zachować trzeźwość umysłu... i tak miałem ułatwione zadanie, ponieważ niebieskowłosy był niezwykle lekki i z łatwością mógłbym go podnieść. Kiedy tylko się rozpędził napiąłem się i skupiłem na jego krokach, by po chwili wyłapać moment, w którym podskoczył wprost w moje dłonie... tak przynajmniej mi się wydawało. Czułem przyjemny chłód jego ciała. Po chwili opuściłem go na ziemię i od razu zostałem czule objęty za szyję przez John'a. Nie mogłem się powstrzymać, aby go do siebie nie przyciągnąć... był zbyt kuszący. Kiedy cichutko jęknął na skutek mojego dotyku zrobiło mi się jakoś... milej? Cieszyło mnie to, że mogę komuś dać trochę ciepła. Ta chwila trwała i trwała, a po chwili została przerwana. Nie, nikt nam nie przerwał... niebieskowłosy sam się ode mnie odsunął. W ogóle nie wiedziałem o co mu chodziło. Patrzyłem na niego wzrokiem oczekującym jakiegoś wyjaśnienia, ale nic takiego nie dostałem... jedynie jego wzrok utkwiony z podłogę, a później w mopa. Aż miałem ochotę rzucić jakimś nieprzyjemnym słowem, ale zdałem sobie szybko sprawę z tego, że może to ja coś zrobiłem nie tak... może znowu go poparzyłem, a on mi o tym nie powiedział? Może za mocno go przytuliłem, albo co gorsza, zrobiłem mu jakąś krzywdę podczas tańca? Albo po prostu wycofał się ze względu na jakieś dziwne myśli, które łaziły mu po głowie? Nie chciałem dopuszczać do siebie myśli, że sobie ze mnie zadrwił, bo gdyby się okazało, że to prawda... no, zrobiłoby się bardzo gorąco. Westchnąłem zrezygnowany i postanowiłem się nie odzywać. Byłem wręcz pewny, że to ja coś zjebałem i nie miałem nawet na tyle siły, by spojrzeć chłopakowi w oczy. Już się do siebie nie odezwaliśmy, a ta cisza sprawiała, że wewnętrznie szlag mnie trafiał. Miałem ochotę krzyknąć " Czemu się na mnie obraziłeś?! ", ale... nope. I tak minęły całe zasrane cztery dni...

~~~ dzień 1 ~~~

Lekcje – cisza.
Przerwy – cisza.
Zajęcia pozalekcyjne – cisza.
Zero znaku życia i wielka wściekłość. Kompletne rozbicie i głupie myśli. Moja postać usadowiona w wygodnym fotelu z " Krzyżakami " w ręku... czytanymi już chyba pięćdziesiąty raz. Brak skupienia... aż w końcu ze złością zamknąłem książkę i rzuciłem się na łóżko patrząc w sufit. " O co się obraził? O co się obraził? Myśl, myśl, myśl... " - to pytanie i ta motywacja wypełniały moją głowę, ale pomysłów brak.

~~~ dzień 2 ~~~

To samo... nawet już nie siedzieliśmy razem. Wszyscy przeszywali mnie swoimi oczami na wylot i myśleli zapewne, że mój żywioł i porywczy charakter zniszczyły więzi łączące mnie z niebieskowłosym. Nie miałem zamiaru pokazać im, że tak rzeczywiście było i zaplanowałem, że za wszelką cenę muszę pogodzić się z John'em... choćbym musiał znajdować powody jego złości przez długi czas.

~~~ dzień 3 ~~~

Geeeeeeeeh... sleep... now! Nie miałem ochoty wstawać, ale musiałem. Po drodze myślałem i myślałem, a wszystkie te myśli spisywałem na jednej małej kartce, którą chowałem w kieszeni. Trochę tego było... nawet najbardziej niedorzeczne powody, takie jak smutek z powodu braku okresu, który mógłby być wymówką. Lekcje minęły nijak... wiecznie nie uważałem, ale na szczęście nie było tego po mnie widać. Magia okularków :3. Tak, więc... miałem w planach na następny dzień zawitać do pokoju Jonathan'a i jakoś go przeprosić. Zanim jednak zebrałem w sobie tyle siły to musiałem przeleżeć cały dzień w łóżku, ale następny dzień był wolny, więc luzik.

~~~ dzień 4 ~~~

Chwila prawdy... na nogach byłem już od godziny szóstej, a nie należałem do rannych ptaszków. Łaziłem tam i z powrotem robiąc jakieś drobiazgi. Szugusz oczywiście przeglądał moją listą już chyba setny raz czy aby o czymś nie zapomniałem.
-Ej... przestań się tak spinać. Może wcale się na ciebie nie obraził. - rzucił przeskakując na półkę z książkami.
-To niby dlaczego się nie odzywa do mnie?! - warknąłem.
-Może go onieśmielasz? - i ten koci ryj w jego wykonaniu... czym mógłbym zawstydzać chłopaka? Blond włosami czy może lśniącymi w blasku białego światła czarnymi okularami? Głupie.
Po kilku godzinach wyczołgałem się ze swojego pokoju i ruszyłem w stronę mieszkania niebieskowłosego. Oczywiście za bardzo skupiłem się na tym co miałem mu powiedzieć i kompletnie zapomniałem o pukaniu do drzwi. Na moim ramieniu był Szugusz, który kręcił się i wiercił z podekscytowania na spotkanie z Groco, że aż zapomniał mnie poprawić czego skutki mocno odczułem kiedy wszedłem do środka. NAGI JONATHAN... GORZEJ BYĆ NIE MOGŁO! Myślałem, że wyjdę, polecę na najbliższy most i się z niego zrzucę. Tak bardzo mnie to zażenowało, że mój ton niewiarygodnie się obniżył i mówiąc tym oto głosem prośbę o ubranie się musiałem wyglądać jak jakiś idiota. Co najlepsze... chłopak wcale nie miał zamiaru się ubrać, a ja coraz bardziej paliłem buraka na widok jego wspaniałego ciała i sprzętu, którym mógłby się łatwo pochwalić. Śmieszkałem troszku, bo przyuważyłem, że niebieskowłosy nawet TAM jest niebieskowłosy ( Edmundzio wie gdzie paczać :3 ). W końcu zdecydował się odziać w bokserki i to z wielką niechęcią. Jego pewność siebie zaczęła mnie powoli dobijać, ale powiem szczerze, że była nawet pociągająca. Przez to wszystko kompletnie zapomniałem co miałem powiedzieć i zauważyłem, że nie ma z nami dwóch szczurów, które radośnie wypierdoliły gdzieś na drzewo. Zostaliśmy sami. John nadal wpatrywał się w ekran telefonu i nieco się wkurzyłem na to, ponieważ poczułem się zignorowany. Policzyłem w myślach do pięciu, by złość uszła ze mnie i spokojnym krokiem podszedłem do chłopaka, objąłem go od tyłu i oparłem czoło o jego ramię:
-Jeśli się na mnie obraziłeś z jakiegoś powodu, którego ja nie znam to i tak przepraszam. - wyszeptałem – Czasami tak mam, że nie zauważam jak robię komuś krzywdę. Jeśli cię jeszcze kiedykolwiek poparzę albo powiem coś głupiego to mi powiedz... zlituj się. Jestem debilem... przykrzy mi się bez ciebie. - przejechałem dłonią po jego ramieniu.

( John? Przepraszam, że tak długie oczekiwanie ;_; )

piątek, 30 października 2015

Od Alan'a cd Tiago

Alan leżał na dużym i miękkim łóżku. Oddychał cicho, ale niespokojnie. Obcy chłopak chyba nie miał co do niego złych zamiarów. Pomógł mu i ocalił od... Ugh, Rudy nawet nie chciał myśleć o tym, jak mogło się to zakończyć. Tępym i nieobecnym wzrokiem wpatrywał się w sufit. A ładny był to sufit... W sumie czuł się zażenowany i lekko zawstydzony. Nie miał pojęcia, co powinien powiedzieć. I kiedy w jego głowie pojawił się obraz, na którym macają go te starsze typki, jego policzki zapłonęły. Szybkim ruchem zdjął buty i schował się pod kołdrą. Zwinięty w kłębek próbował odpędzić od siebie te myśli. Pierwszy dzień w nowej szkole i już wszystko potoczyło się nie tak, jak powinno. Gdy tak rozczulał się w posłaniu chłopaka, nagle usłyszał przyjemne dźwięki klawiszy keyboardu. Zaciekawiony odsłonił kawałek kołdry i rzucił okiem na miejsce, z którego ów odgłos się wydobywał. Tiago siedział na stołku i z wielką precyzją, ale zarazem lekkością i swobodą, przesuwał palce po klawiszach. Jakby robił to od zawsze, jakby instrument był jego nieodłączną częścią... Rudy patrzył na to z niedowierzaniem. Odrzucił kołdrę i siadł po turecku, po czym wyjął z kieszeni bloczek rysunkowy. Z rękawa zaciągniętej bluzy wyjął ołówek. Wolał tworzyć farbami, ale nie miał ich przy sobie. A scenę tą musiał uwiecznić. Tak, by potem mógł przenosić się do owego obrazu i bez końca słuchać tej pięknej muzyki... Szybkimi ruchami zaczął szkicować sylwetkę chłopaka, po czym wziął się za keyboard. Najbardziej skupił się na dłoniach. Chciał, aby zdawały się być w ruchu, a nie bezmyślnie wisieć w powietrzu. Pochylony nad bloczkiem rysował w skupieniu, wsłuchując się w dźwięki instrumentu. Rude kosmyki jego potarganych włosów opadały mu na czoło. Alan podpiął je spinką, nieświadomie robiąc z siebie uosobienie rudej słodyczy. Przygryzając wargi i mrużąc oczy, wykonał kilka ostatnich pociągnięć. Chwilę po tym Tiago przestał grać. Rudy schował bloczek i ołówek pod bluzę. Zebrał się w sobie i spojrzał nieśmiało na blondyna. I tak szybko spuścił wzrok...
- Em... No więc... Dziękuję za... - tu kompletnie się zaciął - za... Pomoc - dodał, nie mogąc przecisnąć przez swoje gardło słowa „gwałt".
Tiago spojrzał na niego, najwyraźniej zaciekawiony faktem, że Cycu raczył się odezwać.
- Nie ma sprawy - westchnął i skierował wzrok na duże okno i opadające z drzew liście.
Po upływie kilku sekund wstał i usiadł obok Rudego.
- Co tam rysowałeś? - powiedział, wskazując na bloczek ukryty pod jego bluzą.
Alan lekko się zarumienił. Ch**era, jak on to zauważył? Przecież grał, więc chyba musiał patrzeć na klawisze... Albo nie? Młody Scottland odwrócił wzrok.
- Nic takiego. Nie ważne... - odparł bez przekonania.
I zanim zdążył się zorientować, Tiago błyskawicznie zabrał mu bloczek rysunkowy.
- Nieeee! Oddaaaaaaj! - pisnął.
Szans na wyszarpanie bloczka nie miał żadnych, więc tylko schował się pod kołdrę, zażenowany. Tiago chyba nie spodziewał się ujrzeć tam samego siebie. Po chwili Rudy wychylił głowę spod pierzyny.
- Niesamowite... - mruknął blondyn, bardziej do samego siebie.
Alan uśmiechnął się, pokazując swoje białe kiełki.
- Naprawdę? Podoba ci się?! - niemalże wybuchnął entuzjazmem.
Chłopak lekko pokiwał głową, a wniebowzięty Rudy zabrał mu notatnik. Siadł na brzegu łóżka, tuż obok Tiago. Machał swoimi chudymi nóżkami w powietrzu. Palcem potarł ręce na rysunku, po czym odczekał kilka sekund. Po ich upływie narysowane dłonie zaczęły się poruszać, sunąc po keyboardzie. Gdy Rudy ponownie potarł kartkę, pojawiły się dokładnie odwzorowane dźwięki.

(Tiago?)

poniedziałek, 26 października 2015

Od Lucas'a cd Kingi

W momencie upadku złapałem dziewczynę, była nieprzytomna. Bardzo szybko głowa Kingi zrobiła się gorąca. Położyłem ją na łóżku i próbowałem zmniejszyć temperaturę. Dziewczyna nagle zaczęła się rozbierać i mówić językiem pijanych. Powstrzymywałem ją od rozbierania się i próbowałem uspokoić. Nagle dziewczyna zamknęła oczy, a cała woda z flakonów unosiła się do góry. Lekko przerażony przyglądałem się dokładnie wszystkiemu. Woda zebrała się w wielki wir wody, aż w końcu cała woda spadła na ziemię. Kindze spadła gorączka, a ja zacząłem badać strzałkę.
-Co ja tu robię pół naga? -Usłyszałem nagle zza siebie.
Nie odwracając wzroku z mikroskopu, którym badałem skład płynu odpowiedziałem na pytanie.
-Czyli jednak wraz się rozebrałaś mimo że cię zakrywałem.
-Ja nigdy bym się przy kimś nie ...
-To przez tą strzałkę, ten płyn w którym była moczona igła to trucizna. Pierwszym etapem jest skutek podobny do tego jak byś wypiła litr wódki i znajdowała się aktualnie na Saharze. Gorzej że wszystkich etapów jest tylko 4. A ja nie będę mógł odnaleźć antidotum i jednocześnie pilnować cię przed następnymi etapami.
- A może by tak ...

<Kinga?>

niedziela, 25 października 2015

Od Jonathan'a cd Edmunda

Przyznam, patrzenie na roześmianego, tańczącego blondyna był nie tyle co zabawny, co po prostu uroczy. Szczególnie, gdy dodatkowo nucił pod nosem piosenkę, zapewne samego króla Rock'and'Rolla- Elvis'a Presley'a. Rozbrajało mnie też to, że tańczył z mopem, którego... końce? Latały na wszystkie strony. Chłopak zauważył mnie niedługo po tym, widocznie piosenka w jego MP3 musiała już się skończyć. Widząc mnie, spalił buraka i czym prędzej wrócił do pracy, jakby chciał mi przekazać: "Zapomnij o tym co tu się działo!". Ja natomiast musiałem się odezwać, a po moich słowach Leroy zastygł w bezruchu.
- To ja powinienem być na miejscu tego mopa- w tym momencie wymierzyłem sobie mentalnego policzka. Moja głupota przekracza wszelkie granice. Jak mogłem powiedzieć takie coś? Przecież on mnie zaraz wyśmieje i znowu to ja będę na straconej pozycji. Postanowiłem przyjąć taktykę Edmunda i wróciłem do pracy. Udało mi się już wysprzątać kawałek sali na dole, więc chciałem sprawdzić jak radzi sobie Edmund, a potem to już doskonale wiemy co się stało.
Więc znowu zacząłem szorować mopem po ziemi, gdy nagle po pokoju zabrzmiała muzyka, szczotka, którą przed chwilą trzymałem w rękach wylądowała w kącie sali, a ja zostałem porwany do tańca przez blondyna. Przyznam, nie umiem tańczyć, ale udawało mu się jakoś mnie prowadzić. Jako iż jestem niezdarą, ciągle plątały mi się nogi, albo deptałem stopy wyższego, za co co chwila go przepraszałem. Jednak prawie cały czas się śmialiśmy z nas samych, nie zwracając uwagi na pot, który już zbierał się na naszych czołach, i na zmęczenie, które ujawniało się sapaniem z naszej strony. Pewnie gdyby ktoś z zewnątrz stanąłby przy drzwiach, myślałby, że się kochamy, a Presley służy nam jako zagłuszacz naszych jęków, krzyków i skrzypienia biurka nauczycielki, na którym blondyn brałby mnie całym sobą, szepcząc mi do ucha, czy wszystko dobrze i że jestem wspaniały... marzenia...
Chyba każdy wie, jak wygląda taniec do takiej muzyki, więc mogę szczędzić sobie szczegółów. Dopiero pod koniec wpadliśmy na pomysł, aby zrobić figurę z 'Dirty Dancing', tak dla jaj. Wiedziałem, że nie będzie to bezpieczne, szczególnie patrząc na odłamki szkła, na których mogłem w razie czego wylądować. Nie tyle co się bałem, co po prostu przeszedł mnie dreszczyk ekscytacji. Wziąć rozbieg, było łatwo. Reszta mojego życia zależała w tym momencie od blondyna. Przerażony zamknąłem oczy, ale ciepło rozchodzące się po moim ciele, przez jego palce na moich bokach, dało mi poczucie bezpieczeństwa i gdy otworzyłem oczy, rzeczywiście, byłem w górze, trzymany przez kogoś, komu w tym momencie byłbym w stanie oddać wszystko, byleby być blisko niego. Nie w sensie fizycznym.
Gdy chłopak opuścił mnie na ziemię, rzuciłem mu się na szyję i zadrżałem, gdy poczułem jego gorąc na swoim całym, wątłym ciałku. Dodatkowo jego dłonie powędrowały na moje biodra, by zacisnąć na nich palce tak mocno, że zapewne zostaną tam siniaki, wywołując u mnie długi, przepełniony rozkoszą jęk, który wydarł się z mojego gardła zupełnie przez przypadek. Chłopak widąc jak bardzo spięty jestem, zrobił noski-eskimoski, za co dziękowałem Bogu. Zdawało się jakby tego w ogóle nie usłyszał, bądź to zignorował. Był mi to winien, bo nie wypominałem mu jego wzwodu. Można powiedzieć, że byliśmy kwita. Jednak ja i tak przytulałem się do niego jeszcze przez dłuższy czas, nie mając ochoty przerywać naszego zbliżenia. Z pewnością zaraz zrobiłbym coś głupiego (czytaj: pocałowałbym go) ale w ostatniej chwili wycofałem się z tego zamiaru. Wątpię, by podobali mu się chłopcy, a poza tym jest z rodziny królewskiej no i... tak nie przystoi osobom o takim stanowisku! To znaczy, gdybym był synem jakiegoś króla, ale ja jestem zwykłym dzieckiem zrodzonym z płatku śniegu, a mój ojciec to chochlik. Nasi rodzice, poprawka, JEGO nie byliby zbytnio... pocieszeni faktem, że ich syn to gej, a dodatkowo spotyka się z... kimś takim jak ja. Speszony swoimi myślami, oderwałem się od blondyna i ze spuszczoną głową wróciłem do pracy. Chłopak zdawał się zdezorientowany, ale nic nie powiedział, tylko westchnął i także począł sprzątać. Nie zamieniliśmy już żadnego słowa, wręcz staraliśmy się unikać nawzajem. Po skończeniu, ruszyliśmy w dwie, zupełnie różne strony. Nie spotkaliśmy się już do końca dnia, widzieliśmy się, ale żadne z nas nie miało ochoty podejść i zagadać.

- Pokłóciliście się?- rankiem zbudził mnie irytujący głos irytującego gronostaja.
- Co?- moje zaspanie dało o sobie się we znaki, nie za bardzo jeszcze kontaktowałem tuż po przebudzeniu. Zwierzak natychmiast wskoczył na moją twarz i zdzielił mnie łapką po nosie. Zrezygnowany, wiedząc, że nie da mi spokoju, złapałem go za kark i ściągnąłem z siebie, by odłożyć go na biały, lakierowany stolik nocny.
- Pokłóciliście się?!- wrzasnął, na co tylko mruknąłem i pokręciłem głową- Nie spotykasz się z nim od czterech dni!
- Groco, to była tylko przelotna znajomość.
- O nie, nie, to nie była znajomość. Patrzyłeś na niego jak na Boga! Jakby był twoim panem!- założył łapki na piersi. Nie odpowiedziałem na to jakże idiotyczne i nie mające żadnego znaczenia, ani ziarna prawdy, stwierdzenie. Odkryłem swoje nagie ciało (tak, śpię bez bielizny) i poszedłem do biurka po telefon. Nie dostałem żadnej wiadomości, więc tylko zacząłem coś przeglądać, błądząc bez sensu po pokoju. Mieliśmy dzisiaj wolne od zajęć lekcyjnych, więc pozwoliłem sobie na poleniuchowanie. Gdy stałem na środku pokoju, zwrócony bokiem do drzwi, otworzyły się one niespodziewanie i zobaczyłem tam blondyna. Widząc mnie, chwycił mocniej klamkę, wszedł do środka i trzasnął o framugi, zamykając drzwi.
- Jonathan! Ubierz się!- jakim cudem jego głos jest tak piskliwy?! Nie robiło na mnie większego znaczenia to, że stoję przed nim jedynie w stroju Adama.
- ... Booo?- uniosłem wyżej brew, marszcząc przy tym nosek.
- Bo... jesteś nagi?!
- To mój pokój, mogę tu robić co chcę.
- Ale błagam! Ubierz się!- jego policzki zrobiły się czerwone.
- Czemu mam się ubierać? Może ty się rozbierz- fuknąłem, po czym chwyciłem pierwsze lepsze bokserki i leniwie naciągnąłem je na swój, jakże zgrabny i cudowny, tyłek.

(Eeeedziu?)

Witajcie!

A więc!

Nasza administratorka, pewnie jak wiecie, ma teraz dość dużo na głowie, co troszkę uniemożliwia jej częste dodawanie postów, czy postaci. No więc, wkraczam ja. Znacie mnie jako Jonathan, Jonasz, czy co to tam jeszcze.

A więc, od dzisiaj opowiadania możecie wysyłać do mnie. Pamiętajcie, opowiadania! Do dodawania postaci nie mam odpowiednich uprawnień!

Mój nick na howrse to: Qjonka

Mam nadzieję, że ten blog odżyje. Liczę na was moje parufki!

Z poważaniem
Jonathan "Jonasz" Frost
Qjonka

sobota, 17 października 2015

Od Mihrimah cd Lysander

Przyjrzałam się dokładnie dziewczynie. Była identyczna jak ja. Spojrzałam ma jej włosy. Siwe pasemko po wypadku z dzieciństwa. Takie samo jak moje.
-To ja- nie mogłam uwierzyć w to co zobaczyłam.
-Najwidoczniej- chłopak miał szeroko otwarte oczy i przyglądał się wszystkiemu dokładnie. Po chwili wróciliśmy do normalnej teraźniejszości. Oddałam mu naszyjnik.
-Jeśli to ja- słowa nie mogły mi przejść przez gardło- To moja przyszłość się zmieniała- zauważyłam przypominając sobie wizję z drzewa życia. Gdyż postać "przy ołtarzu" była starsza niż ja przy mojej "śmieci". Chłopak nieprzytomnym wzrokiem w podłogę. Zastanawiał się nad czymś.
-Ale czy to znaczy, że my będziemy razem?- zapytałam patrząc na Lysandra
<Lysnader? Taki miałeś pomysł, że ja nie mam pomysłu xdd>

Od Esther (do Samuela)

Spojrzałam na chłopaka leżącego na ziemi. Zwróciłam wzrok przed siebie, za murem znikali jacyś uczniowie naszej akademii. Znałam ich z widoku, byli jednymi z najpopularniejszych osób w naszej szkole. I jednocześnie największymi kanaliami. Mimo, że tak jak oni byłam po stronie zła, nienawidziłam ich z całej siły, chociaż także ich nie zdążyłam poznać. No... teoretycznie. To jeden z nich podstawił mi nogę, kiedy szłam przez korytarz. I to on później tego w jakiś sposób pożałował. Mimo, że nie miałam w zwyczaju pomagać ludziom, zaciągnęłam nieznajomego do mojego pokoju. Przyszło mi to z trudem, ale ostatecznie się udało. Wyjęłam wcześniej przygotowany olejek z lawendy i tymianku, po czym posmarowałam nim brzuch chłopaka. Był cały siny od ciosów, i przyrzekam, przez krótką chwilę zrobiło mi się go żal.
Wzięłam jedną z książek o ziołach i czytałam dość długo, aż przerwał mi to cichy jęk.
- Boli... - to był ów chłopak, leżał na moim łóżku, dotykając brzucha. Podeszłam do niego i spojrzałam z wymuszonym uśmiechem.
- Nie martw się, jesteś bezpieczny - powiedziałam słodkim głosikiem, pochylając się nad nim. - Otrzymałeś już ode mnie pomoc.
Spojrzał na mnie dziwacznie, po czym z trudem podniósł plecy i usiadł, opierając się o ścianę.
- Lepiej już się czujesz? - przechyliłam głowę, próbując sprawić wrażenie zmartwionej.

Samuel? :3

Od Tiago cd. Alana

Kolejna nudna lekcja. Nauka walki mieczem. Tym razem jednak wymyślili sobie zajęcia na dworze. Już od jakiegoś czasu trwała lekcja kiedy ktoś nagle przybiegł. Nawet nie zwróciłem na to uwagi. Spojrzałem tam dopiero wtedy kiedy usłyszałem nauczyciela mówiącego coś do mnie.
-Tiago, ćwiczysz z tym nowym. Pokaż mu co i jak.
Westchnąłem. Nie cieszyłem się tym, że musiałem zmienić partnera. Zresztą na kogo. Przecież on wygląda jak dziewczyna. Jestem niemal pewien, że nie potrafi walczyć mieczem. Z kwaśną miną opuściłem mojego dotychczasowego partnera. Rudowłosy chłopak podszedł do stojaka z mieczami. Wybrał jeden z tych cięższych. Ech… Masakra. Kiedy Anal, Alan czy jak mu tam dalej próbował utrzymać miecz załamałem się.
-Nie ten… Jesteś do niego za niski, wybierz lepiej wyważony… -mruknąłem zirytowany.
Chłopak spojrzał na mnie jakbym mówił do niego w innym języku. Wywróciłem oczami i westchnąłem.
-Ten powinien być w porządku -powiedziałem i podałem mu mniejszy i krótszy miecz.
Przez resztę zajęć coraz bardziej byłem zirytowany. Przecież rudy nawet nie potrafił odparować słabego ataku. Odetchnąłem kiedy zajęcia się skończyły. Na następnej lekcji strzelaliśmy z łuku. Nawet dobrze mi szło. Aż się zdziwiłem kiedy zobaczyłem, że rudowłosy chłopak nieźle sobie radzi. Kiedy skończyliśmy wszyscy skierowali się do stołówki. Nie byłem głody więc postanowiłem poczekać chwilę i pospacerować. Poszedłem szybko w stronę lasu. Nie minęło nawet 5 minut kiedy postanowiłem jednak wrócić do swojego pokoju. Szedłem w stronę akademii kiedy usłyszałem czyjąś… rozmowę?
-Eee? Decha? No nic, jakoś to przeżyjemy… -usłyszałem nieznany głos.
Trochę mnie to zaniepokoiło.
-P-p-puśćcie mnie… -kolejny głos, o wiele cichszy i skądś go kojarzyłem.
Przyspieszyłem kroku. Nagle zauważyłem jakiś trzech napakowanych chłopaków. Stali przy najprawdopodobniej jakieś osobie, którą przypierali do ściany. Przyjrzałem się dokładnie. Już wiem skąd kojarzyłem tamten głos! To ten nowy. Alan? Tak, chyba tak się nazywał. Wyraźnie widać było, że płakał, a w jego oczach można było zobaczyć czyste przerażenie. Co jak co ale miarka się przebrała kiedy skojarzyłem fakty i zrozumiałem co tu się dzieje. Byłem mega wkurzony. Tak, wiem, może i sam jestem dupkiem, ale to co oni zamierzają zrobić to cios poniżej pasa. Nie zwracając uwagi na konsekwencje moich czynów szybko pstryknąłem palcami, a wokół tamtych chłopaków zapanowała ciemność. To był impuls. Niemalże podbiegłem do nich i kiedy pierwszy z nich dostał pięścią w twarz zaczęli się rozglądać zdezorientowani. Uśmiechnąłem się wrednie. Uwielbiałem bójki. Po chwili drugi dostał tylko tym razem w brzuch. Mocno spanikowani i zdezorientowani szybko zaczęli uciekać w stronę akademii. Uspokoiłem powoli swój oddech. Odwróciłem się i spojrzałem na chłopaka. Siedział przy murku z głową „w kolanach” i cicho płakał. Pstryknąłem palcami, a wokół znowu zrobiło się jasno. Nie wiedziałem zbytnio co teraz zrobić. Zawsze to ja byłem tym, który powodował, że ktoś płacze itp. Niepewnie usiadłem obok chłopaka. Delikatnie przytuliłem go. Nie wiedziałem jak na to zareaguje. Zdziwiłem się kiedy chłopak wtulił się we mnie i zaczął wypłakiwać się w moją koszulkę. Byłem trochę zdezorientowany. Po chwili jednak zacząłem szeptać mu do ucha uspokajające słowa. Minęło trochę czasu zanim chłopak powoli przestawał płakać. Po chwili odsunąłem się i wstałem. Wyciągnąłem do niego rękę chcąc pomóc mu wstać. Jednak on tylko popatrzył na mnie ze strachem w oczach. Westchnąłem. Podszedłem bliżej i wziąłem go na ręce. Na początku trochę się wyrywał, ale kiedy zrozumiał, że nie mam zamiaru go puścić poddał się. Nie wiedziałem gdzie ma swój pokój więcej zaniosłem go do mojego. Położyłem go na łóżku, a sam usiadłem na krześle przy keyboardzie. Nie odzywał się ani nie ruszał. Patrzył się tylko tępo na sufit. Westchnąłem. Nie wiedząc co dalej mam robić po prostu odwróciłem się przodem do instrumentu i zacząłem grać…

<Alan??>

Od Kingi cd Tiago

W moich oczach było widać wielkie zdziwienie, gdy Tiago ze spokojem przegonił potwora.
- Dziękuję - Powiedziałam, gdy wstawałam.
- Taa, nie ma za co, teraz spadam
- Poczekaj !
- Czego jeszcze chcesz?
Do ręki daję mu lilie (niebieską)
- Ona pozwoli ci na spełnienie jednego życzenia, to jest w podzięce.
- Dobra, dzięki.
Wraz ze swoim deimone stanęłam plecami do jeziora i plecami nuciłam się do wody robiąc duży plusk. Przed zniknięciem w głębiny wody zobaczyłam twarz Tiago spoglądającą ze zdziwieniem
<Tiago, sorki za to że krótkie>.

Od Kingi cd Lucas

- Ja jestem z magicznego i jestem Kinga.
- A więc powiesz mi co się stało?
- Ehh to są sprawy rodzinne, długo by gadać.
- Nie martw się możesz mi powiedzieć, nie jestem typem papli.
- Po prostu, ojciec chce mnie zabić.
- Za co chce cię zabić?
- Nie ważne - Mówię kierując się w stronę drzwi.
Nagle chłopak swoją mocą zamyka mi przed nosem drzwi i przygważdża mnie do ściany.
- Puść mnie, natychmiast !
- Nie dopóki mi wszystkiego nie wytłumaczysz.
- Puszczaj !!! - Zaczęłam się wiercić i krzyczeć, gdy tylko zobaczyłam jakąś czarną postać za otwartym oknem.
Nagle mężczyzna zaczął strzelać strzałkami. Popchnęłam Lucasa, a strzałka trafiła we mnie. Cień szybko znikł, jednak Lucas patrzył na mnie tak jakby się martwił.
Przed oczami rozmazywał mi się obraz i robiło mi się bardzo ciepło. Jak pijana podeszłam do chłopaka i dosłownie przed nim upadłam na ziemie. Gdy się obudziłam leżałam na łóżku. Lucach chyba badał strzałkę, a mi było coraz bardziej gorąco. Jednak zauważyłam że jestem pół naga po czym szybko przykryłam się kołdrą.
- Co ja tu robię pół naga?
< Lucas>

Od Kingi cd Samuela

Po rozmowie z Tiago ruszyłam w stronę akademi. Nagle z zza szkoły wyszli jacyś dość nie sympatyczni z widoku kolesie, śmiejąc się. Czułam że coś musieli zrobić i akurat nie wróżyło to nic dobrego. Spokojnie poszłam w kierunku miejsca z którego wychodzili. Chwilę rozglądałam się po terenie i w końcu zauważyłam ... Tiago? I w dodatku nieprzytomnego. Szybko pobiegłam do chłopaka wyjmując z torby wodę i chusteczkę. Przy dokładniejszym przyjżeniu się zauważyłam że to jednak nie Tiago, ale i tak chciałam mu pomóc, chwile posiedziałam przy nim wycierając jego czoło mokrą chusteczką. Zajmowałam się chłopakiem do czasu, gdy się ocknie. W pewnej chwili oczy mężczyzny się otworzyły, a ja od razu zaczełam:
- Hey lepiej się czujesz?
- Troche lepiej dzięki, a tak wogóle kim jesteś?
- To teraz nie istotne, dasz rade wstać?
-W sumie mogę spróbować, ale wszystko mnie boli.
- Pomogę ci wstać, ale najpierw możesz mi powiedzieć swoje imię?
- Jestem Samuel.
Pomogłam chłopakowi wstać i zaprowadziłam do swojego pokoju. Wziełam z szuflady tabletki przeciwbólowe i opatrzyłam Samuela.
- Ja się przedstawiłem, a ty jak się nazywasz?
- Jestem Kinga i jestem córką Księżniczki wody i Księcia natury, a kto jest twoim rodzicem?
<Samuel>

Od Live cd Colna

Wyszłam z jadalni i udała się do lasu. Wlazłam na drzewo. Mimo, że byłam z wydziału magicznego i że dorastałam na lodowej pustyni, czasem ją opuszczałam i uczyłam się łucznictwa u wuja. Zobaczyłam, że pod drzewem na którym siedzę, usiadł Colin. Ruszyłam się i gałęzie się złamały. Chłopak spojrzał na mnie. Zaczęłam uciekać, on biegł za mną. Zeskoczyłam z drzew i biegłam na ziemi. Wbiegłam do małej chatki, gdzie miałam strój. Założyłam go i wzięłam łuk. Wlazłam na drzewo i zawołałam Colina. Napięłam strzałę.

http://7-themes.com/data_images/out/26/6857022-archer-wallpaper.jpg

- Co ty...?!
- Muszę... - powiedziałam.
- Co?
- Matka... zniszczy wszystko co kocham! Nie mogę kochać nic!
- Co? Ty...
- Nie chodzi konkretnie o ciebie. Nie mogę...
Napięłam strzałę, strzeliłam i odwróciłam wzrok.



Colin

wtorek, 13 października 2015

Od Lucas'a

Gdyby nie słowa mojego ojca, nie było by mnie tu- Pomyślałem
Przed tym jak zniknął kazał mi się uczyć korzystać z mocy. Pfff uważa mnie za jakiegoś tumana czy co? Umiem perfekcyjnie używać mocy podczas walk- Zastanawiałem się podążając w strone swojego przyszłego pokoju.
Będąc już prawie przed swoim pokojem zauważyłem płaczącą w rogu blondynkę. Spojrzałem na nią i podeszłem.
-Co się stało, młoda?
-Co? Nie, nic- Odpowiedziała spoglądając na mnie, miała piękne oczy
-Przecież widzę że coś sie stało.
-To nie twoja sprawa!
Dziewczyna szybko uciekła, a ja postanowiłem wrócić do pokoju.
Wieczorem wszystkie światła zgasły, a ja usłyszałem krzyk dziewczyny na korytarzu. Wyrwałem się do drzwi, a tam ta sama dziewczyna biegnąca korytarzem. Przed kimś uciekała, więc szybko ją złapałem i pociągnąłem do swojego pokoju, ręke kładąc na jej ustach. Chwilę tak postaliśmy, w końcu puściłem dziewczynę.
-Sądzę że to coś poważnego, więc nie puszczę cię stąd dopóki mi nie wyjaśnisz czemu ktoś cię gonił i czemu płakałaś.
-Dobrze tylko nikt ma się o tym nie dowiedzieć rozumiesz?
-Bardzo dobrze i wyraźnie, a przy okazji jestem Lucas Ezra Wan-Kenobi i jestem z wydziału wojowniczego
-Ja jestem z magicznego i jestem ...
<Blondynka Kinga odpiszesz?>

Od Alexa cd Jessici

Przyglądaliśmy się sobie przez dłużniczą chwilę aż w pewnym momencie słowa wystrzeliły z moich ust
- Ale ty na prawdę nie wiesz jakie mam zdolności ??
- Skąd miałabym wiedzieć skoro jeszcze nigdy nie spotkałam wiedźmina
- No ale są o nas książki, legendy, pieśni, bajki a ty nie wiesz nic ??
- Nom tak jakoś wyszło... mam nadzieje że opowiesz mi co nieco o swojej naturze i wogule ?? - Popatrzyłem się na dziewczynę z uśmiechem zobaczyłem że jej oczy błagają mnie żebym coś o sobie opowiedział
- No oki tylko nie patrz się tak na mnie takim smutnym wzrokiem... oki to pół opowiem a pół pokażę zdarzasz się ??
- Tak jak ci wygodnie
- Dobrze to potrafię rozpoznać każdą roślinę, zwierzę bez wyżycia wzroku. Potrafię odszukać jaką osobę bez żadnych czarów po prostu wiedźmińskie zmysły i tak słyszałem że czy młody czy stary w każdym wieku wiedźmin jest dobry w łóżku... ale tylko tak słyszałem ale nie praktykowałem - zaśmiałem się do dziewczyny a dziewczyna do mnie
- He he ciekawe te twoje umiejętności a pokażesz mi coś ??
- Tak pewnie - zacząłem pokazywać wszystkie sztuki walk wszystkie sztuczki magiczne i wymieniłem wszystkie rośliny co ona wskazała
- Niezły jesteś i inteligentny ale jedno mnie dziwi jaki wiedźmin był najbardziej znany ??
- Moim zdaniem najbardziej znany jest Vesemir to jest najstarszy z żyjących wiedźminów a po nim Geralt z Rivi chyba znasz go co nie ??
< Jessica dokończ >

Od Samuela

Stałem z walizką w ręku i Tytusem na ramieniu. Oczywiście rodzice zostawili mnie tu samego od razu po tym jak tu dotarliśmy. Westchnąłem i rozejrzałem się niepewnie w około. Czyli to tu miałem spędzić najbliższy czas. To tu podobnież ma się zacząć moje „nowe życie”. Ech… Pożyjemy zobaczymy. Westchnąłem, policzyłem do dziesięciu i wszedłem do budynku. Na szczęście szybko dowiedziałem się co i jak. Po chwili byłem już u siebie w pokoju. Wyciągając z walizki jedynie torbę, do której wrzuciłem telefon i książkę, którą zacząłem ostatnio czytać i wyszedłem się przejść. Szedłem korytarzem kiedy nagle ktoś przyparł mnie do ściany. Szybko spojrzałem spanikowany na tą osobę. O nie… Tiago. On od zawsze mnie niemal nienawidził.
-Co ty tu robisz? -warknął.
-J-ja… r-rodzice p-postanowili m-mnie t-tu przepisać… p-po o-ostatnich z-zdarzeniach -wyszeptałem jąkając się.
-Powiem ci tyle. Spróbuj się wtrącać się w moje sprawy Cwelu to gorzko tego pożałujesz. A teraz spadaj stąd Fajtłapo.
Popchnął mnie w bok. Upadłem na ziemię. Jak najszybciej podniosłem się i ruszyłem przed siebie trzymając się kurczowo paska od torby. Dlaczego nie możemy być jak inne rodzeństwa? Przecież jesteśmy bliźniakami, a podobnież właśnie takie osoby są ze sobą bardziej zżyte… Dlaczego on musi mnie tak nienawidzić? Westchnąłem. Po chwili znalazłem się na zewnątrz. Usiadłem pod pierwszym lepszym drzewem i ściągnąłem torbę z ramienia. Wyjąłem z niej książkę. Otworzyłem na odpowiedniej stronie i całkowicie pochłonął mnie świat z lektury. Kiedy w końcu się oderwałem od czytania wyjąłem telefon. Sprawdziłem godzinę. Kurczę. Muszę się zbierać. Spakowałem wszystko znowu do torby. Wstałem, otrzepałem spodnie i ruszyłem w stronę akademii. Nagle kiedy byłem już przy drzwiach zostałem pociągnięty do tyłu i zaciągnięty gdzieś dalej. Po chwili stałem przy ścianie o wokół mnie stało trzech chłopaków. Nie znałem ich i nie wiedziałem czego mogą chcieć. Przecież chyba raczej niczym im się nie naraziłem. Dopiero co przyjechałem! Spojrzałem na nich z niepokojem.
-Ooo… Kogo my tu mamy? Czyżby to nie nasz kochany Samuel? -zaczął jeden ze złośliwym uśmiechem.
-S-skąd z-znasz m-moje i-imię? -zapytałem jąkając się znowu.
-Och… Może kojarzysz Sam'a, James'a i Greg'a?
O nie… Znam ich i to nawet za dobrze… To właśnie przez nich zmieniłem szkołę.
-Nie odpowiadasz czyli pewnie tak… A więc są to nasi dobrzy znajomi… dostaliśmy trochę informacji o tobie…
Wzdrygnąłem się słysząc te słowa.
-I wiesz… nie zamierzamy tutaj tolerować takich jak ty… możesz już żałować, że się przeniosłeś.
Nagle poczułem mocne uderzenie w brzuch. Upadłem na ziemię trzymając się za brzuch i kuląc. Po chwili nastąpiła kolejna fala uderzeń. Kiedy w końcu przestali i odeszli śmiejąc się, nie mogłem się ruszyć. Po moich policzkach zaczęły płynąć łzy. Zaczęło mi się robić ciemno przed oczami. Ostatnim to zarejestrowałem były czyjeś kroki. Dalej już nic nie pamiętam…

Ktoś?

Od Lysandra cd Mihrimah

- Tak, oczywiście - Odpowiedziałem radośnie
- A co to za zwierze?
- Puma, tylko że czarna.
- Czyli też z rodziny kotowatych, super.
Podszedłem bliżej do dziewczyny i wyszeptałem do ucha:
- Chcesz spojrzeć do mojej przyszłości?
- Umiesz to zrobić?
- Jestem bratem potom-czyni tronu, trochę skupienia i da się wszystko zrobić. W szczególności, gdy ma się medalion który cię przenosi, do czyjejś przyszłości.
- A ty nic nie będziesz czuł?
- Będę, ale nauczyłem się kontrolować emocje, które mi towarzyszą w czasie patrzenia w swoją przyszłość.
- Napewno?
- Tak, powiedziałem dając do rąk naszyjnik.
http://img.szafa.pl/ubrania/0/012070604/1349022374/naszyjnik-z-oko-smoka.jpg
Dziewczyna założyła medalion, a ja wziąłem jej rękę na swoje serce.
W mgnieniu oka pojawiliśmy się w lesie, gdzie widać było walkę pomiędzy mną, a moją siostrą. Nagle pojawiła się jakaś dziewczyna w czarnym kapturze, wyglądała identycznie jak Mihrimah. Zaprała moją rękę i uratowała mnie przed ciosem który miała mi zadać siostra i po którym miałem umrzeć.
- Czekaj wcześniej nie było czegoś takiego. Wcześniej ... Kinga mnie zabiła, i byłem starszy.
Zmienił się czas na starszy gdzieś tak o 6 lat dalej. Na moich oczach zobaczyłem jak ... żenię się? Ale dziwne było to z dziewczyną która mnie uratowała.
- Ta dziewczyna jest podobna do mnie? Czy mi się zdaje?
Ucichłem będąc w największym zdziwieniu.
<Mihrimah, jak chcesz to możesz dopisać jeszcze czy cię uratowałem przed śmiercią no i czy dowiem się czy to ty będziesz moją żoną default smiley :d wiem jestem powalony>

Od Alana (od Tiago)

Od Alana do Tiago

W pokoju panowała grobowa cisza. Co jakiś czas przerywał ją delikatny szum drzew zza otwartego okna bądź skrzypienie wielkiego łoża. Drobny chłopak o bladej karnacji i rudych włosach spał, otulony puchową kołdrą. Jego oddech był nad wyraz spokojny, a on sam lekko uśmiechnięty. Nie spał od kilku dni, zajęty sprawami związanymi z przeprowadzką i wypełnianiem akademickich papierów. Teraz mógł to sobie nadrobić... A przynajmniej tak mu się wydawało. Chwile słodkiego lenistwa przerwało mu pukanie do drzwi. Alan postarał się je zignorować, ale dźwięk był coraz bardziej natarczywy. Otworzył jedno piwne oko i westchnął cicho. Nie chciało mu się wstawać z ciepłego łóżka... Zrezygnowany wygramolił się z rozgrzanej pościeli, uważając, by nie obudzić śpiącego jeszcze, rudego kota Tadzia. Skrzywił się nieznacznie, widząc, w jakim stanie znajduje się jego pokój. Wszędzie walały się nierozpakowane pudła, sztalugi i pędzle. Poprzedniego dnia Rudy pierwsze co zrobił, to namalował widok zza swojego okna. Niezwykle piękny widok... Chłopak uważając, żeby na nic nie nadepnąć, poszedł w kierunku drzwi. Otworzył je niezdarnie, a do środka natychmiast wtargnęła okrągła kobieta w średnim wieku, o długich blond włosach i zarzuconych na nosie, czarnych, staromodnych okularach. Już miała coś powiedzieć, a wnioskując po jej minie, nie było to nic miłego, ale zamilkła, obrzucając Alana krytycznym spojrzeniem.
- Książę Scottland? - zapytała jakby niedowierzając - Hmm... Numery pokoju się zgadzają, piętro też... - dodała, grzebiąc w skórzanej teczce.
Rudy patrzył na nią zaspanym, nieprzytomnym wzrokiem. I nagle go olśniło. Spojrzał w wiszące na ścianie lustro i niemal się przewrócił. Jego twarz, ręce i klatka piersiowa były umazane w zielonej farbie, której wczoraj używał, włosy sterczały mu na wszystkie strony, a w dodatku miał na sobie jedynie bokserki. Bokserki w małe kocie pyszczki... Nic dziwnego, że kobieta uznała go za kogoś innego.
- Tak, to ja... - mruknął swoim dziecięcym, zaspanym głosem.
Kobieta poprawiła okulary i sięgnęła po jeden z licznych papierów w teczce.
- Tu masz swój rozkład zajęć. Dziś zaczynasz o 10 i pierwszą masz sztukę walki mieczem, potem bronią dowolną i naukę maskowania się w terenie. Nie spóźnij się.
Żwawym krokiem wyszła z pokoju, zostawiając osłupiałego Rudego samego.
- ...o dziesiątej? - wydukał.
Zegarek wskazywał dziewiąta pięćdziesiąt jeden.
~ * ~
Przez akademicki korytarz gnała postać w za dużej, czarnej bluzie. Pędziła ona na łeb na szyję, co chwila patrząc na zegarek. Szykowanie się zajęło Rudemu dobre dziesięć minut, a w dodatku nie miał pojęcia, gdzie odbywają się zajęcia. Tak więc młody Scottland penetrował akademię w poszukiwaniu pomocy. W końcu jedna ze sprzątaczek się nad nim ulitowała. Miała około sześćdziesięciorga lat, co było widać po jej zmarszczonej i zmęczonej pracą twarzy. Wytłumaczyła mu, gdzie zazwyczaj są zajęcia walki. Jak później się okazało, tego dnia grupa trenowała w terenie. Przecudownie, prawda? Skończyło się na tym, że Rudy był zmuszony latać po akademickich lasach w poszukiwaniu swojej klasy... I gdy wreszcie ją znalazł, był spóźniony o całe 25 minut. Wszedł na polanę w środku starego lasu. Oczywiście wszyscy byli już w trakcie ćwiczeń...
- Eeee... Ten tego... Przepraszam za spóźnienie?-wymamrotał niepewnie.
Wszyscy jak na komendę przestali ćwiczyć. Dźwięk obijanej stali ucichł gwałtownie... Śniady mężczyzna przerwał wykrzykiwanie poleceń i spojrzał na Alana.
-Masz czelność, panienko, przychodzić w środku lekcji?! - warknął - Hmm... Nigdy cię tu nie widziałem...
Rudy skulił się w sobie jeszcze bardziej. Czuł, jak inni przewiercają go wzrokiem pełnym pogardy i kpiny.
- Bo... Jestem tu dopiero od wczoraj... Nazywam się Alan Scottland i jestem 100% chłopakiem... - wydukał z naciskiem na ostatnie słowo.
Nauczyciel westchnął z irytacją. Machnął ręką w kierunku stojaków z mieczami.
- Doprawdy? Nie powiedziałbym... Tym razem ci się upiekło... Idź po broń-powiedział - Tiago, ćwiczysz z tym nowym. Pokaż mu co i jak - dodał po chwili, zwracając się do wysokiego, ciemnego blondyna.
Ten chyba nie był zbytnio zadowolony. Z kwaśną minom opuścił swojego dotychczasowego partnera. Rudy podszedł do stojaka i sięgnął po pierwszy lepszy miecz. Był strasznie ciężki, niemal go upuścił. Blondyn chyba przeżył totalną załamkę...
- Nie ten... Jesteś do niego za niski, wybierz lepiej wyważony... - mruknął.
Równie dobrze mógł mówić do niego po chińsku... Alan spojrzał na niego jak na wariata.
- Ten powinien być w porządku - powiedział mniemany Tiago i podał mu mniejszy i krótszy miecz.
Rzeczywiście, był on jakby lżejszy i poręczniejszy. Cóż, i tak Rudy ledwo go trzymał... Po rozpoczęciu ćwiczeń stał się jeszcze większym obiektem śmiechu. Ciął nierówno, a miecz ciągnął go ku ziemi. Nie potrafił porządnie odparować słabego ataku, w dodatku blondyn był od niego znacznie wyższy... Z ulgą przyjął informację o zakończeniu treningu. Gdy odpoczywał sobie pod drzewkiem, podszedł do niego jakiś napakowany typ.
- Czyżby panienka się zmęczyła? Lepiej idź do kuchni i pomóż w obieraniu ziemniaków, o ile posługiwanie się takim ostrzem też cię nie przerośnie... - zarechotał.
Rudy zignorował jego zaczepkę. Zresztą jak zwykle... W spokoju czekał na sygnał do końca przerwy. Po chwili cała grupa przeniosła się na większą polanę. Nadszedł czas na trening broni dowolnej. Nauczyciel wydawał się całkiem w porządku... Jak się okazało, dziś mieli naukę posługiwania się łukiem. No, przynajmniej ucieszyło to Rudego... Z tą bronią radził sobie całkiem dobrze. Ćwiczyli przez godzinę. Oprócz niego całkiem nieźle radził sobie Tiago i jakaś dziewczyna. Swoją drogą, Alan przyłapał się na tym, że wciąż ukradkiem przygląda się blondynowi. Miał ładną budowę ramion... A szczególnie ładnie wyglądał podczas napinania cięciwy. Rudy stwierdził, że dziś koniecznie musi namalować ten widok. Zajęcia z maskowania się w terenie przebiegły bez większych przeszkód, nie licząc docinek typu „z tym ogniskiem na łbie, to cię nawet w nocy zobaczą „... Trenerka była raczej spokojna i miła... Po skończeniu lekcji wszyscy skierowali się do stołówki. Alan wolał poczekać, aż tłumy znikną, aby uniknąć konfrontacji z jakimś pakerem. Tak więc chwilę później z zaciągniętymi na dłoniach rękawami bluzy maszerował w stronę akademiku. I jak się później okazało, to był zły pomysł. Przed boczną bramą stało trzech starszych, wyższych i napakowanych chłopaków. Rudy spróbował ich ominąć, ale mu się nie udało.
- E, Marchewka, a ty gdzie się wybierasz? Nawet się nie przywitasz? - usłyszał.
Jeden z nich złapał Alana za rękę i wykręcił ją boleśnie, po czym przygwoździł go do ściany.
- Trochę szacunku okaż, jasne, kurwo?! - warknął, przy okazji plując we wszystkie możliwe kierunki.
- Dawaj portfel panienko... - powiedział drugi.
Znowu pomylono Rudego z kobietą... Jak zwykle zresztą.
- Nie mam przy sobie pieniędzy... - odparł cicho.
Cała trójka zaśmiała się głośno.
- Doprawdy? I co my teraz z tobą złociutka poczniemy? - zachichotał jeden - Chłopaki, jak myślicie, na dole też jest ruda?
Opryszki obdarzyli się rozbawionymi spojrzeniami.
- Zróbmy przysługę wszystkim ciekawym i sprawdźmy... - powiedział największy z nich.
Alan spróbował się wyrwać, ale napastnicy skutecznie go unieruchomili. Ręka przywódcy bandy powędrowała pod jego koszulkę.
- Eee? Decha? No nic, jakoś to przeżyjemy...
Rudy szarpnął się jeszcze raz, a po jego policzkach spłynęły łzy.
- P-p-puśćcie mnie... - wydukał, już płacząc.
I wtedy usłyszał czyjeś miarowe kroki...

<Tiago? Ocalisz Rudego od haniebnego gwałtu?>

Od Esther cd Mihrimah

Ta akademia to jedyne i ostatnie miejsce, w jakim mogę przebywać. Czuję na sobie ciekawskie spojrzenia uczniów, wskazujących na mnie palcami. Co mówią? "Ej, patrz na tą młodą"? "Stary, co ona tu robi?"? Czasem mam dosyć i najchętniej zamieszkałabym w lesie, ale wolę pójść na łatwiznę. Tutaj mam mieszkanie, wyżywienie i ogólnie wszystko, dlatego na razie nie zamierzam opuszczać tego miejsca. No, chyba że sami mnie wywalą, w co jednak szczerze wątpię. Tu jest za dużo ludzi złych, tak jak ja, więc raczej nikt nie zwróci uwagi na taką (niby) uroczą dziewczynkę. Wstałam z ławki na środku korytarza i wzięłam mój tornister. Był strasznie lekki, bo tutaj raczej nie mamy podręczników, jak w zwykłych szkołach. Trzymam w nim raczej moje własne książki, które chcę przeczytać. Uniosłam wzrok i zobaczyłam idącego wprost na mnie chłopaka. Stanęłam gwałtownie, nie wiedząc, o co chodzi, ale zaraz znów ruszyłam. I stało się. Chłopak, na oko osiemnastoletni, podstawił mi nogę. Wszystkie moje książki poleciały w powietrze, lądując z hukiem parę metrów dalej. Leżałam plackiem na ziemi, patrząc złowrogo na chłopaka. Wszyscy, którzy to widzieli, ryknęli śmiechem.
I co wówczas zrobiłam? Krzyknęłam. Krzyknęłam bardzo głośno, bardzo piskliwie i bardzo długo. Zebrani aż zatkali uszy. Wreszcie znalazłam ujście buzujących we mnie emocji. Teraz każdy na holu był cicho jak mysz pod miotłą, a ja pozbierałam książki i włożyłam je do torby. Bezszelestnie podniosłam się z podłogi i skręciłam w korytarzyk prowadzący do kwater.
Zemszczę się, stary. Obiecuję.
Przez nieuwagę wpadłam z impetem na jakąś całkiem ładną dziewczynę. Nie wiem, czy wiedziała o tamtym zajściu, ale w każdym razie próbując zachować pozory, przeprosiłam ją.

Mihrimah? :3

Od Colina cd Livie

Uśmiechnąłem się pod nosem i kontynuowałem jedzenie, jednak podobnie jak chyba większość uczniów odłożyłem talerz po kilku minutach. Wstałem i powolnym krokiem skierowałem się w stronę mojego pokoju. Wkroczyłem do niego, nawet nie rozglądając się wokoło. Stanąłem na samym środku pomieszczenia i dopiero teraz ogarnąłem sytuację.
Po co tu wszedłem?
Obróciłem się na pięcie i opuściłem pokój, zamykając uprzednio drzwi. Spojrzałem na korytarz, wszędzie gdzieś byli jacyś uczniowie. Jedni szybkim krokiem maszerowali do wyjścia z budynku, zapewne spóźnieni na lekcje, inni zaś stali, przyglądając się obrazom. Dołączyłem do tych drugich, ale po chwili uświadomiłem sobie, że i tak oglądałem te obrazy już wiele razy. Wyszedłem więc na świeże powietrze i poszedłem do parku. Słońce prażyło, niebo bezchmurne, a w parku zaledwie kilka osób. Tutaj jednak także nie znalazłem swojego miejsca, więc skierowałem się w stronę lasu. Tu nie docierało tak wiele światła słonecznego, ale na pewno było świeższe, leśne powietrze. Usiadłem na kamieniu, podnosząc szyszkę i obracając ją w palcach. Nagle na nogi postawił mnie trzask łamanych gałęzi, więc szybko podniosłem wzrok. Livie.

Livie?

Od Tiago cd. Kingi

Kiedy dziewczyna w końcu wyszła z mojego pokoju nadal wrzał we mnie gniew. Postanowiłem, że pójdę się przejść aby się choć trochę uspokoić.
-Bloody idziesz ze mną? -zapytałem.
-Nie chce mi się -mruknęłam.
-Jak tam chcesz. Twoja sprawa. Zamykam cię na klucz.
Jak powiedziałem tak zrobiłem. Byłem można powiedzieć, wszędzie i nigdzie. Łaziłem tu i tam próbując się uspokoić. Kiedy w końcu zaczął mnie opuszczać gniew oczywiście znowu coś musiało się stać. Znowu ona. Byłem przy jakimś jeziorku i spoglądałem na dziewczynę. Siedziała opierając się o drzewo z wyciągniętym sztyletem do przodu. Przed nią stała chimera. Nie zwracając uwagi na stworzenie podszedłem do dziewczyny. Nie dziwcie się... Tam gdzie się wychowałem chimery są na porządku dziennym. Spojrzałem na Kingę.
-Co ty tu robisz? -zapytała.
-Aktualnie? Stoję i zastanawiam się czy ci pomóc czy nie -zaśmiałem się gorzko.
-No wiesz... Choć raz mógłbyś być miły i mi pomóc.
-Czy ja jestem pieprzonym rycerzem? -warknąłem.
-No nie...
-Właśnie -przerwałem jej. - Ale masz szczęście... Pomogę ci...
Podszedłem do Chimery i popatrzyłem się jej w oczy. Zacząłem z nią rozmawiać w myślach każąc się wynosić. Po chwili nie było śladu po stworzeniu.
-Gotowe -mruknąłem.

Kinga?

Od Tiago cd Jessici

Ech... Czyli przyszła po kota... Mam pomysł! Czas udowodnić Bloody, że nie jestem aspołeczny!
-Chyba powinienem cię przeprosić- dyskretnie zerknąłem na swojego deimona.
-Za to że się niby wkradłam a ty mnie wywaliłeś czy za to że chciałeś napuścić geparda na mojego kota? A może za to że jesteś nie gościnny? - spytała głaszcząc mruczącą kotkę.
Popatrzyłem się na nią z obojętną miną. W tej chwili miałem mieszane uczucia. Jednocześnie nadal chciałem udowodnić Bloody, że nie jestem aspołeczny, ale w tym samym czasie chciałem jak najszybciej pozbyć się dziewczyny z mojego życia. Miałem wątpliwości czy nadal chcę być "miły". Patrzyłem się pustym wzrokiem w ścianę dalej się zastanawiając co teraz zrobić. Nagle Jessica zaczęła mi machać ręką przed twarzą.
-Halo! Ziemia do Tiago!
-Co? A, tak... Zamyśliłem się -ocknąłem się z moich przemyśleń.
-To co? Odpowiesz mi na moje pytanie?
-Ech... Jedyne za co chcę cię przerosić to za to, że chciałem napuścić geparda na twojego kota... To wszystko...

Jessica?

UWAGA

W związku z moim napiętym grafikiem będę szukała drugiego administratora bloga. Proszę o napisania imienia postaci chętnych potem odbędzie się głosowanie... 

sobota, 10 października 2015

Nie znasz składu powietrza, którym oddychasz. To powietrze... Cię zabija

Alan Scottland

Zadziwiające, że czasem nie potrafimy dostrzec tego, co mamy przed nosem.

Lucas Ezra Wan-Kenobi

 

Od Livie cd Jonathan'a

Patrzyłam na niego osłupiała. Jak on w ogóle może tak mówić! Nie jestem dobra i nigdy nie będę! Zanim wyszedł powiedziałam jeszcze.
- Wiesz czemu nie chcę być dobra? Czemu tak trzymam się matki?
On odwróciła się i podszedł do mojego łóżka. Usiadł i słuchał.
- Jest jedną z najgorszych postaci na świecie. Jest przebiegła, sprytna, bezlitosna, okrutna, podstępna... - zacisnęłam pięści - Zawsze stawia na swoim. Nie cofa się przed niebezpieczeństwem, nie waha się przed popełnieniem czegoś złego...
Oczy zaczęły mi się szklić od łez, który... nie zamrażałam.
- Nie waha się pozbawić cię ostatniej nadziei, ostatniego uśmiechu, sensu życia... osoby dla której oddałbyś wszystko, za to, że tak łatwo potrafi zrobić z kogoś marionetkę, kazać temu komuś robić i mówić coś, co zrani inną osobę, a... a potem... się tej marionetki pozbyć!
Na słowo "pozbyć" walnęłam ręką w stolik. Od uderzenia zaczęły się rozchodzić fale lodu.
- Czemu tak mówisz? - spytał.
- Nie zawsze byłam taka jaka jestem teraz.
- To znaczy?
- Rok temu byłam szczęśliwa z moim chłopakiem, ale... matka zmanipulowała go, by mnie oczerniał i zostawił. Jednak, gdy dowiedział się, że ona kłamie, było za późno... był w jej sali, przy je tronie... Wpadłam do komnaty i biegłam do nich, on chciał do mnie, ale...matka dotknęła go swoim berłem i zamroziła, zmieniła w lodowy posąg. A a potem owy posąg... rozbiła. Nie miała wyrzutów sumienia, że zabiła człowieka, że zniszczyła swojej córce radość życia. A dlaczego? - od teraz głos brzmiał mi jak u jadowitej żmii - By wychować mnie na swoje podobieństwo.
Wstałam i poszłam do garderoby, a po chwili wróciłam i pokazałam mu "prawo" matki zapisane na lodowej tablicy.

"Bądź wredna i wyrachowana, cwana i cyniczna! Bądź fałszywa i dwulicowa, okrutna i bezlitosna! Nie wahaj się, rób co trzeba! Nie miej przyjaciół, bądź samotna! Tylko tak można zdobyć szacunek na tym zatrutym świecie!"

Po przeczytaniu oddał mi tablicę. Odezwał się.
- ...


Jonathan

Od Livie cd Chrisa

Spojrzałam na niego z pode łba.
- Za co ją podziwiam pytasz? Za to, że jest jedną z najgorszych postaci na świecie. Jest przebiegła, sprytna, bezlitosna, okrutna, podstępna... - wymieniając cechy matki zacisnęłam pięści, które zaczęły zamarzać. - Zawsze stawia na swoim. Nie cofa się przed niebezpieczeństwem, nie waha się przed popełnieniem czegoś złego...
Do oczu napłynęły mi łzy, a spływając po policzkach, zamarzały i spadały na stół. Głos mi drżał. Chris to zauważył, bo podszedł i usiadł obok mnie.
- Nie waha się pozbawić cię ostatniej nadziei, ostatniego uśmiechu, sensu życia... osoby dla której oddałbyś wszystko, za to, że tak łatwo potrafi zrobić z kogoś marionetkę, kazać temu komuś robić i mówić coś, co zrani inną osobę, a... a potem... się tej marionetki pozbyć!
Pomieszczenie momentalnie pokrył lód. Okna zaszedł szron, a na suficie pojawił się lodowy obraz mojej matki. Dlaczego tak mówiłam? Bo to przeżyłam. Rok temu byłam szczęśliwa z moim chłopakiem, ale... matka zmanipulowała go, by mnie oczerniał i zostawił. Jednak, gdy dowiedział się, że ona kłamie, było za późno... był w jej sali, przy je tronie... Wpadłam do komnaty i biegłam do nich, on chciał do mnie, ale...matka dotknęła go swoim berłem i zamroziła, zmieniła w lodowy posąg. Potem owy posąg... rozbiła. Wstałam i ruszyłam do wyjścia, ale Chris mnie zatrzymał.
- Chcesz taka być? - spytał z dziwnym współczuciem w głosie.
- Złym nie jest się z wyboru Chris, to narzucają nam rodzice i ich historie.
- Nie musisz podążać śladem matki.
- Nie chcę skończyć jak owa kukiełka Chris... nie chcę roztrzaskać się na tysiące kawałeczków. Nie chcę skończyć jak Harry...
Łzy zaczęły lecieć jeszcze mocniej. Wyrwałam się z jego uścisku i wybiegłam z sali. Pewnie teraz moja matka tam wparuje i opowie mu historię Harry'ego...


Chris

Od Livie cd Colin

Poszłam na stołówkę. Wzięłam kurczaka i gotowane warzywa. Podeszłam do Colina.
- Mogę się przysiąść? - zapytałam bez emocji. On spojrzał na całą stołówkę po czym skinął głową, bym usiadła. Zabrałam się do jedzenia... a właściwie do grzebania w jedzeniu. Nie byłam głodna. Chłopak patrzył na mnie.
- Colin Pevensie - podał mi rękę. - A ty?
Wytrzeszczyłam oczy ze zdumienia. Przecież moja matka wtedy... porwała JEGO ojca! Edmunda Pevensie! Spojrzałam na chłopaka. Uścisnęłam jego rękę. Nie wiedzieć czemu... ufałam mu.
- Liv Rooney.
- Powiesz mi coś o sobie?
- A z jakiej racji?
- To ja zacznę. Mam 19 lat, jestem po dobrej stronie, a moim rodzicem jest Edmund Pevensie. Jestem następcą tronu Narnii. Jestem tajemniczy, rzadko się uśmiecham. Wydział wojowniczy. A ty?
- 19 lat, następczyni tronu, jestem samotniczką, wydział magiczny wystarczy? - nie chciałam wspominać o matce i złej stronie.
- A rodzic? Strona? - no i musiał spytać!
- Cóż... zgaduj. Niebieskie stroje, blond włosy, blada skóra, jasne oczy i cera, odporność na zimno, lodowate napoje, zamrożone serce... coś świta?
- Córka... - nie umiał tego wydusić. - ...
- Królowej Śniegu, strona zła.
Chłopak odsunął się ode mnie.
- Złym jest się z wyboru.
To powiedziawszy, spojrzał na mnie. Lekko się uśmiechnął.
- Dobrym też.
Wstałam i ruszyłam do wyjścia.


Colin

Od Jonathana cd Edmunda

Cała "bitwa" na mikstury była zabawna. Jedyne co mnie zasmuciło i nieco speszyło, to fakt iż ja popsikałem blondyna odrobiną mleka, a on rozbił na mojej głowie całą butelkę płynu. Dało się jednak przeżyć, a szczególnie widok chłopaka, gdy go przyduszałem. Przypadkowo nacisnąłem mocniej na jego krocze, ale widocznie pewne potrzeby dały o sobie się we znaki, bo mina Edmunda wyjaśniała "Więcej niż tysiąc słów".
Od razu po lekcji skierowałem się do pokoju z zamiarem umycia się i zmienienia mokrej bluzy i koszuli. Nieczęsto myłem włosy w ciągu dnia... miałem na to piętnaście minut. Zazwyczaj ogarniałem sę w 45-60 minut, ale czasem trzeba się spiąć. Prawie nigdy nie myłem się w ciągu dnia, zawsze robiłem to na wieczór, a moje włosy schły przez noc.
Groco gadał do mnie, gdy pochylałem się nad brodzikiem w samych spodniach, lejąc wodę na głowę.
- I na co ci to było? Widzisz? Teraz jesteś cały brudny i walisz mlekiem- prychnął wspinając się na półkę z żelami do włosów.
- Przesadzasz Gronku- zakręciłem kran i sięgnąłem po swój szampon o zapachu cytrynowym... zielone jabłuszko mi się już dawno skończyło...
- Wcale nie. Ale miałem rację.
- Niby w czym?
- Podoba ci się.
- Nie?- sam nie wiem czemu mój ton głosu był wyższy i bardziej piskliwy o kilka poziomów. Zachowywałem się jak jakaś przyłapana na kochaniu się w kimś czternastolatka, co wcale nie było prawdą.
- Gdyby ci się nie podobał, to nie zaczynałbyś go zaczepiać.
- Daj już sobie spokój- w tym momencie rozpocząłem spłukiwanie włosów. Dźwięk lecącej wody skutecznie zagłuszały namolnego gryzonia, który dalej mówił swoje życiowe mądrości.
Suszenie włosów nie było możliwe, szczególnie, że zapomniałem suszarki, albo po prostu już zdążyła się gdzieś zapodziać. Bardzo prawdopodobne były obie opcje. Ubrałem się więc i wyszedłem z mokrą głową, w której latała mi myśl: "Samo się wysuszy z czasem". Oczywiście miałem na sobie swoje czarne rurki z dziurą na lewym kolanie, luźny, biały tank-top, który skutecznie odkrywał moje wąskie ramiona oraz część mojej zapadniętej klatki piersiowej. Wyjątkowo na nogi założyłem czarne Vansy. Nie zwracając uwagi na przyklejone do mojego czoła, mokre włosy, które przykuwały uwagę dziewczyn, jak i chłopców, wyjąłem swój IPhone, po czym zacząłem przeglądać Twitter'a. Nie było tam nic, co zbytnio by mnie zainteresowało, więc schowałem go szybciej, niż wyciągnąłem, do przedniej kieszeni swoich- jakże okrutnie ciasnych- spodni.
Mojej uwadze nie umknęło też to, że grupka dziewczyn z jakąś brunetką na czele, zrobiła mi kilka zdjęć, po czym zaczęły chichotać i piszczeć. Zareagowałem na to tylko uśmiechem i ruszyłem dalej. Postanowiłem znaleźć Edmunda, aby przypomnieć mu, że musimy iść do dyrektora. Znając moje szczęście, było to prawie niemożliwe. Po obszukaniu dolnego piętra, wręcz wybiegłem, na dwór, widząc za rogiem korytarza, znanego mi i nie lubianego przeze mnie goryla. Byleby być jak najdalej od niego. Byleby mnie nie zauważył.
Kto by pomyślał, że Edmund czaił się, a raczej spał, właśnie tam pod jednym z drzew. Pewnie w lato dawałoby cień, ale aktualnie nie zapowiada się na to, żeby słońce przestało być przysłaniane przez chmury. Najciszej jak się dało podszedłem do niego i ułożyłem się koło niego, tak, by patrzeć na jego spokojną twarz. Widząc, że na jego policzki spada kilka kosmyków, złocistych włosów, zagarnąłem je za ucho Leroy'a jednym, zwinnym ruchem. Jego twarz, która dotąc była wykrzywiona w błogim uśmiechu, skrzywiła się nieco, by zaraz wrócić do poprzedniego stanu. Zaśmiałem się w duchu i przejechałem kciukiem po jego dłoni, po czym splotłem nasze palce razem. Moje były o wiele chudsze i dłuższe niż chłopaka. Widocznie jednak zrobiłem to zbyt energicznie, bo zaraz się wybudził, wyrywając przy tym, nieświadomie, dłoń z mojego uścisku.
- Jona, głupku!- zawył, patrząc na zegarek w swoim telefonie- Nie zasnąłem nawet na siedem minut!
- No i?- chłopak jeszcze ani razu na mnie nie spojrzał. Był oburzony tym, że go obudziłem? Nie chciałem...
- Nie ma sensu znowu zasypiać... to czego chcia...- gdy podniósł na mnie wzrok, momentalnie zamilkł, wpatrując się w moją osobę. Przelatywał spojrzeniem od mojej mokrej głowy, przystając na chwilę dłużej przy kroczu, aż do moich butów. Otworzył delikatnie usta jednakże nic, a nic nie powiedział. Zamiast tego wydał z siebie przeciągłe: "Eee". Z ustawienia jego głowy, mogłem wywnioskować, ż centrum jego uwagi zajmują teraz mokre strąki moich włosów, które poprzyklejały się do mojego czoła. Wnioskować, bo chłopak, jak zwykle, miał na nosie okulary przeciwsłoneczne. Czemu je nosi? Wstydzi się tego co jest pod nimi?
- Edmund, powinniśmy iść do dyrektora, pamiętasz?- na to tylko fuknął.
- Gdybyś nie polał mnie mlekiem, teraz mógłbym sobie spokojnie spać!- ton jego głosu nie był za miły i melodyjny, jak zawsze.
- O Jezu, nie znasz się na żartach. A twoja reakcja była głupia. Kto rozbija komuś fiolkę na głowie?!- pisnąłem, łapiąc się za nią, bo niestety, dalej mnie bolała. Oczywiście moje szczęście, pozwoliło, by nie wszystkie odłamki szkła wypadły z moich włosów, przez co zaraz miałem pokaleczoną dłoń. Cicho przekląłem i wyrzuciłem go na trawę, sycząc i patrząc na ranę, z której powoli zaczynała płynąć wąska strużka krwi. Za chwilę ją zmroziłem i powróciłem wzrokiem na blondyna, którego dolna warga była przygryziona. Po chwili wstałem, ustawiając się tym samym tyłem do chłopaka. Spojrzałem na niego przez ramię, bo usłyszałem świst powietrza. Ujrzałem czerwoną twarz chłopaka i...
- Edmund, skąd ten namiot?- kiwnąłem znacząco na jego krocze, na co on tylko się skulił, byleby to jak najbardziej zakryć- Ach. Ludzie mają rację. Nie powinienem nosić takich spodni, które tylko dodatkowo uwydatniają mój zaj*bisty tyłek- podparłem biodra dłońmi i zaśmiałem się cicho. Stwierdziłem jednak, że powinniśmy iść już do dyrektora, chociaż patrząc na Edmunda, wątpię by był to dobry pomysł...
Oblizałem wargi i kolejny raz westchnąłem. Siedzieliśmy w gabinecie od dobrych dziesięciu minut. Tak, zatrzymał nas na lekcję... wszystko byłoby OK, gdyby nie fakt, że już wszystko wyjaśniliśmy i mamy tylko tam posprzątać, a oni zajmą się naczyniami, a on gadał właśnie o swoim jakże znanym, bardzo cenionym alkoholu, którego recepturę przekazują sobie z pokolenia na pokolenie. Spoglądałem kątem oka na blondyna, którego też przyłapywałem na gapieniu się na mnie. W pewnym momencie zacząłem się śmiać, sam do końca nie wiem z czego, za co dyrektor spiorunował mnie wzrokiem. Od razu zamilkłem, jednakże dalej patrzyłem na Edmunda. Lubiłem jego widok i jego towarzystwo. Był miły i nie zwiał przede mną bojąc się tego, że go zamrożę. Postanowiłem nie wypominać mu jego erekcji, bo każdemu się zdarza. Co prawda, to prawda, zrobiło mi się miło, że sprawiam, że komuś... "staje". Jednak powiedzmy sobie szczerze. Jestem okrutną cnotką i nie chcę, aby taka sytuacja się powtarzała... trudno mi się do tego przyznać, ale nigdy przez te 21 lat nikogo nie pocałowałem, nie miałem partnerki, ani partnera i dalej jestem prawiczkiem. Teraz macie czas na śmianie się ze mnie, proszę bardzo...
Na kolejnych lekcjach Edmund dalej ze mną siedział, co mnie zdziwiło. Myślałem, że nie będzie już chciał mieć ze mną do czynienia i raczej mnie spławi. Problem się zaczął, gdy przed lekcją magii, podszedł do niego, młody, dobrze zbudowany, przystojny brunet, który spytał, czy chłopak nie zechce z nim usiąść. Byłem pewien, że z radością powie: "Jasne!" Po czym podrepta za mężczyzną, który z łatwością wślizgnąłby się do świata mody. W rzeczywistości, blondyn powiedział:
- Nie, dzięki, ale mam już z kim siedzieć- po tych słowach uśmiechnął się do chłopaka i automatycznie spojrzał na mnie. Kiedy zostałem przez niego przyłapany na patrzeniu na nich, spuściłem wzrok i spaliłem buraka... kto by pomyślał, o tym, co będzie się działo, gdy będziemy sprzątać salę z resztek eliksirów...

(Edek, masz pole do popisu... ;-; )

Od Hope cd Tiago

-Kochany, nie znasz mnie, więc nie mów do mnie złotko i hmm wybieram żadne-uśmiechnęłam się szeroko-nie będziesz mi życia układał, co mam robić-powiedziałam nadal wyszczerzona, gdy nagle przyleciała Ashlynn i unieruchomiła gepardzice-czy ty naprawdę myślisz, że jestem małą słodką niewinną dziewczynką, która jest bezsilna? Mylisz się, i nawet nie wiesz jak bardzo...-powiedziałam wyrywając się i zmieniając na niewidzialną, lecz teraz tak, aby żadna moc nie mogła mnie zobaczyć, gdyż zmieniłam się w niewidzialną x2 z eliksirem niewidzialności, więc chłopak nie ma szans
Odbiegłam z Ashlynn do pokoju... Usiadłam sobie na łóżku, a Ashlynn obok mnie się położyła...
-Było blisko-powiedziałam patrząc na mnie z wyrzutem-powinnaś trochę przystopować-mruknęła
-Oj dobra, dobra, przecież dobrze wiesz, że nie dam rady przestać-uśmiechnęłam się i przytuliłam się do niej
Wyjęłam gitarę i mikrofon, ponownie siadając obok Ashlynn... Zaczęłam śpiewać, nawet nie wiem czemu, tak jakoś dusza chciała... "po tej piosence wyjmę sobie keyboard i zacznę grać coś innego...

<Tiago?>

Od Mihrimah cd Lysandra

-Masz jakieś zwierzątko?- zapytał
-Tak- odpowiedziałam- Panterę Śnieżną, nazywa się Toppu- dodałam otwierając drzwi do pokoju. Gdy tylko otarłam drzwi Toppu stanęła przede mną i zawarczała na Lysandra przyglądającego się zwierzęciu.
-Spokojnie- szepnęłam do pantery- To przyjaciel- dodałam głaszcząc zwierzę po głowie i wpuszczając chłopaka do pokoju.
-Masz ciekawy pokój- powiedział chłopak przyglądając się zdjęciom rodzinnym poustawianych na szafkach. Podeszłam do jednej z szafek i wzięłam do ręki moje zdjęcie z tatą. Przetarłam ręką kurz.
-Dużo dla mnie znaczą- powiedziałam odstawiając zdjęcie na miejsce i patrząc na Toppu, która wdrapała się na szafę i przyglądała każdemu ruchowi Lysandra.
-A ty masz jakieś zwierzę?- zainteresowałam się.
<Lysander?>

Ja się nie przyzwyczajam. Nigdy i do niczego. Kiedy się przyzwyczajasz, to jakbyś umierał.

Samuel Darkness 

Nie mogę żyć bez mego życia! Nie mogę żyć bez mojej duszy!

Esther Coleman

piątek, 9 października 2015

Od Lysandra cd Mihrimah

Dziewczyna przytuliła się do mnie, a ja zarumieniony zrobiłem to samo. Później poszedłem do swojego po kilka rzeczy, oczywiście z Mihrimah. Gdy już zabrałem najważniejsze przedmioty to zauważyłem jak dziewczyna patrzy na jeden z moich rysunków które zawiesiłem przed biurkiem.
- To ty rysowałeś?- Zapytała się wskazując na rysunek
http://s9.flog.pl/media/foto/6155710_upadly-aniol.jpg
- Tak, podoba ci się?
- Tak, to ty na tym rysunku?
- Nie, to jest akurat mój ojciec, który odszedł od matki, gdy tylko dowiedział się że mam się narodzić.
- Przykro mi ...
- Nie ma czego - przerwałem - Idziemy?
- Tak chodźmy.
Gdy już byliśmy przed pokojem dziewczyny usłyszałem jak coś warczy za drzwiami.
- Masz jakieś zwierzątko? - Zapytałem
<Mihrimah>

Od Kingi cd Tiago

Tuż przed odejściem odrzekłam:
- Mam nadzieje że mi kiedyś wybaczysz ... jak zrozumiesz - I upuściłam na ziemię origami z wiadomością w środku.
http://zsobobowa.cba.pl/joomla/images/stories/2008/kawasaki.jpg

Niczym woda zniknęłam przed oknem. Chłopak odwrócił się i zobaczył tylko powiewającą firankę i otwarte okno. Dalej nie wiem co robił, a ja ruszyłam w stronę gdzie rosną niebieskie orchidee. Nazywałam te miejsce jeziorem zmian. Czasem przychodzę tutaj grać na skrzypcach, ale tym razem był mały problem. Na tym terenie znajdowała się teraz ... Chimera?
http://33.media.tumblr.com/5111e512aac7192d53cf6bf957ab6cec/tumblr_inline_n0a7u1beLY1s2vv7d.png
Gorsze było to że mnie zauważyła. Zaczęłam się cofać i wyjęłam swój zatruty sztylet. Przyznam że bardzo się wystraszyłam, gdy stwór zaczął biec w moją stronę. Zaczęłam sterować krwią bestii. Nic z tego chimera była zbyt wielka i zdołała mnie odepchnąć z wielką siłą. Uderzyłam plecami w drzewo, nie mogłam wstać. A stwór patrzył się na mnie i kierował się w moją stronę. Trzymając w ręku sztylet modliłam się, aby dał mi spokój. W pewnej chwili zauważyłam idącego Tiago. Przyznam że bardzo mnie zdziwił jego widok. Podszedł do mnie, a ja zapytałam się:
- Co ty tu robisz?
... <Tiago>

Wiadomość 
Zdjęcia dodam dopiero kiesy będę miała laptopa 

Od Jessici cd Alex

-ach , wiedźmińskie zmysły, rozumiem- chyba. Ale tego nie dodałam. Zauważyłam że mi się przygląda. Zapadła między nami krępująca cicha. - kim są twoi rodzice?- nie mogłam wymyślić nic lepszego. Niestety chłopak wolałby nie poruszać tego tematu. Zaczęłam iść przed siebie. Kiedy Alex mnie dogonił dodałam
- nie musisz odpowiadać.
- szczerze nawet nie wiem.- chłopak wydawał się zamyślony.
- Nigdy nie chciałeś się tego dowiedzieć? Zresztą nie ważne- ech dziewczyno weź się ogarnij i powstrzymaj tą ciekawość bo znowu zostaniesz sama. Napomniałam się. W sumie nic dziwnego że wszyscy woleli trzymać się ode mnie jak najdalej.
- a twoi? - no tak teraz kolej na mnie.
- Kapitan Jack Sparrrow.
- nie najlepiej się dogadujecie?- zaśmiałam się bez cienia wesołości.
- mało powiedziane. W sumie mogło być gorzej. - czy naprawdę nie ma lepszych tematów do gadania? pomyślałam. Ale w sumie to ja zaczęłam. - co jeszcze potrafisz?- spytałam, chłopak spojrzał na mnie zdziwiony.
- nie rozumiem.
- no po za łamaniem drzew, zmianą wyglądu?- Alex nie był wstanie powstrzymać uśmiechu co było zaraźliwe.
< no to co Alex>

czwartek, 8 października 2015

Od Alexa cd Jessici

Popatrzyłem się na dziewczynę patrzyliśmy się na siebie przez chwilę uśmiechnąłem się i odpowiedziałem
- Po złej... a ty ?? - patrzyłem się na nią z tym moim dziwnym uśmiechem
- Ja też jeśli mogę się spytać jaki masz wydział i w jakiej hierarchii jesteś ?? - Oderwałem od niej wzrok popatrzyłem się na deimona kucnąłem i zacząłem go głaskać.
- Nie lubię gadać o sobie ale dla ciebie zrobię wyjątek bo ciebie polubiłem nie jesteś tak jak inne dziewczyny masz to coś w sobie ale nie wiem co.
- Dzięki też nie wiem co jest we mnie takiego przyciągającego.
- Ja też nie wiem oki tak zboczyliśmy z tematu... jestem z wydziału magicznego a jak się na pewno domyśliłaś jestem wiedźminem - Popatrzyłem się na dziewczynę z uśmiechem. Dziewczyna popatrzyła się na mnie z dziwieniem
- Nie nie wiedziałam a dlaczego tak sądzisz ?? - Kobieta zapytała się mnie a ja patrząc się na nią odpowiedziałem jej
- Jesteś przecież wojowniczką musisz rozpoznawać rożnych ludzi ale się nie dziwię że się nie skapnąłeś bo nie mam złotych oczu i białych włosów... hehe da się to załzawić - przejechałem ręką po twarzy i po włosach. Oczy stały się złote i niczym jak u kota a włosy białe jak śnieg. Dziewczyna patrzyła się na mnie z wielkim zdziwieniem
- Tak teraz widzę ale jednego nie rozumiem dla czego nie masz złotych oczu i włosów na co dzień ??
- Wiesz jakie to utrapienie jest dla wiedźmina że wytykają go palcami i twierdzą że chce wyłudzić od biednych obywateli pieniądze albo co w najgorszym przypadku kobietę w obroty i zostawiają ją i do przodu w świat - miałem nadzieje że dziewczyna zrozumie co mam na myśli
- Jeszcze jedno pytanie dla czego wiesz że jestem wojowniczką ??
- Dziewczyno wiedźmińskie zmysły moja droga wiedźmińskie zmysły - uśmiechnąłem się do dziewczyny patrząc się w jej niebiesko, zielone oczy i nie mogłem ich oderwać.
Dokończ ??

Od Tiago cd Hope

Siedziałem sobie spokojnie w pokoju nikomu nie wadząc ze słuchawkami na uszach. Jednak oczywiście komuś musiało się nudzić. Nawet nie wiem kiedy, ale tylko drzwi się lekko otworzyły, a w następnym momencie cały mój pokój był ośnieżony. O nie! Tak się bawić nie będziemy! Szybko ściągnąłem słuchawki z uszu i wyjrzałem na korytarz. Niestety nikogo tam nie zauważyłem. Ech… Potem dowiem się kto to zrobił. Teraz muszę pomyśleć jak usunąć ten cały śnieg z pokoju. Westchnąłem.
-Idź do kogoś z wydziału magicznego. Jeżeli pierwszy raz będziesz chociaż trochę miły to może pomoże ci ktoś i albo da jakiś eliksir, który usunie ten śnieg albo zna jakieś zaklęcie ewentualnie można trafi ci się osoba, która panuje nad ogniem -usłyszałem nagle głos Bloody.
Spojrzałem na nią i zmrużyłem oczy.
-Hm… W sumie nie aż taki głupi pomysł -mruknąłem. -Idziesz ze mną czy zostajesz?
-No ba, że idę.
Wyszedłem z pokoju i zacząłem poszukiwać kogoś z wydziału magicznego. Znalazłem jakąś dziewczynę, która dała mi eliksir. Nawet nie pamiętam jak miała na imię. W każdym bądź razie już po chwili nie było nawet śladu po śniegu. Uśmiechnąłem się, ale zaraz spoważniałem. Czas iść się dowiedzieć z kogo taki dowcipniś. Jako pierwsi przyszli mi na myśl Livie i Jonathan. W końcu to ich rodzice są związani ze śniegiem itp. Zamknąłem pokój na klucz i ruszyłem najpierw do Livie. Oczywiście, dopiero teraz przypomniałem sobie, że nie wiem jaki ma pokój. Ruszyłem przez korytarz. W końcu zaczepiłem jakiegoś chłopaka. Livie mieszkała w 8, a Jonathan w 16. Szybkim krokiem poszedłem w tamtą stronę. Stanąłem przed drzwiami i zapukałem. Po chwili ukazała mi się postać dziewczyny. Nie chcąc się cackać zapytałem prosto z mostu.
-To tobie się nudziło i zaśnieżyłaś mi cały pokój? -warknąłem.
-Co? Nie, to nie ja… Chociaż wiesz, niezły pomysł… -mówiła dalej, ale przestałem jej słuchać.
Odwróciłem się na pięcie i poszedłem przed siebie. Tym razem moim celem był pokój numer 16. Stanąłem przed drzwiami i zapukałem. Niemal natychmiastowo wyłonił się ze środka chłopak z niebieskim włosami.
-Może to tobie się nudziło i zaśnieżyłeś mi pokój? -zapytałem.
-Yyy… Nie?
-Aha -mruknąłem tylko i już mnie nie było.
Teraz już na serio nie miałem pomysłu kto to mógł być. Westchnąłem i postanowiłem pójść się przewietrzyć. Szedłem pomiędzy jakimiś drzewami kiedy moje szczęście znowu się odezwało. Nagle przed mną roztrzaskała się jakaś fiolka z eliksirem. Ziemia zamieniła się w lud, a ja wyłożyłem się jak długi. Jednak zanim upadłem zdążyłem zauważyć dziewczynę, a może kota, która momentalnie zrobiła się niewidzialna. Nie byłem pewien. Teraz już wiedziałem, że to ta sama osoba, która zaśnieżyła mój pokój. No cóż. Czas pokazać kolejną z moich mocy. Pstryknąłem palcami. Wokół mnie i drzewa zrobiło się momentalnie ciemno, a ja ujrzałem zarys postać. No tak. Pewnie nie wspomniałem. W ciemności mogę zobaczyć dosłownie wszystko i wszystkich, nawet jeżeli ktoś jest niewidzialny. Żeby osoba nie zdążyła mi uciec wyszeptałem na ucho Bloody mój plan. W jednej chwili gepardzica wspinała się po drzewie, a w drugiej kot, który w locie zamienił się w dziewczynę leżał na ziemi, a Bloody przytrzymywała ją aby nie uciekła. Wstałem i powoli aby się nie wywrócić podszedłem do niej. Spojrzałem w oczy dziewczyny. Po chwili pociągnąłem ją do góry za ramiona i zacząłem iść przed siebie przy okazji ciągnąc dziewczynę. W międzyczasie jeszcze szybko pstryknąłem palcami i znowu zrobiło się jasno. Po chwili przygwoździłem dziewczynę do najbliższego drzewa.
-Dobrze złotko, to teraz masz dwa wyjścia. Albo pójdziesz zaraz ze mną i grzecznie naprawisz wszystkie szkody albo nie będziesz miała życia w tym akademiku. Uwierz mi. Nie chcesz mieć we mnie wroga, szczególnie, że moim ojciec jest Król Mroku albo jak wolisz Pan Ciemności, a matką Królowa Snów. To co? Którą opcję wybierasz? Ja osobiście polecam tą pierwszą -warknąłem.

Hope?

Od Edmunda cd Jonathan'a

Następny dzień nie zaczął się specjalnie. Wstałem, ubrałem się i wykonałem wszystkie niezbędne czynności, a nawet zdążyłem powtórzyć sobie co nieco z materiału, który mieliśmy wtedy przerabiać. Lubiłem być zawsze o krok do przodu, by nie musieć zawsze słuchać na lekcjach. Poszedłem na śniadanie, na którym, o dziwo, nie spotkałem niebieskowłosego chłopaka. Po posiłku udałem się na pierwszą lekcję, którą były eliksiry i usiadłem w ławce z niebieskowłosym, bo przecież mu to obiecałem i słowa miałem zamiar dotrzymać. W końcu nauczycielka raczyła sprawdzić listę obecności. Ciągnęło się to dziwnie w nieskończoność, ale po chwili zostało wyczytane imię " Jonathan Frost ". Nazwisko było mi baaardzo dobrze znane nie tylko ze słyszenia, ale też miałem okazję parę razy w życiu spotkać się z " Panem Mrozem ", ale nie rozmawiałem z nim, ponieważ... jakoś niezbyt chciałem mu się pokazywać ze względu na swój żywioł, którego on mógł nie tolerować. Zawsze wtedy znikałem gdzieś... nie raz przesiadywałem całe dnie w ogrodzie lub swojej komnacie, by mieć jakąś wymówkę. Więc... znałem, słyszałem i... o mało nie dostałem zawału kiedy się okazało, że posiadaczem godności jest nie kto inny jak sam niebieskowłosy jegomość siedzący na krześle obok. Być może moja mama cieszyłaby się z faktu, że zadaję się z synem jej przyjaciela, ale czy koniecznie ojciec Jonathan'a chciałby, aby jemu synowi groziło niebezpieczeństwo ze strony mojego żywiołu? Chciałem zagadać w tej sprawie do chłopaka, ale kiedy zacząłem to nie mogłem skończyć. Jakoś tak dziwnie by było spytać się go " Ej... Jonathan? Czy my aby na pewno możemy ze sobą rozmawiać i siedzieć obok siebie? ". Dlatego też w połowie urwałem i dałem sobie spokój, ale nie dane mi było zaznać długo owego spokoju, ponieważ nasza wykładowczyni też zauważyła istotną różnicę pomiędzy mną, a niebieskowłosym i zaraz po przeczytaniu mojego nazwiska zwróciła nam na to uwagę. Nie miałem zamiaru jednak słuchać się jej i pokazywać, że nie potrafię zapanować nad swoim żywiołem, ani też obronić się przed cudzym. Starałem się jej to delikatnie okazać, co ona odczytała wręcz doskonale i nie musiałem się nią dłużej zajmować. Jonathan jednak przejął się tym, co zauważyłem po jego zachowaniu... drżących dłoniach i spuszczonej głowie. Nie wiedziałem czemu się tak zestresował. Dopuszczałem do siebie fakt, że ktoś może się czepiać o to, że siedzę z chłopakiem, który ma zupełnie odmienny żywioł niż ja, ale wiedziałem też, że mam w sobie trochę tego lodowego żywiołu, dlatego nie było możliwe, abyśmy sobie nawzajem zrobili wiele krzywdy. Owszem... przeważa u mnie ogień, ale tego lodu też mam w sobie trochę, więc... co tu dłużej rozmyślać? Moja natura sama sobie przeczy i przywykłem do tego. Miałem wielką ochotę pocieszyć mojego nowego znajomego, ponieważ nie widziałem powodu, dla którego musiał się tak denerwować, ale nie długo po tym jak owy pomysł wpadł mi do głowy, na ławce pojawiły się naczynia laboratoryjne, których spodziewałem się na tamtejszej lekcji. Jonathan przez to całe zdenerwowanie przestraszył się kiedy przyrządy pojawiły się na naszej ławce. Monotonia tłumaczenia sprawiła, że na chwilę sobie przysnąłem, ale nikt tego nie zauważył dzięki moim wspaniałym okularom, których nie zdjąłem na prośbę nauczycielki. Takie miałem upodobanie w ubiorze. Mój niebieskowłosy kolega nie nosił butów, a ja nosiłem zawsze okulary przeciwsłoneczne... taka była moja specyfika, z którą musieli się wszyscy pogodzić. Kiedy kątem ucha usłyszałem, że mamy przejść do zajęć praktycznych rozbudziłem się niechętnie i zacząłem się z tym wszystkim bawić, ale po chwili zorientowałem się, że to ma być praca w parach, więc... musiałem znaleźć zajęcie Jonathan'owi. Kazałem mu dodać do wywaru mleka alpaki, ale się okazało, że nie potrafił nawet rozróżnić mleka alpaki od mleka skoczka północnego. To jedna z podstaw, którą musiał opanować nawet najsłabszy uczeń. Mimo to nie miałem zamiaru czepiać się go o to, ponieważ mógł być gorszy z eliksirów, a lepszy na przykład w magii. Śmieszne było jak nie potrafił nawet trzymać odpowiednio pipety co oczywiście tak mnie drażniło, że musiałem go poprawić. Chłopak wtedy zwrócił uwagę na fakt, że go nie poparzyłem tym razem na co ogromnie się speszyłem i odsunąłem dłonie od jego chłodnych i delikatnych paluszków, które dotknięte przez osobę o normalnej temperaturze ciała zostały by uznane za wyjątkowo zimne. Stwierdziłem, że najlepiej będzie, jeśli zrobię wszystko sam. Zależało mi na tym, aby eliksir nie był idealny. Dlaczego? Bo gdyby przyszło co do czego to umiałbym zrobić idealny eliksir, a wtedy nie należało dawać żadnych podejrzeń. Ja taki nielegalny.
Po niedługiej chwili, kiedy już kończyłem usłyszałem ciche mruknięcie z moim imieniem. Odwróciłem się w stronę mojego sąsiada i co? Oberwałem od niego mlekiem w twarz... MLEKIEM! MLEKO równa się dla zboczuchów SPERMA. Szczerze? Myślałem, że spalę tego skurczybyka na wiór. Żyłka na moim czole drżała dosyć wyraźnie, a słysząc za sobą szepty i chichoty dostałem jakiegoś obłędu. Chwyciłem pierwszą lepszą butelkę, którą miałem pod rękę i rozwaliłem ją na głowie chłopaka. Okazało się, że było to mleko skoczka północnego, które rozlało się po całych włosach i twarzy chłopaka... krwi ani śladu, ale kilka kawałków szkła mieniło się w jego włosach. Po chwili cała jego szyja i bluza były w białym płynie i to było... seksowne... poniekąd. Jakby dopiero co ktoś się na niego spuścił. I jeszcze ten rumieniec... bosz... oczoplons w moich oczach.
-Ty... - złapał kolejną probówkę z sokiem z bluszczu i rzucił nią we mnie, ale ja w porę zrobiłem unik głową w tył przez co ktoś za mną oberwał jaskrawo zielonym płynem. Potem ta osoba rzuciła w John'a czymś różowym na co chłopak zrobił unik i oberwała dziewczyna będąca za nim. I ona próbowała rzucić w niebieskowłosego, ale oberwał ktoś stojący za nami. Tak się wszystko rozkręciło i nagle wszyscy zaczęli nawalać się naczyniami z różnymi zawartościami. Nikt zbytnio nie ucierpiał nie licząc drobnych draśnięć od szkła. Ja schowałem się pod biurkiem próbując zetrzeć ubraniem mleko z twarzy co mi się po części udało. Zaraz też schował się Jonathan, który o dziwo... nie oberwał już niczym więcej. Skoczył na mnie agresywnie i zaczął przyduszać. Sam fakt tego, że się dusiłem nie był najgorszy. John najzwyczajniej w świecie robił mi nieświadomie inną " krzywdę " mianowicie... siedział okrakiem na moich biodrach dosyć mocno uciskając moje krocze. Na mojej twarzy pojawił się grymas. Wyrywałem się jak mogłem, ale Jonathan miał dość silne ręce. Nagle ktoś przewrócił ławkę, pod którą się biliśmy i był to nie kto inny jak sama pani Mangora. Wszyscy już przestali rzucać w siebie różnymi przedmiotami i starali się jakoś ogarnąć.
-Na zadanie karne macie NA JUTRO zrobić Eliksir Szczęścia! Wszyscy! A wy dwoje... – zwróciła się do nas – do dyrektora, ale migiem. Jemu się tłumaczcie, a ode mnie za kare macie po lekcjach wysprzątać całą salę na błysk i skombinować nowe przyrządy, które zastąpią stare. Nie wiem jak to wszystko zrobicie, ale macie zrobić, zrozumiano?! - wrzasnęła wściekła, a ja myślałem, że mnie jasny szlag trafi. Tak się wkur... bardzo się zdenerwowałem na myśl, że będę musiał robić za jakąś gównianą sprzątaczkę przez tego całego Frost'a i po prostu sobie zapłonąłem... o właśnie tak jak ten kucyk poniżej:
http://iambrony.steeph.tp-radio.de/mlp/gif/TwiRAGE.gif
I tak sobie płonąłem w powietrzu do czasu aż zadzwonił dzwonek i zacząłem gasnąć z już neutralnym wyrazem twarzy. Zmęczony zleciałem na ziemię, zabrałem swoją torbę i najzwyczajniej w świecie opuściłem przeklętą salę mając gdzieś wszystkich z otoczenia i najchętniej poszedłbym wtedy spać, bo po takim czymś zwykle pragnąłem snu całym sobą. Spojrzałem na zegarek:
-Piętnasto minutowa przerwa... yas, bitch! Zdrzemnę się na chwilę. - szepnąłem do siebie. Szugusz w tym czasie zdążył wyleźć z torby i usadowić się na mojej głowie. Gasił końcówki moich włosów, które jeszcze trochę się tliły. Udałem się do ogrodu na zewnątrz gdzie siedziało kilka osób. Poszedłem na sam jego koniec i usiadłem sobie pod drzewem z dala od niechcianego wzroku innych. Ustawiłem sobie budzik i po prostu poszedłem spać, ale nie dane mi było długo nacieszyć się snem... niestety.

( Jonaszek? :3 )

Od Jessicy cd Alex

Po zajęciach jak zwykle się nudziłam, w szkole byłam od nie dawna a więc nie miałam zbytnio co robić po zajęciach. Estella nie dawno sobie gdzieś poszła co było u niej normalne. Westchnęłam, wstałam z łóżka i poszłam do lasu. To było jedyne miejsce do którego mogłam uciec i być jak zawsze sama. Czemu więc nie mogę znieść tej samotności? Nie mam pojęcia. Szłam tak zamyślone kiedy usłyszałam trzask łamanego drzewa , po chwili spadło parę metrów przede mną pewnie gdybym szła ścieżką nie spadło by prawie na mnie drzewo. Nagle usłyszałam łańcuszek przekleństw. Zresztą nie tak cicho wykrzyczanych. Przy drzewie stał wysoki ciemnowłosy chłopak. Był przystojny, nie da się ukryć.
- Ty to zrobiłeś? - spytałam mało błyskotliwie.
- Tak ,a o co chodzi?
- O nic tak się pytam bo to jest super- no bo cóż złamanie drzewa od tak nie należy do łatwych.
- - Oki nie ma sprawy ... Mam na imię Alex a ty ??- spotkałam już parę osób ale z nim chyba najlepiej będzie się dogadać.
- Jessica- odpowiedziałam co zabrzmiało jak pytanie.
- Ty mnie pytasz jak masz na imię? - spytał nie pewnie.
- niee- od razu zaprzeczyłam- czy to twój zwyczaj chodzenie po lesie i łamanie drzew?- spytałam wskazując drzewo.
- może, mam dość rozszerzone gusta w spędzaniu czasu po lekcjach ,a ty?
- nie ja nie rozwalam drzew.- odpowiedziałam, a chłopak zaczął się śmiać, co było zaraźliwe.
- nie raczej chodziło mi o to co robisz w wolnym czasie.- wyjaśnił swoje wcześniejsze pytanie.
- raczej chodzę po lasach jak widać.- zobaczyłam wilka idącego w naszą stronę. Alex się obejrzał.
- to mój deimon- wyjaśnił, kiedy zwierze podeszło chłopak go pogłaskał. Wilk wlepił wzrok we mnie- nic ci nie zrobi.
- bardziej boję się o swoją kotkę, która nawet nie wiem gdzie się szwenda.- odwróciłam wzrok ze zwierzęcia na jego właściciela.
- po której jesteś stronie?- spytałam, zarażona zwyczajem zadawania tego pytania.
<Alex?>

Od Jessici cd Tiago

Przyjemny koleś nie ma co. Zaraz po tym jak mnie wyrzucił poszłam z powrotem do swojego pokoju i z powrotem położyłam się na łóżku. Estella siedziała na parapecie i nerwowo machała ogonem
- estell co ci- kotka prychnęła. Zadko kiedy ze mną rozmawiała. I ku mojemu zdziwieniu przeszła przez otwarte okno i skoczyła z parapetu w bok. - estella - krzyknęłam podbiegają do okna. Ta wredna małpa pomachała do mnie ogonem z parapetu Tiago i weszła do jego pokoju przez okno. Od razu wyszłam z pokoju i zaczęłam walić w drzwi chłopaka, do puki nie otworzył.
- co znowu- warknął.
- przyszłam po estelle i zapukałam- od razu mu wytłumaczyłam i podkreśliłam ze pukałam
- nic dziwnego ze wcześniej nie pukałaś.- powiedział na tyle cicho ze ledwo go usłyszałam- kto to estella?
- moja kotka- oznajmiłam przepychając się do środka. Estella od razu wskoczyła mi na ręce.
- masz kota? Zabieraj ja mi stąd bo poszczuje na nią mojego geparda
- tylko z próbuj a mu łeb odetnę- wysyczałam. I sama się zdziwiłam jadem we własnym glosie. Nigdy bym nie podniosła miecza na jakiegoś zwierzaka ale chłopak o tym nie wiedział. Ruszyłam do drzwi a kiedy miałam już wyjść chłopak się odezwał
- poczekaj- byłam tak zdziwiona ze zamknęłam drzwi i odkręciłam się do chłopaka. Spojrzałam na niego wyczekująco. - naprawdę byś obcięła jej głowę?- wskazał geparda który wylegiwał się na łóżku.
- nie - powiedziałam oschle- prędzej tobie.
- zaczynam się ciebie bać- teatralnym gestem złapał się za szyję. Lekko się uśmiechnęłam wciąż próbując zachować powagę.
- tylko o to chciałeś się zapytać bo jak nie to gadaj. Przypomnę ci że się na mnie wkurzyłeś.
- chyba powinienem cię przeprosić- dyskretnie zerknął na swojego deimona, ale i tak to wychwyciłam.
- za to że się niby wkradłam a ty mnie wywaliłeś czy za to że chciałeś napuścić geparda na mojego kota? A może za to że jesteś nie gościnny? - spytałam głaszcząc mruczącą kotkę.
<Tiago?>

Od Mihrimah Cd Lysander

Zaczęłam się zastanawiać nad jego propozycją.
-Nie wiem czy to dobry pomysł- powiedziałam po dłuższej chwili.
-Napewno?- zapytał
-Nie- szybko zmieniłam zdanie- Chyba wolę, żebyś został- stwierdziłam- I tak po tym wszystkim ci dzisiaj widziałam, szczerze wątpię, że usne- na mojej twarzy pojawił się smutny uśmiech.
-Więc zostaje u ciebie na noc- postanowił stanowczo chłopak. Spojrzałam mu w oczy, które były śliczne. Przytuliłam się do niego.
<Lysander?>

wtorek, 6 października 2015

Nadzieja to kłamstwa, które sobie wmawiamy na temat przyszłości.

 Alice Raynolds
 

Od Mii cd Chrisa

Usiadłam pod drzewem i patrzę na chłopaka rozbawiona. Wygląda na lekko zażenowanego ?
- Chris, nie jestem na ciebie zła i nie uraziłeś mnie. Po prostu się zamyśliłam. - mówię spokojnie
- Na pewno ?
- Tak, nie dziwię się że to powiedziałeś. Nie miałam nigdy osobistej styczności z osobami ze złej strony, Zawsze byłam sama. Nie mam brać od kogo przykładu. - mówię smuto kładąc się na placach. Słońce przyjemnie grzeje, a po niebie przelatują osobne chmurki. Zamknęłam oczy rozkoszując się ciepłem.
- A rodzice ? - zapytał mnie, a ja śmieję się lekko nie otwierając oczu.
- To przez matkę nie miałam wyboru po której stronie mam być. Moja przeklęta moc nad którą ciężko mi panować – westchnęłam ciężko
- Jaką masz moc – pyta chyba zaciekawiony
- Dokładnie nie wiem ale jak się zdenerwuję to umierają zwierzęta – mówię cicho przewracając się na brzuch by na niego spojrzeć – Mógłbyś nauczyć mnie jak być złą ?
???

Od Mii "Zadanie I"

Siedzę w klasie cała w strachy. Nauczycielka mierzy mnie wzrokiem od którego chcę uciec jak najdalej stąd. Powtarzam po raz kolejny, ona przypomina mi żmiję. Jadowitą, która tylko czeka na najlepszy moment by zaatakować. Gdy ogłasza nam jakie mamy zrobić zadanie, blednę. Włos mandragory ! Czy ją kompletnie pogrzało! Nie chcę jej przez przypadek zabić gdy się zdenerwuję tracę kontrolę którą i tak ciężko mi utrzymać. Wzdycham z udręką. Udaję się do pokoju by się przebrać. Naszczacie mam czarne spodnie od dresu i do tego koszulkę na ramiączkach. Porywam jeszcze kanapkę ze stołówki i idę najpierw do ogrodu. Najłatwiejsze załatwię na początku. Trochę mi zajęło by tam dojść ale gdy tylko dotarłam zaniemówiłam. Był po prostu piękny. Pełno różnych kwiatów i krzewów. Zaczęłam szukać tego co mi potrzeba. Gdy już to znalazłam zmusiłam się przeciąć. No bo jakby inaczej, ja i moje szczęście. Zabrałam kolec i płatek. Na moje szczęście niedaleko było jezioro więc od razy mogłam wziąć kilka kropel. Wybrałam się do lasy Fatet by znaleźć jaskra. Szczerze? Nie mam pojęcia gdzie go szukać więc wybieram się tam. Czy tu wszystko jest takie piękne? Chodzę pomiędzy drzewami już od jakiejś godziny i nic. Siadam pod drzewem i wzdycham udręczona. Głupia nauczycielka ! W życiu tego nie znajdę. Nie wiem skąd czuję jak coś by stało nad mną. Podnoszę głowę i zabieram w bezruchu. Mantykora ! Nie musiałam jej szukać. Podnoszę się powoli, a ta na mnie sapie i biegnie. Nie wiedząc co mam zrobić skaczę tak wysoko, że ląduję na jej grzbiecie. Nie wiem jak, ale nie myślę teraz o tym. Wyrywam jej włos, a ta rży i zrzuca mnie z siebie kilka metrów dalej. Kurdwa, co to miało być ?Patrzę w bok i co widzę? Jaskra ! Zrywam do szybko i wstaję unikając rogów bestii. Chowam wszystko co zebrałam i biegnę jak najszybciej do akademika. Wypij redbula, a będziesz latać! Drwi sobie ze mnie moja podświadomość. Bestia o dziwo mnie goni. Gdy tylko wpadam do pokoju robię ten eliksir i idę zanieść.

+4

Od Lysandra cd Mihrimah

Nie chciałem dodawać już że drzewo nigdy nie kłamie, więc przytuliłem dziewczynę i wyszeptałem do ucha
- Obiecuję że będę cię chronił.
Dałem wypłakać się dziewczynie ciągle ją przytulając dopóki nie przestanie płakać.
Gdy już wszystko było porządku powiedziałem
- Nie martw się wiesz co się ma stać, więc mamy przewagę i zmienimy przyszłość.
Pomogłem wstać Mihrimah i trzymając ją za rękę kierowaliśmy się do wodospadu, aby wrócić do Akademii.
Gdy już byliśmy przed Akademią, stanąłem przed dziewczyną i dodałem
- Nie martw się, zawsze będę przy tobie i cie ochronie. Jak chcesz to mogę nawet dzisiaj z tobą w nocy zostać i pilnować czy ci nic nie będzie.
<Mihrimah, proszę zgódź się>

Od Hope

Chodziłam sobie po Krainie Czarów, straaaaaasznie było nudno... "Chyba odwiedzę mamę"- pomyślałam, po czym zdjęłam swój naszyjnik, który aktualnie noszę jako bransoletkę...

W środku znajdowało się zdjęcie całej rodziny- mamy, taty, mojego brata i mnie, lecz także znajdowała się tam malusieńka fiolka z niebieskim napojem i z napisem "Drink me", a do niego przyczepiony kluczyk...

Wyjęłam fiolkę i kluczyk, po czym wzięłam malusieńkiego łyczka napoju i przekręciłam kluczyk w sercu... W kilka chwil znalazłam się w pięknej kolorowej krainie... Kraina Marzeń jest po prostu piękna! Podeszłam do zamku swej matki...

Zapukałam w masywne drzwi, po chwili znikając zostawiając tylko uśmiech widoczny... Zza drzwi słychać było krzyki
-Księżniczka Hope przyszła!
-Ja pójdę po sukienkę!
-Ja przygotuję ucztę!
-Ja pobiegnę po Królową!
Po kilku minutach brama się otworzyła, a ja weszłam znowu stając się widoczna cała... Przy bramie stało około 20 kobiet ubranych schludnie, po chwili wszystkie rozsunęły się na dwie strony, a zza nich wyszła moja matka- Królowa Krainy Marzeń. Kobiety ukłoniły się i ja także... Moja matka także się ukłoniła i podeszła do mnie... Musiałam bardzo mocno wyginać głowę, aby widzieć jej twarz, gdyż była okropnie wysoka... Gdy do mnie podeszła, przytuliła mnie i powiedziała...
-Tęskniłam za tobą, długo cię nie było...
-Ja też tęskniłam...- powiedziałam także ją przytulając
Nagle kobiety zabrały mnie od matki do garderoby... Tam umalowały mnie, ubrały i uczesały... Potem w końcu wypuściły... Podeszłam do mamy i szepnęłam...
-Mamo, ja tak przelotnie, ojciec do mnie pisał i powiedział, że jest jakaś ważna sprawa... Muszę już iść...
-Kochanie, nie mogę się powstrzymać, ja też o tym wiem... Chodzi o to, że idziesz do akademii, aby uczyć się wszystkiego co jest ci potrzebne, by zostać Królową, tak jak ja Księżniczko- powiedziała z dumnym uśmiechem
-Ale mamo, wszystko co jest potrzebne już umiem! Naprawdę, nie potrzebuję tam iść!- powiedziałam z lekkim oburzeniem
-Kochanie, to naprawdę ci pomoże, a poza tym już za późno- już cię tam przyjęli-powiedziała spokojnie, lecz z niepokojem po moim wypowiedzeniu- Ale mam jeszcze coś dla ciebie ode mnie- powiedziała wyciągając ubranie, które wyglądało cudownie!
Po chwili już byłam w nie ubrana i oczywiście zrobiłam uśmiech, który pasował do nowego ubrania, a uśmiechów mam wiele...

-No cóż, ja muszę już wracać, bo muszę się spakować...- powiedziałam zdejmując bransoletkę
-Dobrze, pamiętaj Księżniczko, będziemy tęsknić-uśmiechnęła się i przytuliła mnie
Aby wrócić, należy zrobić to co aby tu przybyć, lecz na odwrót... Wykonałam czynność i zniknęłam... Wróciłam do domu, spakowałem się, a ojciec dał mi eliksir, abym mogła się tam znaleść szybko, i bez problemów. Najpierw zniknęłam i weszłam do akademii, po chwili podeszłam do recepcjonistki, podniosłam jej papiery i spojrzałam na listę, nagle usłyszałam głos kobiety...
-Panna Cheshire, pokój 25-powiedziała recepcjonistka i zabrała mi papiery
-Dzięki-powiedziałam ujawniając uśmiech
Cała zniknęłam i szłam korytarzami, a inni tylko się przyglądali mojej torbie, bo tylko ją było widać... Mijałam pokoje, gdy nagle zobaczyłam pokoje 24,25 i 26... "Hmmm, jestem zła, więc czas trochę poszaleć pierwszego dnia!"-pomyślałam i wpuściłam zielony eliksir do pokoju 24, a biały do pokoju 26... Zielony tworzył "dżunglę" w pokoju, a Biały "zaśnieżał" cały pokój. "Teraz mogę iść do pokoju"-pomyślałam ujawniając uśmiech ponownie... Otworzyłam drzwi i weszłam do środka... Pierwsze co, to wchodziłam do każdego pomieszczenia w pokoju, aby szybko się zapoznać... Pierwsze pomieszczenie w które wleciałam, to była garderoba- była czarna i ogromna! Kolejna była łazienka, która była koloru ciemno szaro-niebieska... Salonik wyglądał trochę jasno, ale da się przeżyć... Ostatnim pomieszczeniem była sypialnia-może być... Nagle usłyszałam wściekłe odgłosy- ktoś za ścianą był wściekły! Cudownie! Przyłożyłam ucho do ściany najprawdopodobnie z pokoju 26... Oj wkurzyłam gościa... Postanowiłam iść dalej po korytarzu i robić złe rzeczy, jak to ja, do póki nie dojdę do drzwi i wyjdę z tąd... Eliksiry płynęły po różnych pokojach, lecz nie wszystkich... W końcu wyszłam z tamtej nory i znalazłam się w ogrodzie... Znalazłam drzewo, przy którym najczęściej przechodzili uczniowie... Zamieniłam się w kota i zniknęłam w liściach... Nagle przechodził jakiś chłopak i na niego właśnie padł kolejny eliksir, więc się poślizgnął, gdyż ten eliksir zamieniał się w lód... Chłopak upadając spojrzał w górę i chyba mnie zauważył, więc zniknęłam i obserwowałam co się stanie dalej...
<Tiago?>