wtorek, 13 października 2015

Od Colina cd Livie

Uśmiechnąłem się pod nosem i kontynuowałem jedzenie, jednak podobnie jak chyba większość uczniów odłożyłem talerz po kilku minutach. Wstałem i powolnym krokiem skierowałem się w stronę mojego pokoju. Wkroczyłem do niego, nawet nie rozglądając się wokoło. Stanąłem na samym środku pomieszczenia i dopiero teraz ogarnąłem sytuację.
Po co tu wszedłem?
Obróciłem się na pięcie i opuściłem pokój, zamykając uprzednio drzwi. Spojrzałem na korytarz, wszędzie gdzieś byli jacyś uczniowie. Jedni szybkim krokiem maszerowali do wyjścia z budynku, zapewne spóźnieni na lekcje, inni zaś stali, przyglądając się obrazom. Dołączyłem do tych drugich, ale po chwili uświadomiłem sobie, że i tak oglądałem te obrazy już wiele razy. Wyszedłem więc na świeże powietrze i poszedłem do parku. Słońce prażyło, niebo bezchmurne, a w parku zaledwie kilka osób. Tutaj jednak także nie znalazłem swojego miejsca, więc skierowałem się w stronę lasu. Tu nie docierało tak wiele światła słonecznego, ale na pewno było świeższe, leśne powietrze. Usiadłem na kamieniu, podnosząc szyszkę i obracając ją w palcach. Nagle na nogi postawił mnie trzask łamanych gałęzi, więc szybko podniosłem wzrok. Livie.

Livie?

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz