-Ojciec Jack Sparrow, matka Ruth -odpowiedziała.
Zapadła niezręczna cisza. Powoli zaczynała mnie irytować obecność dziewczyny.
-Długo masz jeszcze zamiar tu siedzieć? -warknąłem.
-Może -powiedziała.
-Może ujmę to inaczej... Masz 5 sekund na wyjście z tego pokoju albo nie będę już taki przyjemny.
-Ooo... Pan przyjemniaczek się znalazł.
Spojrzałem na nią wrogo. Wkurzała mnie ona coraz bardziej.
-No dobra, już dobra, idę -powiedziała i podniosła ręce do góry w geście poddania się.
Śledziłem jej postać wzrokiem dopóki drzwi się za nią nie zamknęły. Wstałem od instrumentu i podszedłem do łóżka. Położyłem się na plecach i zacząłem wpatrywać w sufit. Po chwili obok mnie leżała Bloody. Wyciągnąłem rękę i zacząłem ją drapać za uchem. Westchnąłem.
-Mogłeś być miły dla tamtej dziewczyny -mruknęła Bloody.
-Ale nie chciałem. Może jakby to było w innej sytuacji... To nie ja wtargnąłem od tak do jej pokoju -powiedziałem obojętnie.
-Jesteś antyspołeczny.
-Nieprawda... Chociaż... No może trochę...
-No widzisz. W końcu się przyznałeś.
-Ech... Odczep się Bloody -warknąłem i odwróciłem się tyłem do niej. Zaznałem niestety tylko chwilę ciszy. Oczywiście ktoś musiał zacząć się dobijać do drzwi. Wstałem niechętnie i poszedłem otworzyć. O nie! Znowu ona! Czego znowu chce...
-Co znowu? -warknąłem.
Jessica?
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz