Zsunął się po nim i natychmiast wstał, a jego twarz wydawała się zdezorientowana. To trwało jednak chwilę, ponieważ zwrócił swój wzrok na mnie i zacisnął gniewnie zęby.
- Jeszcze z tobą nie skończyłam, więc nie waż się ode mnie odwracać! - wrzasnęłam. Zaczął podchodzić do mnie szybkim krokiem, jednak ponownie siłą mojej mocy pchnęłam go na to samo drzewo, tylko, że z podwójną siłą. Zaczął się dusić, gdy zacisnęłam w powietrzu pięść niczym Darth Vader. Parsknęłam śmiechem na tą myśl.
- Tak bardzo cię to bawi? - syknął, zaciskając swoje dłoni na szyi, jakby chciał odpędzić duszenie. - Mamusi może się nie spodobać, jeśli już pierwszego dnia kogoś zabijesz.
- Uwierz mi, nie znasz mojej matki. Będzie w niebo wzięta - zaczęłam go dusić jeszcze mocniej, gdy nagle przed oczami stanął mi obraz mojej matki, uśmiechającej się szyderczo. Nie zamierzałam jej uszczęśliwiać. Nienawidziłam tego chłopaka, ale swojej matki nienawidziłam jeszcze bardziej. Całe życie zgadzałam się na wszystko, co powiedziała. Doszłam do wniosku, że teraz jej tu nie ma, więc czas to skończyć. Puściłam go, a on spadł na ziemię. Zauważyłam, że uczniowie zebrali się wokół nas, gwiżdżąc i wykrzykując jakieś hasła. - Masz szczęście, że ona mnie kompletnie nie obchodzi - dodałam na tyle cicho, by tylko on mnie usłyszał. - Może jestem nieco drażliwa, ale jeśli jeszcze raz odważysz się nazwać mnie słabą to naprawdę cię zabiję. Obiecuję ci to - nie wyglądał na kogoś, kto drży ze strachu, a właściwie nawet chyba nie przejął się tym zbytnio, że przed chwilą go prawie udusiłam i przyszpiliłam do drzewa.
Jakiś profesor przebiegł przez tłum uczniów i wlepił w nas gniewne spojrzenia.
- Do gabinetu dyrektora! Ale już! Obydwoje! - krzyknął.
William?
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz