- Lubię cię - oznajmiłam, jakby nie było w tym nic dziwnego. - Jesteś do mnie podobna, wiesz? Arogancka, złośliwa i wcale nie taka dobra - uniosłam brwi znacząco. - Możemy się przyjaźnić, jeśli chcesz - schowałam dłonie do kieszeni mojego płaszcza. - Właściwie to jest to wskazane. Z twoją niezależnością i moim wyglądem możemy dojść na szczyt szkolnej hierarchi - wyciągnęłam z kieszeni karteczkę z numerem mojego pokoju. - Przyjdź, jak się zastanowisz. Nic pochopnego. Nie chciałabym, żebyś potem zrezygnowała - ponownie obrzuciłam ją dosyć szczerym uśmiechem. - Do zobaczenia, Willow - mówiąc to, odeszłam w stronę lasu, pozostawiając ją za sobą.
Wątpiłam, żeby się zgodziła. W końcu byłam wyjątkowo wredna, nawet jak na mnie. Kurde, powinnam odczuczyć się tego traktowania ludzi z góry. To znajomych mi nie przyniesie, a naprawdę zmierzałam zostać popularna. Nie to, żebym musiała się starać. Przecież byłam następczynią tronu i w ogóle. Tak czy inaczej, miło byłoby mieć kogoś, z kim mogłabym obgadywać innych i w ogóle się trzymać, czy co tam robią przyjaciółki. Uznałam, że jeśli Willow się nie zgodzi, znajdę kogoś innego. Ale Bóg mi świadkiem, że naprawdę ją polubiłam.
Willow?
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz