niedziela, 27 września 2015

Od Livie cd Johana

Przechadzałam się po korytarzu akademika, aż usłyszałam rozmowę jakiś uczniów.
- ... an Frost. Pokój 16. To syn Jacka Frosta. - mówił jeden.
- Nie mów mi nawet. Pewnie jest taki jak jego ojciec. Ale kto mo... a ty czego tutaj szukasz? - zwrócił się do mnie.
- Ja? Podsłuchuję, ale to nic w porównaniu co mogę z wami zrobić. Słyszeliście może o Królowej Śniegu?
Oni popatrzeli na siebie u uciekli w popłochu. Odwróciłam się i poszłam do pokoju 16. Po drodze zabrałam Antarcticę i niosłam ja na rękach. Zapukałam i zaczęłam głaskać zwierzątko. Otworzył mi chłopak o niebieskich włosach. Zobaczyłam, że w jego pokoju jest pełno śniegu.
- Ty pewnie jesteś synem Jacka Frosta, co? - spytałam.
- Tak, miło mi. Jestem Jonathan Frost. A ty? - podał mi rękę
- Cóż... - położyłam lisa na ziemię. - Liv Rooney. Córka Królowej Śniegu.
Chłopak cofnął rękę, ale zdążyłam ja złapać i uścisnąć. Wepchałam się do pokoju, a Antarctica za mną. Zwierzątko widząc gronostaja pochyliło łepek i wpatrywało się w niego. Zwierzę chłopaka tez patrzyła na moje maleństwo. Chłopak zamknął drzwi i podszedł do mnie. Popatrzyłam na niego.
- Mamy z sobą wiele wspólnego Jonathan - zaczęłam. Wzięłam do ręki śnieg i polizałam go.

Popatrzyłam na chłopaka. 
- Co masz na myśli , mówiąc, że jesteśmy do siebie podobni? - spytał.
- No... nasi rodzice kochają zimno, my też, są źli, my też...
- Czekaj! - przerwał mi.
- Słucham? - powiedziałam melodyjnym głosem.
- Ja nie jestem zły...nie chcę być taki jak mój ojciec.
- Ze co? - spytałam i popatrzyłam na niego jak na zdobycz.
- Nie chcę być zły i mieć wrogów... a ty?
Podeszłam do lisa i wzięłam go na ręce.
- To nie jest twój przyjaciel Antarctica, jest dobry - zwierzątko momentalnie pokazało zęby, a gronostaj odsunął się.
- Liv... - zaczął chłopak.
Odwróciłam się, a moje oczy jakby zamarzły. Podeszłam do nieco. Miałam sine usta, dłonie i byłam blada. Włosy pokrył szron.
- Właśnie zyskałeś we mnie wroga Jonathan... a lepiej być ze mną, niż przeciwko mnie. Nie wiesz do czego jestem zdolna...
- Wyglądasz... - zaczął, ale nic nie przeszło mu przez gardło.
- Tak... jak moja matka w moim wieku.
Wyszłam z pokoju. Janathan wyjrzał przez drzwi. Mijający mnie uczniowie... ciekali gdzie pieprz rośnie, krzycząc. Za pomocą lod zmieniłam moją sukienkę w taka.



Jonathan

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz