Gdy gronostaj dostał swoją należną porcję śniadania, postanowiłem zejść na dół, do niedawno postawionych automatów z kawą i gorącą czekoladą. Prawdą było iż należałem do osób z natury leniwych, które zawsze wybierają opcję "skoro tak się da, to to mi to zrobi". Wciągnąłem więc na siebie pierwsze lepsze dresy, które spadały z moich wąskich bioder, oraz przyduży, biały t-shirt, który zaraz po zetknięciu z moją skórą, pokrył się szronem. Nigdy nie lubiłem tego, że tam gdzie szedłem, pojawiała się wraz ze mną ta chłodna aura, a gdy dotykałem gołymi stopami ziemi, pojawiały się na niej zmrożone ślady. Tak było dokładnie ze wszystkim. Raz przypadkowo zamroziłem jakąś pannicę, czego niezmiernie żałuję, bo teraz nie da się tego odwrócić. Dlatego właśnie lubiłem gorące napoje, w pewnym sensie ogrzewały mnie choćby na chwilę. Wiedziałem jednak, że ich zbyt duża ilość mogła mnie najzwyczajniej w świecie zabić, a tego chyba bym nie chciał.
A więc schodziłem już po schodach, moje gołe stopy uderzały cichutko o zabytkowe stopnie, które pokrywały się lodem. Chcąc nie chcąc, okazało się, że Groco wtargnął do kieszeni moich spodni, a właśnie teraz, wspiął się po mojej koszulce, na moją pierś, wbijając we mnie swoje małe, ostre pazurki.
- Za często pijasz tą swoją gorącą czekoladę!- pisnął, szarpiąc ząbkami mój dekolt- Nie chcę stracić pana!
- Nie chcesz umrzeć, Groco- wyszeptałem, podpierając dłonią jego włochaty tyłek.
- To, że jestem częścią twojej duszy, nie znaczy, że zależy mi tylko na tym, byś żył. Ty wiesz, jak ja cię kocham, prawda? Jonathan? Joona? Jonasz!- w tym momencie dziabnął mnie w obojczyk, na co cicho syknąłem- ignorujesz mnie! To nie jest fajne!- wdrapał się na moje ramię, przytulając ciaśniej do mojej szyi. W przeciwieństwie do mnie, zwierzaczek był bardzo ciepły, za co szczerze mu dziękowałem, szczególnie gdy w nocy zawsze się do mnie przytulał. Wiedziałem jednak, że wtedy on marznie, więc zazwyczaj go odsuwałem na poduszkę i przykrywałem. Nie raz mówił, że nie muszę, że on chce, aby było mi ciepło i abym był szczęśliwy. Wiedziałem jednak, że mógł sobie odmrozić łapki, będąc przy mnie za długo.
Jednak gdy zszedłem już po schodach i skierowałem się ku automatom, deimon zaczął mnie zagadywać, przez co nie zwróciłem uwagi na kogoś, którego kawa chwilę później znajdowała się na mojej koszulce. Odskoczyłem jak oparzony, dosłownie. Jako iż moja skóra była niesamowicie wrażliwa na gorąc, zacząłem wrzeszczeć jak oszalały, ciągnąc moją koszulkę ku górze z zamiarem zdjęcia jej. Moja klatka piersiowa już zaczęła robić się czerwona, a na skórze pojawiały się pęcherze. Czym prędzej stworzyłem na sobie coś na kształt bluzy ze śniegu i lodu, a czując chłód łagodzący ból odetchnąłem z ulgą. Spojrzałem na osobę, do której należał owy napój, a widząc czarne napisy na jej czole, wskazałem na nie, pytając, co jej się stało, choć oczywiste było to, że był to tatuaż...
Kadri?
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz