wtorek, 22 września 2015

Od Willow cd Jacqueline

- Może oklaski? - przechyliłam głowę i zaprezentowałam mój drwiący uśmieszek numer jeden - Pani Księżniczko Krainy Czarów - dodałam unosząc lekko brwi. Ach, sarkazmie, mój kochany bracie.
Dziewczyna spojrzała na mnie, skwaszona. Oczywiście, że widać, że po stronie zła. Chociaż... Niby jestem po stronie dobra, a i tak nigdy nie mam banańca na twarzy. No, ale jednak w tym przypadku widać to po pochodzeniu.
Zapytana o moje, wzruszyłam ramionami.
- Moimi rodzicami są Jack i Sally Skellington. Może znasz - spojrzałam na nią wyzywająco - "Miasteczko Halloween". Chyba można uznać to za baśń. W sumie też jestem w pewnym sensie księżniczką, a o królewskie luksusy i pokłony nie proszę - uniosłam do góry głowę, przymrużając lekko oczy.
Rozejrzałam się dookoła siebie. Teraz w lesie unosiła się mgła i nie widziałam ścieżki, którą przyszłam. Wiedziałam jednak, że powinnam kierować się na wschód od miejsca, w którym jestem teraz. Usiadłam na kamieniu, który stał sobie obok nas. Nie zwróciłam uwagi na to, że był nienaturalnego koloru. Tu wszystko jest możliwe.
Z powrotem skierowałam wzrok na Księżniczkę. Patrzała na mnie zabójczym wzrokiem.
- "Skrócić o głowę?" - zacytowałam słodkim głosikiem - Przepraszam, o pani. To, że stoję po stronie dobra, nie znaczy, że jestem strachliwa, spokojna, nadwrażliwa i że nie umiem walczyć - ukazałam mój błyszczący nóż dla podważenia faktu, ale szybko z powrotem schowałam go za pas. Westchnęłam ciężko i spoglądnęłam w niebo. Przesłaniały je rozłożyste gałęzie u koron drzew.
O zgrozo, moja kochana siostra również ma na imię Jackie. Cóż za pogwałcenie jej godności.

Jacqueline? 

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz