- Prawda, przegrała. ale zrobiła to z klasą. Wychowała mnie za swoje podobieństwo, a ja nie mam w zwyczaju przegrywać.
- Uciekła.
- Nie... nie uciekła. Odeszła po wojska, ale stwierdziła, że nie warto wracać. Zaszyła się w pałacu i powstałam ja.
Jej kot pokazał kły.
- Wiesz co? Twój pupil byłby idealną lodową rzeźbą do mojego pokoju. A gdyby mi się znudził... wiesz co, prawda?
Wytrzeszczyła oczy i przyciągnęła zwierzaka do siebie.
- Dobra decyzja - oznajmiłam z uśmiechem. Zza mnie wyszedł mój lis polarny.
- Antarcica... słonko moje - wzięłam zwierzątko na ręce. Ta spojrzała na tygrysa. - Nie patrz na rozmiary Lauren... moje zwierzątko jest silniejsze i sprytniejsze niż wam się wydaje.
Odwróciłam się i zrobiłam kila kroków, ale zaraz się zatrzymałam. Odwróciłam się do dziewczyny.
- A teraz ja zadam kilka pytań. W tym pierwsze "dla zasady". A ja z jakiej bajki powinnam cię kojarzyć? Czy twoja kochana rodzinka ma cie dosyć, że wysyła cie do tej lansiarskiej szkoły? Czy przez resztę życia chcesz być odbierana jako ta słaba? - widząc jej minę powiedziałam. - To ja pierwsza odpowiem. Królowa Śniegu jak już wiesz. Matka mnie kocha, ale wysłała mnie tutaj z jakiegoś ważnego powodu, nie licz, że się dowiesz. Cóż... ja słaba nie będę. Jak wiesz mojej matki wszyscy się boją, a twojej...? - zaśmiałam się słodko.
Lauren
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz