wtorek, 22 września 2015

Od Jacqueline

Moja matka prychnęła z dezaprobatą, kiedy całą naszą "szczęśliwą" rodzinką przekroczyliśmy próg mojego nowego pokoju. Chciałam przeklnąć głośno, podzielając jej opinię, jednak byłam pewna, że tylko zwróciłaby na mnie swój morderczy wzrok i skarciła, mówiąc, że takie słowa są niegodne przyszłej Królowej Kier.
- Nie jest tak źle... - mruknął cicho tata. Na tyle cicho, bym usłyszała go tylko ja. Przy swojej żonie naprawdę rzadko się odzywał, a co dopiero podważał jej zdanie.
Przewróciłam oczami i skinęłam głową w stronę jakiegoś poddanego, by odłożył moje walizki przy łóżku. Jeszcze raz obiegłam wzrokiem pokój, który wyglądał naprawdę, jakby był przeznaczony dla jakiejś pustej księżniczki. Łóżko było stanowczo za małe, przestrzeń za ciasna, a sufit zbyt niski. Na dodatek żyrandol wyglądał tak, jakby miał w każdej chwili spaść. I ten widok... Jakby ktoś uznał, że radosny, leśny krajobraz w pełni mi odpowiada.
Uniosłam brwi, kiedy moja matka podeszła do okna i postukała w nie parę razy, jakby obawiała się, że w każdej chwili może pęknąć. Następnie odwróciła się, a jej krwistoczerwona suknia do ziemi zafalowała. Osobiście nie rozumiałam, dlaczego jeszcze nosi się w takich niewygodnych sukniach i gorsetach. Ja miałam ich tylko parę. Osobiście uważałam, że sukienki do kolan i wyżej w pełni oddawały mnie i moje kształty, a poza tym czułam się w nich pewniej. Tak samo było z wysokimi obcasami.
- Dobrze, nie istotne. Najważniejsze, być była najlepsza - uśmiechnęła się sztucznie i pocałowała mnie w policzek. Nie miałam nawet czasu, by pożegnać się z ojcem, ponieważ tylko pociągnęła go za ramię i ruszyła w stronę wyjscia. - Neal, idziemy! - krzyknęła przez ramię do swojego przydupasa.
- Nate, Wasza Wysokość... - jęknął chłopiec, a ja parsknęłam w duchu śmiechem, przez jego głupotę.
Królowa Kier odwróciła się gwałtownie i spojrzała na niego spode łba.
- Chcesz stracić głowę, młodzieńcze? - warknęła gniewnie.
Otworzył szerzej oczy i natychmiast zaczął biec w jej stronę, z obniżoną głową.
- Ależ skąd, Wasza Wysokość.
- W porządku - machnęła dłonią w moją stronę. - Do następnego razu, kochanie!
- Taaak - przewróciłam ponownie oczami. Ojciec skinął mi tylko głową na pożegnanie. - Też cię kocham, tatusiu - mruknęłam z sarkazmem, gdy już wyszli.
Rozejrzałam się po pomieszczeniu i uznałam, że nie mam zamiaru dłużej tutaj siedzieć. Postanowiłam wyjść, rozejrzeć się po tej przeklętej szkole.

Ktoś dokończy?

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz