wtorek, 22 września 2015

Od Kadri

Wzięłam torbę na ramie i kartkę z adresem akademii. Nie oglądając się wyszłam z krainy czarów malutkimi drzwiami. Wyszłam z dziury, którą kiedyś nazywałam domem, otrzepałam się z okruchów ziemi i ruszyłam w stronę akademii, która znajdowała się zaledwie 20 kilometrów dalej. Zważając na to, że nie cierpię podróżować komunikacją miejską, więc piesza wędrówka to dla mnie najlepsze rozwiązanie. Ruszyłam szybkim marszem w stronę akademii, po kilku godzinach ujrzałam mury budynku. Podeszłam do recepcjonistki, i nie witając się z nią podałam swoje nazwisko. Kobieta siedząca za biurkiem, spojrzała się na mnie ze zdziwieniem, więc powtórzyłam szorstko swoje nazwisko, a kobieta zaczęła grzebać coś w papierach.
-Pani Kingsleigh, ach no tak... - kobieta podała mi plik papierów i pokazała mi kierunek w którym znajdował się mój pokój i podała mi klucze.
Skinęłam tylko głową i bez słowa wzięłam przedmioty kierując się do wyznaczonego miejsca. Otworzyłam pokój i tylko rzuciłam torbę wraz z papierami na łóżko i wyszłam zamykając trzaśnięciem drzwi i zakluczyłam je. Chciałam się trochę rozejrzeć po budynku, bo w końcu nie wiadomo kiedy stąd wyjdę... Znalazłam automat z napojami i wzięłam stamtąd gorącą kawę. Skierowałam się na schody, jednak los chciał, żeby poplątały mi się nogi, przez co się potknęłam i wylałam na kogoś kawę. Szybko wstałam i wpatrzyłam się w osobę, nie za bardzo wiedząc co mam zrobić...

Ktoś...?

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz