Minęło pół godziny na rozpakowanie się. Postanowiłam pójść w jakieś miejsce daleko od Akademii.
~Lubię śpiewać piosenki, ale boję się że kogoś zahipnotyzuję. Jeszcze nie potrafię kontrolować tej mocy, a już taka wpadka była gdy śledziła mnie moja znienawidzona koleżanka. Później nie mogłam jej od hipnotyzować bo ciężko było śpiewać piosenkę od tyłu~
W końcu dotarłam do lasu Fatet, a przed sobą ujrzałam piękne różowe drzewa. Siadłam pod jednym z nich i zaczęłam śpiewać piosenkę mojego ojca. Często słyszałam później jego głos tak jakby śpiewał ze mną
Gdy kończyłam śpiewać sobie ktoś złapał mnie za ramie. Lekko przestraszona chwyciłam za sztylet odwracając się i mierząc prosto w osobę.
- Spokojnie dziewczynko, nic ci nie zrobię - Powiedział uśmiechnięty mężczyzna.
Ja przez chwilę patrzyłam się w milczeniu, aż w końcu odłożyłam sztylet i lekko się uśmiechnęłam.
- Jak masz na imię?
Zapytał się opierając się o drzewo.
- Kinga, a ty?
<. . .>
Jakiś chłopak?
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz