Walka z niedźwiedziem była ohydnie męcząca, ale w końcu ukatrupiłam tego futrzaka. No nie moja wina, to on mnie zaatakował! Ja tylko chciałam zapolować na kilka zajęcy i już! Jego sprawa.
Z całej tej wyprawy nie wyniosłam nic oprócz uszczerbków na zdrowiu i ochlapanego krwią noża. Na szczęście jednak nie wybebeszyłam miśka aż tak, żeby flaki zostały na ostrzu. Z tego faktu byłam osobiście najbardziej zadowolona.
Weszłam tylnymi drzwiami i powlekłam się do mojego pokoju. Był tam jak zwykle ogromniasty bałagan, no ale cóż; geniusz panuje nad chaosem. Weszłam do łazienki i opłukałam twarz, po czym wzięłam porządny, długi prysznic. Zmieniłam ubranie, a to rozszarpane na strzępy najnormalniej w świecie wywaliłam. Musiałam zadowolić się kilkoma sucharami na kolację... Takie życie.
Wyszłam z budynku, by jeszcze się gdzieś przejść. Przy skraju lasu zobaczyłam jakąś postać, zapewne chłopaka. Podeszłam do niego, bo... Bo w sumie nie wiem dlaczego. Ot tak, po prostu.
- Hej - rzuciłam, a on skierował na mnie wzrok - Jestem Willow, a ty?
William? :')
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz