Spojrzałam na karteczkę, rozwijając ją. Pokój numer sześć, tuż obok mojego. Patrzyłam chwilę bezsensownie w papierek, po czym ponownie go zgniotłam i upchnęłam na sam spód kieszeni. Chciałam zapomnieć zarówno o nim, jak i o jego wrednej nadawczyni.
Godziny mijały, a ja nudziłam się na lekcjach. Posługiwanie się magią? Mnie to nie interesuje. Nie jestem wróżką i dałabym wszystko, aby wypisać się z tych zajęć. Działam tylko normalną, namacalną bronią bez jakichś czarodziejskich sztuczek.
Po zajęciach szybkim krokiem poszłam do pokoju, byle tylko nie oblegały mnie teraz tłumy ludzi z klasy proszących o spisanie lekcji czy pomoc w nich. Może i radzę sobie nieco lepiej niż inni, ale zwyczajnie nie mam głowy do uczenia innych.
Przeszłam obok pokoju numer sześć. Spojrzałam niepewnie na jego klamkę, ale szybko z udawaną obojętnością poszłam dalej. Otworzyłam mój pokoik, po czym powolnym krokiem do niego wkroczyłam. Padłam na łóżko, zmęczona. Skuliłam się i zamknęłam oczy. Teraz myślałam tylko o długiej, smacznej drzemce. Z zegarkiem w ręku spałam dokładnie dwie godziny, co do minuty. Już powoli zmierzchało, czyli zaraz woźna będzie zbierać spod drzwi pokojów kosze z praniem. Włożyłam do mojego dzisiejsze spodnie, bo pobrudziły się po niefortunnym spacerze. Sprawdziłam kieszenie, by sprawdzić, czy aby nie zostawiłam w którejś z nich pieniędzy. Wymacałam tylko małą karteczkę.
- Och... - mruknęłam pod nosem.
Wystawiłam mój kosz przed drzwi kwatery, po czym mozolnym krokiem z niej wyszłam. Stanęłam przed wejściem do pokoju Jacqueline. Nad nim widniała duża cyferka 6. Westchnęłam głęboko i zamknęłam oczy. Położyłam rękę na drzwiach i, nie wierząc w to, co robię, zapukałam.
Jacqueline?
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz