Wziąłem głęboki, bardzo głęboki oddech, aby się opanować. Nie chciałem zaczynać kłótni, więc tylko uspokoiłem się w myślach.
- Przepraszam! - powiedziała nieco speszona dziewczyna. Tak jak i ja, nie wiedziała, co powiedzieć.
- Nic się nie stało - wymamrotałem i chwyciłem brązowy teraz od kawy róg wcześniej śnieżnobiałej koszuli. Wyminąłem ją i żwawym krokiem ruszyłem w stronę toalety. Zmyłem, co się dało, lecz zaraz i tak skierowałem się ku mojemu pokojowi.
Szkoda, że nie mam więcej eleganckich, równie nowych koszul. Naprawdę szkoda.
Pokręciłem głową i w trymiga się przebrałem, bo nie chciałem spóźnić się na lekcję kamuflażu i maskowania się w terenie. Tym razem założyłem zwykłą kurtkę i wynoszone dżinsy. Zamknąłem drzwi pokoju i pognałem na zajęcia.
Były, jak zwykle, niezwykle ciekawe. Nauczycielka tego przedmiotu jest jedną z najsympatyczniejszych i to z nią najlepiej się dogaduję. Może dlatego, że mam podobny do niej charakter?
Po zakończeniu wziąłem moją torbę, ale nie poszedłem w stronę internatu, tylko do jadalni, gdzie czekał nas obiad. Usiadłem gdzieś z boku, sam. W sumie samotność jest w porządku. Czasem lepsza niż bycie w centrum uwagi.
Nigdzie nie było miejsca, więc podeszła do mnie jakaś dziewczyna. Ta sama, co po południu oblała mnie kawą.
- Mogę się dosiąść? - spytała bez owijania w bawełnę. I to lubię. Bez zbędnych uśmieszków i podlizywania się.
- Naturalnie - gestem wskazałem na krzesło naprzeciwko mnie. Usiadła tam i zabrała się do posiłku.
- Jak msz na imię? - zapytałem, w sumie nie wiem, po co. Ot tak, dla zabicia czasu.
Kadri? C:
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz