piątek, 25 września 2015

Od Decide

Wyczułam zapach krwi, mój nos łaskotały mokre od rosy rośliny, pod łapami był miękki mech.Nie było słychać moich kroków.Widziałam jak zwykle wspaniale, kilometr czy dwa nie robiły mi różnicy, najdrobniejszy szczegół był ostry i wyrazisty.Usłyszałam, że przeładowuje karabin...myśliwi.Zaczęłam biec w jego stronę.Uniknęłam strzału, zaczął cofać się czyszcząc lufę.Rzuciłam się na niego, mogłam spokojnie odgryźć mu głowę, byłam od niego dwa razy większa.Zmieniłam się w człowieka.Oplatałam udami jego biodra.
-Chciałeś mnie zastrzelić, co?-Mruknęłam przejeżdżając czarnym pazurem po jego twarzy, z ranki spłynęło kilka kropel posoki.Uśmiechnął się tylko i splunął mi w twarz.Wytarłam policzek z wściekłym pomrukiem.-Spokojnie...utemperujemy cię.Śmierć będzie nauczką.
-Nie dosyć...maż już krwi na rękach, a właściwie...kłach?Wróciłem do wioski...a zastałem tam tylko anarchię, która pozostała po twych odwiedzinach.-Jęknął gdy wbiłam szpony w jego brzuch, nie naruszyłam organów, znam się na fizjonomii.
-Chciałam wiedzieć czy urodził się tam ktoś imieniem Wolfgang, gdy spytali jak mam na nazwisko, a ja odpowiedziałam zaatakowali mnie.Myśleli, że srebrne kule pomogą.Głupcy.Najpierw...-Moje źrenice skurczyły się.-trzeba trafić.-W tym momencie uderzyłam go z całej wilczej siły w głowę,Przemieniłam się i zawlokłam jego bezwładne ciało do mojej tymczasowej siedziby.Ocknął się wieczorem, był już związany.Leżałam na brzuchu opierając pysk na skrzyżowanych łapach, kłapnęłam kilka razy pyskiem, a z gardła wydobył się ludzki głos.
-Więc...drogi Myśliwy...mam pytanie.Znałeś kogoś takiego jak Wolfgang Scissors?
-Wdałaś się w ojca mała s*ka...-Liny owiązane ciasno w okół jego ciała były przesiąknięte juchą.
-ZAMKNIJ SIĘ!-Warczałam.
-Nie mam ochoty cię słuchać, nie jesteś nawet człowiekiem...JESTEŚ POTWOREM!-To były jego ostatnie słowa.Skoczyłam na niego i wgryzłam się w płuca, podrzuciłam go do który, a on opadł na ziemie z hukiem, było słychać dźwięk łamania kości.Na koniec pożyłam łapę na jego twarzy i przycisnęłam do dołu, czaszka pękła, skóra także...z rany wylewała się krew, kawałki mózgu, oczu i kości.Zaczęłam szybko oddychać, opuściłam tamto miejsce jak najszybciej, nie wiedziałam gdzie biegnę, po prostu tam gdzie mnie instynkt poniesie...rano opadłam z sił, nawet nie zauważyłam kiedy zmieniłam się w człowieka.Obudził mnie szelest.Przede mną stanął nieznajomy człowiek.

<Ktoś?>

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz