Więc zacząłem uciekać, mimo, że ślady dokładnie pokazywały, gdzie idę. Wtem zobaczyłem miejsce do którego, na szczęście, ludzie z tej szkoły przychodzą raz na Ruski rok, a mianowicie- biblioteki. Mając nadzieję nikogo tam nie spotkać, wbiegłem do niej, zamykając za sobą potężne drzwi, by po chwili zacząć biegać między regałami, byleby jak najbardziej skomplikować trasę ze stóp. Lecz gdy skręciłem w dział z, o dziwo, nowszymi księgami, dojrzałem stojącego na środku sali chłopaka. Oszołom nosił okulary przeciwsłoneczne w pomieszczeniu, przez co ledwo powstrzymałem śmiech. Jednakże i tak czułem, że jego oczy skierowane są ku mnie i przewiercają się na wylot. Chłopak był blondynem o niesamowicie delikatnych liniach szczęki. Irytująca ironia, chciała, by był wyższy ode mnie o jakieś dziesięć centymetrów, o ile nie więcej. Momentalnie zapomniałem o tym, że powinienem się kryć. Zamiast tego stałem i wpatrywałem się w chłopaka z na wpół otwartymi ustami. Mimo, że stałem w dość dużym odstępie od mężczyzny, czułem jakbyśmy tak naprawdę nie powinni się spotykać, bo coś między nami nie współgra. Jedyne co mogłem teraz wynieść z tego spotkania, to to, że chłopak na pweno był o wiele cieplejszy niż ja. Przy nim czułem jakbym stał przy ognisku i powoli się topił. Mruknąłem coś, że go nie zauważyłem, on natomiast, że idzie i mi już nie przeszkadza. Tyle, że swoją obecnością wręcz sprawiał mi radość. Cieszyłem się z tego, że w końcu mogę zaznać choć trochę ciepła. Pragnąłem, by ta chwila trwała wiecznie... tak daleko od siebie, a zarazem tak blisko. Pragnąłem przylgnąć do, zapewne, gorącej piersi chłopaka.
Nim jednak pomyślałem o czymkolwiek większym, drzwi powoli się otworzyły, a za nimi stał nie kto inny, jak "Goryl". Panika owładnęła moim ciałem i w sekundę później, stałem za blondynem, pragnąc, by ten jeden raz ktokolwiek mnie uratował. Nie wiem czemu, chciałem się poczuć jak kochana przez kogoś księżniczka.
W duszy modliłem się, by nieznajomy w jakikolwiek sposób mnie ocalił, chociaż wiedziałem, że to raczej niemożliwe.
- Czego tu szukasz?- na melodyjny głos blondyna, moje nogi same z siebie ugieły się, jakby były z waty. O dziwo, nie skierował się do mnie, a do napastnika.
- Tego- wskazał na mnie, szczerząc przy tym swoje żółte, krzywe zęby, które nie widziały pasty od zapewne dwunastu lat, nie mówiąc o wizytach u dentysty.
- To nie rzecz, a poza tym, co ci da pobicie takiego chucherka? Lepiej wyżyj się na boisku, może ktoś Cię jeszcze pochwali- widocznie słowa chłopaka podziałały, bo tamten kiwnął głową, przeprosił i wyszedł. Nie wiem czy mogę powiedzieć, że zaimponował mi sprytem, w każdym bądź razie, pokazał, że sporo go ma.
Dopiero teraz, gdy wychodziliśmy z biblioteki, zauważyłem to jak byliśmy ubrani. On w drogocenne szaty, ja oszronioną bluzę i rurki. Nie miałem na sobie nawet butów. Pomyślał pewnie, że jestem synem Kopciuszkowatego czegoś... to upokarzające.
Zdałem sobie sprawę, że włada ogniem. Tam gdzie szedł zapalały się pochodnie, które po chwili gasły, przez moją obecność. Widocznie to zauważył, bo zatrzymał się i odwrócił ku mnie, z jakże szyderczym uśmiechem. Nie wierzyłem jakim cudem jego włosy były tak idealnie ułożone, podczas gdy moje, nie mogły się utrzymać w jednym miejscu, nawet po posmarowaniu ich żelem i popsikaniu lakierem.
- Długo masz zamiar mnie śledzić?- założył ręce na piersi. Mimo, że nie widziałem jego oczu, wiedziałem, że są zmróżone i przewiercają mnie na wylot.
- Nie- uśmiechnąłem się ku niemu szczerze i zaraz wszedłem przez drzwi po lewej, gdzie znajdował się mój zapełniony śniegiem i lodem pokój, w którym czekał na mnie Groco, tulący się do pościeli.
Jak takie maleństwo mogło zawierać tyle uroku?!
Tak samo, jak tamten chłopak zawierał tyle seksapilu...
Edziu? Wena poszła się j*bać
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz