-Rozumiem, że do złych- powiedziała
-Oczywiście. William Black- przedstawiłem się, powiedziała coś pod nosem pewnie już wiedziała o moich rodzicach na co odpowiedziałem złośliwym uśmiechem. Potem wyciągnęła coś z szafki
-Twój pokój to 20. Masz także rozkład zajęć. Radzę się przystosować panie Black i bez zniszczeń ma się obyć
-Oczywiście psze pani- wstałem leniwie i wziąłem kartki i klucze zanim wyszedłem mrugnąłem jeszcze do niej. Znów coś mruknęła pod nosem. Zatrzasnąłem za sobą drzwi i poszedłem przed siebie. Trafienie do mojego pokoju nie było jakoś specjalnie trudne. Rzuciłem plecak na łóżko, rozejrzałem się i wyszedłem. Nic tu narazie po mnie. Jak narazie nie miałem nikogo w pobliskich pokojach, co swoją drogą mi odpowiadało. Ruszyłem korytarzem byłem trochę głodny, wiec szedłem do jadalni. Skręciłem w kolejny korytarz. Ktoś na mnie wpadł i tylko ta osoba się przewróciła. Zmierzyłem ją wzrokiem jak się okazało była to kobieta
-Jak łazisz?- warknąłem. Nie mogłem określić czy jest dobra czy zła. Minąłem ją przy okazji "przypadkiem" lekko szturchając ją nogą.
Ktoś?
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz